szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: relacje (page 2 of 5)

o uspokojeniach, pasjach i inspiracjach

Dziękuję Wam, kochani, za Waszą obecność i za miłe słowa. Cieszę się, że moje pisaniny mogą posłużyć do poprawienia nastroju. Ja też ostatnio czytam właściwie tylko to, co mnie inspiruje, uspokaja, pokrzepia i daje pozytywnego kopa. W takim stanie mogę zrobić coś naprawdę przemyślanego i pożytecznego. I myślę sobie czasem jak dużo traciłem w tak niedawnych jeszcze czasach, gdy coś blokowało mnie przed słownym wyrażaniem radości, sympatii, entuzjazmu i innych fajnych uczuć wprost pod właściwy adres. Odmawiałem tego innym, ale też sobie.

Ostatni wpis powstał tak naprawdę dwa tygodnie temu. Mam czasami fazę i piszę tak dużo, że wolę publikować to w odcinkach. W międzyczasie moje plecy znalazły sobie ciekawsze zajęcie niż „bolenie”. Jest nim ścisłe przyleganie do miękkiego oparcia sofy podczas oglądania „Dr House’a”. Rzeczywiście – zrzuciłem ostatnio ze swojej codzienności sporo ciężaru, którego dźwigać nie chciałem. A to, czego nie zrzuciłem, przygarnąłem jako swoje i zaprzyjaźniłem się z tym. Przyczyna ustała, wywoływacze takie jak noszenie drewna, nie idealnie wygodne siedzenie w samochodzie itp. nie działają już na mnie, tak jak i na większość szczęśliwie zdrowych posiadaczy pleców. Teraz trudniejsze zadanie przede mną – sprawić, by ta zmiana była trwała.

Udała nam się też nowa znajomość i wieczór przy długiej rozmowie o sprawach wiecznie aktualnych, szczera, niezwykle inspirująca, pełna energii, pasjonująca i zostająca w pamięci. A wszystko to w starym poniemieckim siedlisku na totalnym odludziu po drugiej stronie Olsztyna, które chcieliśmy obejrzeć. Też sobie niedługo takie sprawimy! Spotkanie z kimś, kto potrafi i chce zgłębiać jakiś ważny temat choćby w nieskończoność, nie przerywając w najciekawszym momencie brutalnym: „Ale się poważnie zrobiło!” lub czymś podobnym, to dla mnie jak znalezienie źródła po długiej wędrówce na pustyni. Wymiana postów i innych e-maili przez Internet się nie liczy. Pisałem już o tym wcześniej.

W następnym (?) poście stary ancykryst nocny grajek zagłębi się w… żywoty świętych. Bo do niedawna myślałem, że katolicyzm jednoznacznie nazywa wszelką wiarę w potęgę ludzkiego umysłu i ducha pychą, każe swoim wyznawcom sypać głowę popiołem i być marnością nad marnościami. A tu się okazuje, że są kościelne argumenty na to, że jest to bzdura, nadająca się tylko do usprawiedliwiania własnego lenistwa, braku odwagi i pogardy dla siebie i własnego gatunku. Byli nawet w średniowieczu tacy chrześcijanie, którzy wierzyli w to, że choć Bóg nie uczynił człowieka sobą, to uczynił zeń istotę po stokroć potężniejszą niż niektórzy potrafią zaakceptować i sobie wyobrazić. I przynajmniej jedną z głoszących takie rewelacje osób Kościół Katolicki uczynił świętą…

o tym jak samemu zrobić z igły widły i jak się o nie pokaleczyć

Pewnego człowieka zacząłem postrzegać jako niereformowalnego fanatyka. Spotkałem się z nim na żywo. Był spokojnym, pełnym życia człowiekiem, uważnym, słuchającym, delikatnym i nigdy nie przerywającym mi rozmówcą. Nawet kiedy ja przerywałem jemu. Wracam do domu, zaglądam do sieci, co też nowego napisał. Znowu: zupełnie jak człowiek pełen fanatyzmu i upartej arbitralności. Zakrzykiwany przez znajomych, którzy myślą, że taki stał się naprawdę. Bo dawno nie rozmawiali z nim inaczej jak siedząc samotnie przed ekranem i bębniąc w klawiaturę.

