szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: muzyka (page 1 of 2)

o tym, jak dzięki piratom częściej słucham legalnej płyty i co warto kupić zamiast miniwieży

No i kupiłem kolejną płytę Nohavicy, choć popularność i szum potrafią mnie zniechęcić nawet do najwybitniejszych artystów, poza Leonardem Cohenem oczywiście. Mam jednak wrażenie, że nohavicomania w Polsce minęła,  skoro więc ucichła w mojej głowie wrzawa, mogą cichutko popłynąć akustyczne dźwięki gitary genialnego Czecha. Słucham głównie empetrójek, lecz napęd CD w moim komputerze odmówił odczytu płyty i zripowania jej na dysk. Całe szczęście istnieją piraci, więc empetrójki mogłem sobie ściągnąć. :) Zresztą gdy żona nie pracuje akurat w salonie, a dziecko tam się nie bawi, czasem wracam do płyt. Za radą kolegi Jędrusia, zamiast wydawać 700 zł na miniwieżę, kupiłem stary, porządny, używany wzmacniacz, odtwarzacz CD i pudełeczko zbierające muzykę z komputerów przez wifi. Podłączyłem stare, radzieckie kolumny, które dawno temu kupił tata i mam dźwięk piękny jak z żadnej miniwieży. A jeśli odtwarzacz się zepsuje, co niestety się zdarza często (w miniwieżach jeszcze częściej), sprawię sobie za 100-200 zł drugi.

Tymczasem Nohavica i pierwsza piosenka z nowozakupionego albumu. Bardzo, bardzo w moim stylu.

o tym jak można prosto, a pięknie

Słucham sobie dziś płyt, które dostałem od kolegi i nagle…

Pomyśl Ty czasem o innych,
czasem też dla nich coś zrób.
Gdybyś tak kogoś szczęśliwszym
uczynił choćby o ciut…

Świata to pewnie nie zmieni,
a co najwyżej Ciebie
i może coś tam przybędzie
na Twoim koncie w niebie.

Co warte inaczej całe to Twoje istnienie,
jeśli Ty żyjesz tylko sam dla siebie
i jeśli nie chodzi po tej ziemi żaden człowiek,
któremu serce drgnie na myśl o Tobie?

Głupcom głupotę ich wybacz,
no po co zaraz się tak złościć.
Odpuść i tym co zasiali
nienawiść w sercu Twoim.

Żonie kup kwiaty na Solnym na przykład,
nie musisz zaraz gwiazdki z nieba,
i chroń tę Waszą świętą bliskość –
pielęgnuj, dbaj, podlewaj

I przypominaj sobie, przypominaj,
tak łatwo się zapomina
o tym, co ważne, dobre, mądre,
z pozoru drobne.

Waldemar Śmiałkowski, Przypominanie

Śpij
Rankiem gdy się zbudzisz
Znajdziesz na poduszce lalkę lub pajaca
Śpij
Jutro pójdziesz do ludzi
Będziesz się uczyć wybaczać i dawać

Nie kupi ci tata karabinów i czołgów
Samochodów pancernych podwodnych łodzi
Ołowianych żołnierzy pistoletów bombowców
bo tata nie z tego jest świata

Śpij
Nabieraj sił
Na wszystkie naiwne i trudne pytania.
Śpij
Gdy obudzisz się – żyj
Postaraj się być częścią tego świata

Waldemar Śmiałkowski, Kołysanka dla Mateusza

Sami posłuchajcie – http://www.myspace.com/waldemarsmialkowski

o starych kasetach Babci

Zdartych kaset z występami Jana Pietrzaka słuchałem w dzieciństwie u Babci. Pamiętam jak Dziadek kazał mi ściszyć to, żeby nikt nie usłyszał czego słuchamy. W czeluściach mojego twardego dysku znalazłem dziś przez przypadek to nagranie:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Pamiętam słowa. Przechodzą mnie ciary, kiedy tego słucham. Wielkie były to pieśni…

o poprawionym po roku tekście piosenki pisanej pół roku

Pamięta ktoś może piosenkę, którą pisałem pół roku? Przed nagraniem płyty zmieniłem jej tekst. Nowy jest TUTAJ.

o bardzo rock’n’rollowej trasie koncertowej

Koniec trasy! Dziewięć dni grania, śpiewania, słuchania, jeżdżenia i spotkań. Fantastycznych, pięknych i głębokich spotkań z ludźmi, których przecież znam już od dawna. Bardzo, bardzo dawno nie wspominałem tak dobrze wyjazdów do znajomych i przyjaciół. Do ludzi.

