szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: zima

o tym jak jezioro wspomina

Jezioro wygląda jak zdjęcie jeziora. Przez kilka sekund może się wydawać, że pokrywa je gęsia skórka fal, że igra z drobnym wiosennym deszczykiem. Jednak nierówności powierzchni i smugi są nieruchome. Ślady setek par zimowego obuwia, które przemierzały lodową taflę przez ostatnie miesiące, na przemian topnieją i zamarzają. To nie fale, tylko wciąż trzydziestocentymetrowa warstwa lodu.

Ale lód cofa się coraz bardziej. Kolejne jego warstwy znikają jak kartki wyrywane z kalendarza, który odmierza dni wspak. Dziś widać już styczeń, a może nawet już grudzień.

Na niebie ołowiane chmury. Co chwilę przedziera się przez nie pełne, wiosenne, chylące się ku zachodowi słońce. Obiecane w poprzednim wpisie wypisy chrześcijańskie mogą poczekać. W taką piękną pogodę ogródek i niepasteryzowane regionalne piwko czekać nie mogą.

o mrozie siarczystym wręcz i o tym czym jest zdrowie społeczne, a czym organiczne

Mróz siarczysty wręcz. Brzegi jeziora zamarzły aż poza pomosty i zasięg trzcin. Na lodzie leży cienka warstwa śniegu, po której drepczą zdziwione ptaki. Ludzie nie wystawiają nosa zza drzwi domostw. Po półgodzinnym spacerze z zimna aż boli twarz.Naszą sypialnię zamknęliśmy na cztery spusty i śpimy na materacu między choinką a kominkiem, do którego P1000709nocą dokładam. Zawsze marzyłem o takiej zimie!

Śpię bardzo nieregularnie. Zasypiam zazwyczaj między 2 a 4 rano, a wstaję po 11, bo budzi mnie Karolina. Czasem jednak wstaję o 7 lub idę spać już o 22. Czasem śpię w dzień, czasem nie. Dziś jak prawdziwy dziadek z Meksyku zasnąłem sobie wieczorem w fotelu przed kominkiem przy yerba mate.

Do wczoraj miałem z powodu mojego rytmu (?) snu niejasne poczucie winy wobec własnego organizmu. Czasem próbowałem z tym walczyć. W końcu w rozmowie z Karoliną wyszło, że niewiele wiem o tym jaki sen jest zdrowy, a jaki nie. Poszperałem w sieci i to, co znalazłem w różnych polsko i anglojęzycznych artykułach na ten temat daje się zamknąć w następujących stwierdzeniach:

  • Każdy organizm ma swój własny rytm snu. Tak zwane „sowy” mogą zasypiać nie tylko o północy, ale czasem też o 3 w nocy i nie ma w tym nic niezdrowego. Tak samo „skowronek” budzący się o 4 rano nie musi wcale być osobą cierpiącą na zaburzenia snu.
  • Ludzie potrzebują średnio od 5 do 10 godzin snu i samo to jeszcze nic niezdrowego nie oznacza.
  • Zimą potrzebujemy więcej snu i może zdarzać się nam nawet 12 godzin.
  • Jeśli sobie na to wszystko możemy pozwolić, jesteśmy nie chorzy tylko szczęśliwi!
  • Jeśli nie możemy, ze względu na pracę, zdrowiej zmienić pracę niż przyzwyczajenia. Ale i na te możemy wpływać – stopniowo, powoli i systematycznie.
  • Bardziej niezdrowe jest katowanie się zasypianiem na siłę i budzikiem niż spanie w godzinach 4-13 w dzień!
  • Nawet zasypianie między 4 a 6 rano, co medycyna zalicza do zaburzeń, nie jest samo w sobie szkodliwe dla zdrowia.
  • To nieprawda i mit, że każdy mózg najlepiej funkcjonuje rano, a wieczorem już nie, bzdurą jest również, że sen przed północą jest zawsze lepszy niż po północy. To zależy od naturalnego rytmu.
  • Jeśli chcemy mieć zdrowy sen, powinniśmy zasypiać zawsze kiedy chce nam się spać, a po naturalnym obudzeniu się nie zasypiać powtórnie, bez względu na to o jakiej godzinie to przypada.

