szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: nad jeziorami (page 2 of 2)

o niemalże wiosennej niedzieli na wsi i o rusałkach w kościele

W małym kościółku kameralna msza, trochę dla dzieci, trochę dla dorosłych. Taka, jaką pamiętam z dzieciństwa. W kazaniu skierowanym do najmłodszych proboszcz porównał rozwój człowieka do przepoczwarzania się gąsienicy w pięknego motyla. Wysoko pod sklepieniem o kolorowy witraż obijało się kilka przykładowych egzemplarzy, chyba rusałek. Dojrzały po to, by umrzeć tu z głodu.

Nie wierzę, że zwierzęta są pozbawione duszy, jak utrzymuje wielu chrześcijan (i Kartezjusz, a za nim, świadomie lub nie, większość członków naszej cywilizacji). Wszystko przenika ten sam duch, a cierpienie i ból odbierane przez układ nerwowy są cierpieniem i bólem bez względu na to, czy dotyczą człowieka czy motyla. Coś we mnie bardzo buntowało się przeciwko losowi rusałek z wiejskiego kościółka. Coś innego mówiło mi jednak, że taki jest porządek ich życia, takie są prawa natury. Pomyślałem sobie, że one nie mają chyba na szczęście świadomości beznadziejności swojego położenia i dlatego mimo wszystko nie da się porównać ich sytuacji z sytuacją beznadziejnie uwięzionego i pozbawionego środków do życia, umierającego z głodu człowieka. Wierzę, że życie jest częścią nie mającej początku wędrówki. Te motyle nie były na najszczęśliwszym etapie i moja modlitwa popłynęła w kierunku radośniejszej manifestacji ich kolejnych żywotów.

Lody pomału topnieją. Jezioro ma kolor cyny. Wciąż można po nim chodzić. Warstwy śniegu rozmarzają i zamarzają znów, wrastając w lodową pokrywę, dzięki czemu lodu raczej przyrasta niż ubywa. Nie jest jednak zbyt miło zapadać się co chwila w dziesięciocentymetrową breję. Znacznie fajniej jest leżeć sobie w pełnym słońcu na drewnianym pomoście, chłonąc nadchodzącą wiosnę.

Gdyby mi ktoś dwa lata temu powiedział, że w ostatni dzień lutego 2010 r. pójdę do kościoła, a potem powygrzewam się w słońcu na pomoście przy jeziorze koło domu, nie uwierzyłbym.

Jest takie jedno uczucie, które sprawia, że czuję się zupełnie szczęśliwy. Jest nim wdzięczność.

nad Jeziorakiem

Moje ulubione okolice – Jeziorak, Jerzwałd, Bądze i okoliczne drogi i bory. W literaturze znane z książek Zbigniewa Nienackiego, szczególnie z Raz w roku w Skiroławkach oraz z Wielkiego lasu. Podkład dźwiękowy do galerii:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Żeby piosenka się nie wyłączyła po rozpoczęciu przeglądania, polecam kliknąć tutaj.

[nggallery id=11]

zima nad jeziorem

[nggallery id=1]

o tym, że nie w każdych warunkach łatwo jest zjeść obiad poza domem

Rano, po minus dwudziestostopniowej nocy spędzonej przy kominku w salonie postanowiliśmy wybrać się na śniadanie – i przy okazji na wycieczkę – do położonego ok. 15 km od naszej miejscowości Olsztynka. Stare urokliwe miasteczko otulone w niedzielny ranek śnieżnym puchem, czekające na nadejście Świąt. Miodzio!

Ubrałem się ładnie, odśnieżyłem auto i wziąłem aparat. Zrobiliśmy sobie zdjęcia – jak pięknie wyglądamy, żeby rozpocząć dokumentację wyprawy. Zamknęliśmy dom, wsiedliśmy do auta… i nic. Kiedy się ściemniło, prostownica ładująca akumulator bzyczała jeszcze wesoło koło mojego biurka.

Dla odmiany Karolina wymyśliła, żeby zjeść kolację w jednej z naszych ulubionych tutejszych knajp, położonej na drugim końcu gminy. Zamontowałem akumulator, silnik odpalił już za drugim razem (całe szczęście nie był to zatem P1000696problem zatkanych parafiną wtrysków i zamarzniętego paliwa). Przy akompaniamencie świątecznych piosenek zebranych przeze mnie na specjalnej samochodowej składance sunęliśmy 40 km/h przez mroźny ośnieżony bór, by na końcu odkryć, że knajpa jest zamknięta. Podobnie było ze wszystkimi lokalami w drodze powrotnej. W końcu trafiliśmy do hotelu znajdującego się niecały kilometr od naszego domu. Kelnerka, przyniósłszy nam do stolika menu, poinformowała nas jednak, że kuchnia jest nieczynna. Wróciliśmy zatem do domu.

Zanim jednak wsiedliśmy do samochodu, skierowaliśmy się na znajdujący się na terenie hotelu pomost. Widok naszego jeziora w ciemnościach, zamarzniętego aż do granicy widoczności wynagrodził nam z nawiązką brak rozrywek kulinarnych.

Jemy zatem kolację w zaciszu domowym, grzejąc ściany na kolejną mroźną noc.

Newer posts