P1000490Co poza tym?

Pomagałem o 2 w nocy robić zastrzyk kotu w mieszkaniu zupełnie mi nieznanej fotografki, wszedłem bez żadnych problemów bocznym wejściem na salę widowiskową Studia Koncertowego Polskiego Radia, zapytałem pewną wspaniałą niemiecką folk-singerkę czy zostanie moją drugą żoną (po angielsku niestety), byłem w domu pana Zbigniewa Łapińskiego, wziąłem udział w zorganizowanej specjalnie dla mnie i Matiego wycieczce z przewodnikiem po Olsztynie i zaprzyjaźniłem się z kocicą, która nikogo nie lubi.

No a dziś znowu do Warszawy. Tak się jakoś rozpędziłem w wakacje, że nie mogę przystopować.

o mentalnej redukcji szumów i o tym, że czas w drogę

Przestawiłem biurko tak, by nie siedzieć plecami do Karolinki, kiedy przebywamy razem w pokoju i żeby mieć dostęp do okna. Monitor znalazł się zupełnie z boku i nie wznosi się już tak władczo nade mną, gdy siedzę przy biurku i coś piszę lub czytam. Nie absorbuje też mojej uwagi, kiedy włączam komputer, żeby posłuchać muzyki, wspaniale zastępuje pulpit z tekstem, gdy pracuję nad piosenką lub sobie coś gram. Jego pozycja nie przeszkadza w załatwianiu spraw związanych z koncertami i płytą. Tylko kiedy siedzę nad ścieżkami dźwiękowymi lub piszę dłuższe teksty, muszę specjalnie ustawiać fotel, myszkę i klawiaturę. I dobrze – nie zajmuję się tym codziennie. Po co komputer, z całą masą zaśmiecaczy umysłu, ma stanowić centralny punkt mojej przestrzeni?

Pożyczyłem od M. gitarę elektryczną, żeby cisza nocna i sen Karolinki nie uniemożliwiały mi grania. Niepodłączony Telecaster z jedenastkami brzmi bardzo klarownie, a jednocześnie cicho. Chyba kupię sobie jakąś tanią „deskę” bez elektroniki na Allegro.

Kiedy nie korzystam z biurka i z komputera, fotel stoi sobie przy szafce i stojaku z gitarą. Mogę siedzieć, palić fajkę i patrzeć w okno. Kącik roboczy stał się kącikiem roboczo-relaksacyjnym.

Zacząłem pić ziółka z czerwoną herbatą i błonnikiem. Znacznie mniej jem. Nie łażę bez sensu po Internecie, bo niewygodnie. Śledzę sobie tylko ulubione witryny za pomocą Google Readera (polecam – bardzo oszczędza czas). Poza tym – gdy nie szukam niczego konkretnego – wchodzę tylko na jedyne forum, na jakim czasem coś piszę. Z gier zostawiłem sobie komputerową edycję Monopolu. I tak wyżywam się ostatnio głównie na planszówkach – w soboty w ŁDK są spotkania klubu miłośników fantastyki i gier, gdzie w dobrym towarzystwie można rozegrać kilka partii. Tytułów jest cała masa – do wyboru, do koloru.