Często wyjeżdżam z domku nad jeziorem, by spotkać się z ludźmi. Przedkładam życie nad Simsy, łażenie po lesie nad Wiedźmina, seks nad pornografię, piękne widoki nad piękne tapety na pulpit i spotkania nad Gadu Gadu i fora. Widzę jak tych samych ludzi odbiera się poprzez to, co mówią, a jak przez to, co piszą. Nawet kiedy treść słowna jednego i drugiego jest taka sama. Nie tylko widzę. Sam ich inaczej odbieram, choć piszą to samo co mówią i mówią to samo co piszą. I wszystkich, bez wyjątku, wolę na żywo niż w sieci. Forumowe i blogowe dyskusje, w których dawniej brałem żywy udział, widzę dziś z nowej perspektywy – z boku. I kręcę głową z niedowierzaniem.

Ci sami ludzie potrafią na żywo siedzieć przez całą noc ze sobą w jednym pomieszczeniu, wymieniać poglądy, nieraz bardzo różne, wręcz przeciwne. I nawet te najbardziej burzliwe dyskusje zdają się w końcu zawsze wzmacniać ich wzajemne relacje. Na ekranie zaś, kłócąc się, „ubogacając” swoje wypowiedzi w coraz ostrzejsze sformułowania nie poprzestają na rozejściu się po to, by znów z radością się spotkać. Bywa, że wprost odrzucają jako znajomego czy przyjaciela całego siedzącego po drugiej stronie ekranu człowieka na podstawie wypisywanych przez niego słów.

Sieciowe dyskusje inteligentnych ludzi na poważne tematy (szczególnie takie jak aborcja, eutanazja, religia, homoseksualizm) przebiegają zazwyczaj według podobnego wzorca:

  1. Obiecujące początki: nowe spojrzenia na sprawę, nowe argumenty za i przeciw, inspirujące uwagi.
  2. Dochodzą do głosu emocje, do których dyskutujący przyznają się lub nie (w tekście drukowanym na ekranie łatwo je ukryć lub zmienić, w czym dodatkowo pomagają emotikony – sam czasem będąc wściekłym stawiałem na końcu tekstu uśmiechniętą buźkę, a do podobnych manipulacji nieraz ktoś mi się przyznawał).
  3. Ktoś daje wyraz temu, że poczuł się urażony, zwraca komuś uwagę, że przeholował. Temat rozwija się, następują liczne dygresje, chodzi już nie o wymianę informacji i opinii, ale o światopoglądy, naczelne wartości i mentalność wyznawaną przez dyskutantów. Padają oskarżenia, słowa takie jak „bezsens”, „głupota”, „paranoja” i prawie zawsze „faszyzm” i/lub „fanatyzm”. Uczestnicy pouczają się nawzajem jak należy dyskutować, co wolno, czego nie wolno, kto ma jakie prawa itd. Oczywiście często podkreślany jest fakt, że autor wypowiedzi jest bardzo spokojny, zaś do tematu ma tzw. dystans. Większość daje do zrozumienia, że jedynymi towarzyszącymi im emocjami jest zaciekawienie i niezwykła radość ;o)
  4. Następuje zmęczenie tematem, ludzie zaczynają dostrzegać, że może zbyt dużo i zbyt ostro napisali, próbują obracać sprawę w żart, łagodzą, przepraszają. Pojawiają się też usprawiedliwienia, że w Internecie to nie widać twarzy rozmówcy, nie słychać tonu głosu i że rzeczywiście taka forma rozmowy to nie jest prawdziwa rozmowa itd. itp.
  5. Temat zostaje zamknięty, nieliczni zazwyczaj pozostali przy wątku uczestnicy dyskusji godzą się, wymieniają miłe słowa i/lub żartują sobie niewinnie.

Wszystko to oparte jest wyłącznie na treści werbalnej. A przecież, jak uczy nas psychologia, słowa to tylko niewielki procent komunikatu. Rozmowa to również ton głosu, mimika, gesty, postawa, wzrok. To bezpośrednie przebywanie z drugim człowiekiem. Co prawda można sobie to wszystko wyobrazić, czytając to, co ktoś do nas pisze, ale w komunikacji internetowej źródłem wszystkich elementów przekazu poza samym tekstem, jest nasz własny umysł, a nie drugi człowiek. Pół biedy, gdyby można było temu umysłowi zaufać. Z mojego osobistego doświadczenia nie pamiętam jednak ani jednego przypadku, w którym niechęci do kogoś, powziętej w wyniku nawet najbardziej – wydawałoby się – Internetowych wypowiedzi, nie zweryfikował kontakt w realu.

