–    Ledwo się podnosi z łóżka. Bardzo z nim źle. Zbierają krew. Ciągle ma transfuzje.
–    Oj, to niedobrze. W gazetach pisali przecież niedawno, że czuje się całkiem, całkiem.
–    To, co pisała prasa, to stek bzdur.
–    …
–    …
–    To już trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że to bardziej przedłużanie niż ratowanie.

Gdzie i kiedy będzie pogrzeb Jacka Kaczmarskiego?

Żył lat 47. Nie był ani stary, ani młody. Umarł na raka. Przez głupią prasę do dziś właściwie nie wiem czy to krtań czy przełyk. Wypalili mu już z ponad rok temu tego guza. Przyjechał nawet na festiwal do Krakowa. Potem zaczął palić. Guz rósł z powrotem…

Trzeba kupić jutro Wyborczą i „Rzepę”. A w poniedziałek Politykę. A w czwartek Przekrój.

Rozmawiałem z nim wtedy na festiwalu. To była najkrótszy mój z nim dialog. Powiedziałem:
–    Strasznie się cieszę, że pana widzę. To jest niesamowite!
–    Rozumiem – uśmiechnął się. – Wszystkiego dobrego.
Był dla mnie wtedy jak ocalony. Jakby wrócił z krainy umarłych.

Na pogrzebie będzie pewnie kilku znajomych. Rzucam wszystko i jadę.

Ostatnia płyta – Mimochodem – była o wszystkim. O życiu. Od narodzin do śmierci. „Upadek Ikara” pięknie opisywał późniejszą śmierć autora. Kiedy nadeszła wiadomość, wokół trwały święta. Życzenia, goście, pisanki, kościółek… Po domu chodzą ludzie, ja szukam kasety Dylana… Chrystus zmartwychwstał, ludzie umierają. Może bym chociaż siadł i epitafium napisał? Na pewno epitafiów będzie zatrzęsienie. Trzeba tylko poczekać z tydzień, dwa. A tak naprawdę to nie mam pomysłu na żaden wiersz, Chociaż Kaczmarski był przecież częścią mojej młodości. Ogromną częścią. Dzięki niemu przeczytałem kilka książek, zainteresowałem się malarstwem, napisałem kilka piosenek… długo by wymieniać. Uczyłem się na nim.

Nie będę robił żadnych zdjęć ani nagrań. Przyjadę sam i będę stał. Słuchał. Patrzył. I wrócę do domu.

Nie ma człowieka. Już dawno przestał grać. Inni śpiewali jego piosenki. Pomaton zaczął przygotowywać antologię wszystkich jego dzieł. Jakby było wiadomo, że to już niedługo potrwa. Może było… Zbiórki na leczenie, koncerty charytatywne, Festiwal Twórczości Jacka Kaczmarskiego – pierwszy i drugi… Na drugi przyjechał nawet i podobało mu się. Już wtedy było z nim źle. A teraz wszystko potrwa dalej. Prawie nic się nie zmieni. Na początku będzie koncertów, wspomnień, wywiadów, artykułów, audycji itp. nawet więcej. Zaczęło się, jak zwykle, od wiadomości w TV. Nie widziałem tego, bo akurat byłem u przyjaciół. Ale wyglądało to pewnie tak: „Zmarł Jacek Kaczmarski, bard, poeta…był symbolem opozycji… w latach… mieszkał… od 2002 roku chory na raka krtani/przełyku… pisał o… jego pieśni…”. On znaczył bardzo wiele dla bardzo wielu.

Leży w drewnianej skrzyni. Ma zamknięte oczy.

Ciekawe co zrobili z jego gitarą. Gdzie ona teraz jest?