przestrzenieZrezygnowałem też na razie z lekcji śpiewu. Długie ćwiczenia artykulacyjne, śpiewanie z korkiem w zębach itd. nie należą jednak do mojego świata. Nie jestem typem wykonawcy, wokalisty, muzyka. Jestem wymyślaczem, przekształcaczem, zbieraczem i wyrazicielem. Przez tych kilka miesięcy nauki zwiększyła się bardzo moja umiejętność samokontroli i nie czuję już, że utknąłem z moim głosem w ślepym zaułku. Wystarczy. Mogę teraz spokojnie, w swoim zwykłym tempie, dalej go udoskonalać, nie zaniedbując gitary i harmonijek. Równie ważne, a nawet ważniejsze jest dla mnie zresztą czuwanie nad utrzymaniem czystego przepływu pomiędzy światem, mną, a moimi piosenkami. Chodzi o autentyczność, a nie doskonałość. Moimi mistrzami nie są Luciano Pavarotti i Paco de Lucia, ale Leonard Cohen, Bob Dylan, Nick Drake i Jan Krzysztof Kelus. Żaden z nich nie ma wykształcenia wokalnego czy instrumentalnego, żaden z nich nie wspiął się na prawdziwe wyżyny warsztatowe, za wyjątkiem Nicka Drake’a, który jest prawdziwym wirtuozem gitary.

Dlatego też jadę jutro do Warszawy spotkać się z S. i połazić po stołecznej przestrzeni miejskiej. Może uda mi się umówić jeszcze ze znajomymi. Czuję ogromne zapotrzebowanie na stukot kół pociągu, uciekający krajobraz, dobrą, bliską i szczerą rozmowę z przyjacielem i samotne snucie się pod wielkim dachem nieba.

o tym, że znów mam w głowie mętlik

im-not-there-4Mam mętlik w głowie. Po tygodniu spędzonym wyłącznie przy robieniu witryn i przy rozrywce. Po filmie I’m Not There i zachwycie, jaki we mnie na nowo wzbudziły piosenki Dylana. Nie ćwiczyłem wokalu. Po gitarę sięgnąłem może ze trzy razy, w tym dwa podczas próby. Rozglądanie się za koncertami? Odstręcza mnie myśl o dzwonieniu do ludzi, których nie znam.

Mam wyrzuty sumienia. Marnuję czas. Świat, w który wprowadził moje myśli film na motywach z życia Dylana wydaje mi się dalekim, złudnym mirażem. Nie mogę się zmusić do pracy nad głosem. Może w takim razie nie powinieniem? Ale może powinienem też teraz, zamiast siedzieć tu i instalować od nowa programy po wirusowym ataku na mój komputer, być w Zapiecku na koncercie? Kumpel dwa razy dzwonił, żeby się upewnić czy na pewno nie przyjdę.

Dużo powinienem. A może nic nie powinienem? Może się za bardzo oceniam? Może nie powinienem się oceniać? Nie powinienem „powinnieć”? Może powinienem być wolnym od tego? Czego unikać? Czego się trzymać? Spotkać się z kimś z zewnątrz, porozmawiać o tym… Chyba w przyszłym tygodniu znowu gdzieś pojadę.

Gnuśnieję tu. Czas mi przecieka przez palce. Brakuje mi życia – mocnego, prawdziwego i inspirującego. I obwiniam się. Obwiniam się za to, że odczuwam ten brak i jednocześnie za to, że go nie spełniam.

jaki to akord?

Żeby dokonać szybkiej identyfikacji rozmaitych pokręconych chwytów gitarowych jakie wymyślam do swoich piosenek już nie muszę ani instalować żadnego programu, ani mozolnie rozpisywać dźwięków. Żeby wiedzieć jak zapisać akord, wystarczy że wejdę na własnego bloga, a właściwie na stronę z niniejszym wpisem i dokonam identyfikacji za pomocą znalezionego przeze mnie przed chwilą widgeta. Z dedykacją dla wszystkich użytkowników przedmiotu zwanego gitarą:

skrótowo o faktach minionych

Jeśli ktoś myślał, że żadnego noworocznego podsumowania nie będzie, na przykład z powodu moich myśli o śmierci, mam dla niego wiadomość:

animalHa! Będzie! Za bardzo lubię podsumowania!

Here we go:

Leonard Cohen w Amsterdamie

Leonard Cohen w Amsterdamie

2008 r. zastał mnie w Krakowie jako oficjalnego już tylko doktoranta-buddologa, pracownika ochrony i początkującego muzyka bez zespołu. Dziś mieszkam w Łodzi, zarabiam grając i pisząc scenariusze, mam dwa zespoły. Po drodze wydarzyły się prawie same wspaniałe rzeczy. Ubiegły rok uważam za udany w 100%. Był to rok spełnionych marzeń i rok wolności. Rok wielkiej przeprowadzki i rok podróżowania.