Dialog na forum czy na blogu to namiastka dialogu. To nie jest obcowanie z prawdziwym człowiekiem. Tekst przez kogoś napisany może dać nam jakieś informacje o człowieku, ale ogromną pomyłką jest wnioskowanie na jego podstawie o tym, jaki ktoś jest i traktowanie go jako źródła decydującej wiedzy. Łatwo jest zbyt długo obcować z ludźmi głównie przez Internet. Łatwo jest zubożyć swoje doświadczenie życiowe przez deprywację, jaką jest długotrwałe, całodzienne komunikowanie się z innymi głównie poprzez to medium. Łatwo jest wierzyć temu doświadczeniu tak samo, jak wierzyło się kiedyś doświadczeniu znacznie bogatszemu, opartemu na „realu”.

Łatwo wówczas mylić obraz jaki się wyłania z wirtualnego spotkania z żywym, prawdziwym, patrzącym ci w oczy człowiekiem. Łatwo ocenić go tylko po słowach, które pisze. Łatwo odrzucić relację z nim tylko na tej podstawie. Jeśli jest on kimś bliskim, bardzo łatwo go skrzywdzić.

podsumowania i postanowienia

Jeśli ktoś myślał, że z jakiegoś powodu nie będę tym razem podsumowywał minionego roku, mam dla niego wiadomość:

Ha! Nie będę!

To był zbyt dziwny rok, żebym mógł zamknąć go w jakimś podsumowaniu. W styczniu 2009 mieszkałem w mieszkanku w centrum łodzi, jeździłem autobusami, myślałem pomału nad pierwszą płytą, byłem nerwowy, wciąż narzekałem, rosła we mnie agresja i irytacja na wszystko co wokół, uciekałem coraz dalej od najbliższych i sam tego nie wiedząc pogrążałem się w marazmie.

Teraz mieszkam w domku nad jeziorem, mam wspaniałe auto, które w pewnym momencie było dla mnie jedynym miejscem, w którym czułem się jak w domu, wydałem płytę i myślę pomału o drugiej, jestem znacznie spokojniejszy, szklanka jest dla mnie do połowy pełna,  idę naprzód, czuję głęboko więź z rodziną, umiem podejmować decyzję i – co najważniejsze – jestem za to wszystko bardzo, bardzo wdzięczny: sobie, ludziom, których spotkałem i Bogu.

No, to było jednak małe podsumowanie.

Jeśli chodzi o postanowienia, napiszę o tym później. Fakt, że zabraliśmy się do nich z Karoliną naprawdę poważnie i potężnie.

o tym jak pięknie i zdrowo odśnieżyć drogę i jak równie pięknie jej nie odśnieżyć

Korporacja to potężna sprawa. Mówię to w bardzo pozytywnym sensie. W jaki sposób korporacja daje ludziom pracę? Potrzebny jest, dajmy na to, korporacji państwowej kierowca pługa śnieżnego, który od tej do tej będzie miał za takie to, a takie – marne, trzeba przyznać – wynagrodzenie jeździć z tego do tego miejsca, tam i z powrotem. Państwo wywiesza 9-plug-sniezny-na-stacji-benzynowejogłoszenia i czeka. Ktoś się znajduje, bo odpowiada mu z jakichś względów taka praca. Kiedy stan rzeczy u pracownika się zmienia, odchodzi, a korporacja znów szuka. I się wszystko kręci. A człowiek ma skrupuły: „Nie będę proponować czegoś komuś, bo może to mu nie odpowiada”, „nie chcę prosić kogoś o to, bo mu głupio będzie odmówić” itd. Sami ograniczamy własne potrzeby, marzenia i dążenia z powodu tego, że komuś mogą one nie odpowiadać.

