szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: wojna

Aleppo egoistycznie, czyli o tym, co mi daje przejmowanie się losem ofiar wojny

Wojna. Bombardowanie. Przerażone, płaczące dzieci wśród gruzów. Krew, zwłoki. Nie chcemy tego widzieć. Mówią nam, że trzeba, że nie wolno się odwracać i odgradzać  własnego wygodnego życia od tragedii dziejącej się na tej samej planecie. Ale my i tak nie chcemy. Dochodzimy do wniosku, że nie możemy nic poradzić na to, co się dzieje. Czujemy niepokój, przerażenie i ból, ale wydają się nam one puste i niepotrzebne, bo jesteśmy daleko i choć współczujemy tym ludziom, to ich tragedia nie dotyczy nas konkretnie. Zamiast oglądać drastyczne materiały, wolimy zatem po prostu wysłać trochę pieniędzy lub nawet ich nie wysyłać, skoro nie jesteśmy pewni, czy w ogóle dotrą. Albo – z różnych powodów – wolimy zamknąć oczy i w ogóle nie wiedzieć nic. Bo po co wiedzieć? Ano, po to, by właśnie zaczęło nas to dotyczyć. Dlaczego? Choćby dla samych siebie. 

Zobaczyłem film pokazujący przerażone dziecko pod maską tlenową po bombardowaniu Aleppo bombami chemicznymi.  Wytrzymałem parę sekund. Przeczytałem bezpośrednie doniesienia z miasta, gdzie celowo zbombardowany został szpital dziecięcy i inne placówki zdrowia. Gdzie zrównano z ziemią wszystkie ośrodki pomocowe. Gdzie działa jedna karetka, dzięki której jeden człowiek zwozi w stosunkowo bezpieczne miejsca ludzi i zwierzęta, stara się zapewnić im podstawową opiekę medyczną i jakiekolwiek środki do życia. Nie mogłem spać dokładnie tak samo jak Asia, która podzieliła się ze mną tymi informacjami, a właściwie wepchnęła mi je na ekran komputera.

Mam taką strategię w życiu, by nie uciekać przed czymś, co bardzo mocno i uporczywie pojawia się w moim życiu i świadomości, więc w końcu przemogłem się i obejrzałem te filmy. I wiele innych. Zacząłem czytać. I rzeczywiście, święta racja, zdołowałem się. Przestałem czerpać przyjemność z czegokolwiek. Przestało mi się chcieć robić cokolwiek dla przyjemności. Dowiedziałem się, gdzie i jak można pomóc. Pomogłem w miarę możliwości. Zrobiłem to dla nich i dla siebie, niekoniecznie w tej kolejności. I to wcale nie był koniec.

Widok, naoczny widok ludzi, którzy muszą walczyć o życie, mocna i konkretna, nie tylko abstrakcyjna świadomość tego, że dzień wcześniej roztrzęsiony chłopiec z maską tlenową pytał przez łzy, czy umiera, widok lekarzy wyjmujących z inkubatorów noworodki, by przenieść je tam, gdzie nie docierają bomby, w konsekwencji nie zabrał mi radości życia, choć obawiałem się, że tak się stanie. Przede wszystkim pogłębił je. Codzienny kontakt z wiadomościami o obleganym Aleppo wywołuje we mnie smutek, współczucie, zniechęcenie wobec tzw. problemów pierwszego świata, odbiera ekscytację czy w ogóle zainteresowanie takimi sprawami jak szybko rozładowujący się telefon albo błędy w jakiejś tam, choćby i ulubionej, grze komputerowej. Dzięki temu, że mój świat nie ogranicza się już do bezpiecznego i przytulnego gniazdka, własnych, małych i wielkich kłopotów oraz skrzętnie wyselekcjonowanych informacji na różne tematy, czuję większy kontakt ze sobą, z nagim człowiekiem w wielkim świecie, którym przecież jestem mimo że obwarowałem tę świadomość tysiącami bodźców, wyrafinowaną rozrywką i hektolitrami nieustannie sączących się w mózg treści. Jestem bardziej. Mocniej. Dzięki temu, że wziąłem do siebie los innych. Własne problemy nie bolą już tak bardzo. Własne przyjemności nie wydają się już tak warte cennego czasu.  Smutek i ból, z którymi związana jest ciągła świadomość rozgrywającej się tragedii, to niewielka cena za te zjawiska, wykraczające daleko poza ramy mojego własnego ja. Bo mam jeszcze większą ochotę robić w życiu coś bardziej sensownego niż dotychczas. Lepiej pożytkować dany mi czas. Spędzać go więcej z najbliższymi. Mieć do nich więcej cierpliwości. A gdy otwieram swoją pełną lodówkę, by coś sobie z niej wybrać do jedzenia, wybieram zdrowiej i jem bardziej świadomie. Doceniam to, co mam. Dbam o to, dzielę się tym. To jedyny sposób, by nie mieć poczucia winy wobec dziewczynki z Aleppo, która do niedawna prowadziła na Tweeterze konto, a jej ostatnie wpisy mówiły o głodzie, nieustannym lęku i wyrażały krańcową, przerażająco dojrzałą rozpacz.