fot.: Chad Littlejohn, sxc.huOczywiście niektórym (tak jak mnie) trudno zastosować tę ostatnią zasadę, jednocześnie pracując na zwykłej etatowej zmianie. To już zdrowe nie jest. Ale przyczyna nie leży w organizmie tylko w organizacji życia społecznego, które niestety jest jedno, podczas gdy ludzi są miliardy i każdy z nich jest inny. Dlatego od wczoraj organizuję sobie pracę wyłącznie według własnego rytmu: najmniej przyjemne, ale niewymagające ruchu rzeczy robię „rano”, czyli między południem a piętnastą, potem zajmuję się rzeczami domowymi, bawię się, czytam i słucham muzyki, wieczorem, ok. 18-19 zaczynam powoli wkręcać się we właściwą pracę – gram, nagrywam, wymyślam scenariusze, porządkuję notatki, przeszukuję internet, robiąc sobie przerwy na ćwiczenia fizyczne i medytacje. Nocą pomału odkładam robotę i planuję ją na następny dzień. Gram sobie w coś, słuchając audiobooków albo czytam i czekam, aż ogarnie mnie senność. Wtedy dopiero idę spać. I tak ma być!

trzecia pora niepokoju

Deszcz i wiatr odarły nagie gałęzie drzew ze śniegowych czap. Rozdrapane do krwi niebo zwiesza się ciężko nad znieruchomiałym miastem, po którym hulają złe sny. Nie wiadomo co będzie jutro. Niespokojny oddech, dziwaczne i złowrogie wizje, omawiane następnego dnia jako ciekawostki w przytulnych i ciepłych podziemnych kawiarniach, z których jedyne wyjście prowadzi jednak znów na mokry asfalt i wycie listopadowego wichru. Najgorszy od kilku tygodni weekend na drogach. Brak prądu. Śmierć czuć w zimnym powietrzu i w kroplach deszczu. Narastający ból głowy. Martwy bażant podrzucony pod wejściem do budynku. Co się stanie jutro? Czy to tylko kilka nieprzyjemnych i dalekich wydarzeń?

o tym, ile ciepła może przynieść zima

Czasami tyle mam do napisania, do powiedzenia, do wykrzyczenia, wyszeptania i przemilczenia, że mój wąziutki jeszcze i niewyrobiony kanalik wysłowienia zatyka się i nic nie chce z niego wypłynąć. Wiem, że gdybym któryś z tematów rozpoczął, nigdy nie skończyłbym pisać. Musiałbym przerwać i powstałby wielki strzęp nie wiadomo czego.

Znów inne święta, morze zimą, cudowne współprzebywanie, niesamowity klimat okoliczności sylwestrowych, jazda pociągiem przez słoneczne i zielone równiny pod czerwonawo-żółtawym słońcem, teologiczne dyskusje z Chickiem, nowe plany na przyszłość, Beatlesi, nowy tom wierszy Cohena, gry fabularne, do których wróciłem po sześciu latach to tylko część wątków z ostatnich dwóch tygodni. Ta część, która tłucze się akurat przy wylocie kanaliku wysłowienia.

Nic nie będę pisał, oprócz tego, że już wyzdrowiałem w 95%. Zapewne stało się to również dzięki Waszym przemiłym życzeniom, za które dziękuję.

Wola Blakowa revisited

Mógłbym być stróżem w jakiejś wieży na rubieżach i patrzeć godzinami w zaśnieżony, płaski horyzont.

Mógłbym siedzieć przy piecu, wtrącony w siebie jak w głęboką studnię, w ciszy, zapomniany przez Boga, i byłoby mi dobrze.

Mógłbym wychodzić po drewno, uśmiechać się do kobiety sprzedającej w sklepie i znikać.

Odczuwać naturę bardziej – nawet jako zimę stulecia lub huragan.

Tak jest lepiej.

Miętus powiedział, że w mieście asfalt jest zawsze czarny.

Polski las, norweski las…

Zostanę druidem.