Ja natomiast mam wrażenie, że proszenie kogoś o coś lub deklarowanie własnych potrzeb jest świętym i niezbywalnym prawem każdego. Tak jak prawo do mówienia „nie”, odmawiania, nieprzyjmowania oferty czy propozycji, nawet do obrażania się. I to jest zdrowe, póki uczciwe i dobre są intencje. Faktem jest, że nie każdy potrafi prosić, nie każdy potrafi mówić „nie” i odmawiać. Ale zgoda i harmonia możliwe są tylko wtedy, gdy taka nieumiejętność jest przyczynkiem do samorozwoju kogoś, kto nie potrafi, a nie przyczyną poczucia winy lub – w błyskawicznej konsekwencji – poczucia krzywdy drugiej strony. Nie ma nic złego w spokojnym i życzliwym powiedzeniu: „Potrzebuję kogoś, kto odśnieży mi drogę za 10 zł. Czy podjąłbyś się tego?” Nie ma też nic złego w spokojnej i życzliwej odpowiedzi: „Nie, 10 zł. to dla mnie za mało. I nie mam w zwyczaju odśnieżać dróg”.

o dobrych radach

Jeżeli twoje życie jest pełne miłości, nie słuchaj rad smutnej, samotnej osoby. Jeżeli twoja sytuacja materialna jest w porządku, nie słuchaj rad ludzi, którzy mają kłopoty finansowe. Bardzo często to samo zdarza się z naszymi rodzicami. Są rodzice, którzy mieli trudne i ciężkie życie, którzy dźwigali ciężkie dziedzictwo. I to oni chcą radzić ci jak żyć. Jeżeli już masz kogoś słuchać, to słuchaj tych, którym się powiodło, tych, którzy wiedzą co robią, tych, którzy udowadniają swoim życiem i swoimi rezultatami, że wiedzą co robią.

Louise Hay,  Prosperity – o obfitości, ISI

o tym co wolno dawać, a co wolno brać

1119523_tree_in_lightsJest we mnie drzewo miłości. Daję z niego owoce innym ludziom. Zawsze jest tak, że mi zostaje więcej. Jeśli oddam drzewo, nie będę miał już nic do dania i będę mógł tylko brać.

Śpiewał Jan Krzysztof Kelus:

Daj innym wszystko co możesz im dać
lecz wiedz, że rzecz której dawać nie wolno
nie wraca nigdy, a żona i brat
matka i dziecko nie mogą jej żądać

Ten – co ją oddał nie odda już nic
ten – co zachował jak buty na nogach
pomoże jeszcze nie raz i nie dwa
innym spotkanym na drogach

o zmiennych kolejach międzyludzkich

Jeszcze pół roku temu ludzie byli dla mnie mało ważni. Nie lubiłem i lekceważyłem ich. A najbardziej siebie.

Teraz ludzie znaczą dla mnie bardzo dużo. Cenię ich i kocham. A najbardziej siebie.

o dobrym zarządzaniu czasem

Obiecuję dawać sobie tyle czasu na rozwijanie siebie, by nie starczało mi go na krytykowanie innych.

Christian D. Larson

Piękna prezentacja tej i kilku innych afirmacji lidera Nowej Myśli – tutaj. Niestety tylko po angielsku.

o dobrze spędzonym weekendzie

Po weekendzie jestem jak nowy. Wróciliśmy z Karoliną z tego oto warsztatu rozwoju osobistego. Dwa dni pośród otwartych, wrażliwych ludzi, nakierowanych na poprawienie jakości swoich relacji partnerskich, zawodowych i towarzyskich.

fot.: Clark LittleDwa dni z różnymi technikami, medytacjami, wizualizacjami, ćwiczeniami, z których niektóre podziałały na mnie bardzo silnie. A wszystko pod okiem dwóch wspaniałych, pięknych, mądrych kobiet, obdarzonych mimo młodego wieku ogromną wiedzą.

Wracam. Do rodziny, do własnego imienia, do przyrody, do siebie. Dbam o siebie, szanuję siebie, przyjmuję to, co mi dają inni i nareszcie mam co dawać im. Czuję się oczyszczony i bardzo, bardzo zainspirowany. I nawet nieco zmieniony. Uwolniony strumień wali naprzód, a wszystkie tamy pękają z impetem, który mógłby mnie przerazić, gdyby mnie tak nie cieszył.

Mam za co dziękować sobie, Bogu, wszechświatowi, ludziom. Dziękuję.

Older posts Newer posts