I życzę Wam wszystkim, żebyście też odnaleźli ten jedyny sposób. Żebyście przekroczyli smutek i szok, który przeżyjecie, gdy zetkniecie się pierwszy raz z materiałami z Aleppo. Żebyście nie uciekali od poczucia rozpaczy i bezradności w dywagacje polityczne czy filozoficzne, tylko po prostu zobaczyli każde zdjęcie, obejrzeli od początku do końca każdy film. Na początek tyle, ile dacie radę. Żebyście zostali z tym, co dzieje się z Wami, z Waszymi emocjami, z Waszymi ciałami, gdy to widzicie i słyszycie. Bo gdy to wszystko znajdzie sobie miejsce nie w Waszych umysłach, a w Waszych sercach, a wierzę, że znajdzie je szybko, przemieni Was. Staniecie się bliżsi tych ludzi, pryśnie kłamstwo siedzące w naszych głowach, że my jesteśmy inni, że nas to nie dotyczy. I gdy wrócicie do swoich zajęć, obowiązków i przyjemności, wrócicie inni – pełniejsi i spokojniejsi. Do własnego życia, które – zapewniam – nabierze nowego sensu. Niekoniecznie wielkiego i rewolucyjnego. Po prostu coś się zmieni. Chyba na dobre.

A teraz konkret. Nasza planeta. Nasza Ziemia. Nasi bracia i siostry. Równie dobrze moglibyśmy to być my i nasze rodziny, bo przed wojną tak właśnie w miarę spokojnie jak my sobie żyli:

i filmy. Nie dla dzieci i młodzieży. Dla Was.

 

Chcesz pomóc? Zapraszam TUTAJ. To jedna z bardzo niewielu lub jedyna droga docierająca w tej chwili do potrzebujących w Aleppo.

 

feldmarszałek von Moltke o wojnie

Goya, Rozstrzelanie powstańcówWieczny pokój to sen, i to nawet nie piękny sen. Wojna jest elementem ładu Bożego. Bez wojny świat popadłby w stagnację i zaprzepaściłby się w materializmie. W wojnie realizują się najszlachetniejsze cnoty – odwaga i samozaparcie, posłuszeństwo wobec głosu obowiązku, gotowość do poświęceń, do rzucenia na szalę nawet własnego życia.

H. von Moltke, Gesammelte Schriften und Denkwuerdigkeiten, Berlin 19982, V, s. 194
cytat za: Norman Davies, Europa. Rozprawa historyka z historią, Kraków 2003, s. 931

Fot. (Nick) Ut Cong Huynh, Wietnam, The Associated PressZgoda. Szczególnie jeśli chodzi o tę stagnację. Tylko dlaczego wspomniane cnoty muszą się realizować przy współudziale bestialstwa, wynaturzenia i stojącej u podstaw każdej wojny choroby od zawsze toczącej ludzkość – chciwości?

europa-rozprawa-historyka-z-historia_norman-daviesimages_big1783-240-0004-6Przy okazji, jeszcze jedno ciekawe zdanie z Europy Daviesa, którą pomału kończę czytać, z dystansu podsumowujące wiek XX przy okazji refleksji nad wybuchem I Wojny Światowej:

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Niemcy się zjednoczyły, a sowieckie imperium znalazło się w stanie upadku, mieszkańcy Europy mogli na nowo pojąć naturalny kierunek rozwoju, tak brutalnie przerwany owego pięknego lata roku 1914.

Norman Davies, ibidem, s. 957

Allan Watts, Droga zen, tłum. Sebastian Musielak, Poznań 2003, s. 50-51

Jedna z podstawowych zasad konfucjanizmu głosiła, że „to człowiek czyni prawdę wielką, a nie prawda człowieka”. Z tego też powodu zawsze uważano, że „humanitarność”, „człowieczeństwo” czy „ludzkie serce” (jen) góruje nad „prawością”, „sprawiedliwością” (i), gdyż sam człowiek jest wspanialszy od każdej myśli, która może w nim powstać. Zdarza się, że namiętności człowieka są bardziej wiarygodne od jego zasad moralnych. Z powodu niemożliwości pogodzenia przeciwstawnych zasad czy ideologii wszelkie wojny toczone o słuszność jakiejś sprawy muszą prowadzić do wzajemnego unicestwienia. O wiele mniej wyniszczające są natomiast zwyczajne wojny grabieżcze: agresor stara się nie zniszczyć tego, co ma nadzieję zdobyć. Rozsądni, „ludzcy” antagoniści są zawsze zdolni do osiągnięcia kompromisu, podczas gdy jednostki „odczłowieczone” poprzez ślepe ubóstwianie jakiejś idei lub ideału są fanatykami, których oddanie się abstrakcjom uczyniło wrogami życia.