Amsterdam

Amsterdam

Przede wszystkim w ubiegłym roku byłem na koncercie Leonarda Cohena, i to dwa razy. Po drugie – byłem na koncercie Boba Dylana. Przy okazji znacznie rozszerzyłem swoje horyzonty i poznałem bliżej dwa niesamowite miasta: Amsterdam i Paryż.

Moja kariera naukowa okazała się zmierzać ku ślepemu zaułkowi. Ale dzięki coraz większym trudnościom i bezsilności w tym względzie oraz dzięki temu, że muzycznie i twórczo zaczęło mi się powodzić naprawdę dobrze, lepiej niż cokolwiek kiedykolwiek – zarówno pod względem satysfakcji i poczucia sensu tego co robię, jak i pod względem finansowym – wybór jednej z dotychczasowych dwóch możliwych dróg spełnienia pozbawiony był dramatyzmu i niepotrzebnych poświęceń.

Paryż

Paryż

Po prostu życie samo poniosło mnie tam gdzie chciało. I oby tak dalej, bardzo polecam ten środek lokomocji.

W czerwcu podpisałem umowę na 24 scenariusze i ścieżki dźwiękowe do serialu animowanego (tu ślad owego wydarzenia, a tu serial). Mogłem dać sobie spokój z pracą w ochronie i zająć się wymyślaniem. Jeszcze w tym samym miesiącu Zagraliśmy z B. (vel Karoliną) pierwszy od kilku lat wspólny koncert – i tak się zaczęła nowa historia.

Bob Dylan w Warszawie

Bob Dylan w Warszawie

Pierwszego września porzuciliśmy jednak nielubiany Kraków i wraz z nim, niestety, bardzo lubiany Salwator oraz przyjaciół i znajomych. Nie widziałem już dla siebie żadnych nowych możliwości. Karolinka znalazła pracę w Łodzi i oto jestem. W międzyczasie wyruszyłem po czterech latach na włóczęgę. Coś mi w głowie zaczęło jeszcze rok wcześniej zawracać w stronę młodości i znów zaczynają mnie cieszyć i kręcić książki, przestrzeń, łażenie po bezdrożach, łapanie stopa w nieznane, gadanie o wierszach, snucie się z gitarą po rubieżach miasta… Tylko nie mam z kim. U innych nic nie „zawraca” – odpływają w życie rodzinne, w odpowiedzialność, pracę. Jak to w tym wieku.

Gdzieś w Polsce

Gdzieś w Polsce

Od razu znalazłem współpracownika – wspaniałego gitarzystę Mateusza. Nawet nie potrzebowałem ogłoszeń w sieci. Tutaj – w przeciwieństwie do Krakowa – środowisko folkowe działa znakomicie i jest na bardzo wysokim poziomie. Wystarczy w nie wejść.

W pamięci zostaną mi na długo: leniwie płynąca rzeka Rudawa wzdłuż cichej uliczki Emaus w Krakowie, podążanie Laskiem Bulońskim ku centrum Paryża podczas długiego, samotnego spaceru, widziana przez łzy szczęścia, wzruszenia i tęsknoty scena w Amsterdamskim Westerpark i Leonard Cohen, zupełnie inny, ale totalny, wielogodzinny odpływ, kiedy okrutnie zjarałem się połową słabego skręta w jednym z Caffe Shopów, biwakowanie w Jerzwałdzie podczas wakacyjnej włóczęgi i kilka innych, szczególnie muzycznych obrazów, które jednak nie zamknęły się w minionym roku i wcale nie muszę po nie sięgać do wspomnień.

Kraków - pożegnanie z Salwatorem

Kraków - pożegnanie z Salwatorem

W tym roku:

  • nagrywam płytę
  • zdaję wreszcie egzamin na prawko i kupuję samochód
  • kupujemy mieszkanie

Poważne plany. Ale jak najbardziej wykonalne. Oby nie zabrakło na nie energii i odwagi. Bo ciągle jeszcze walczę ze starymi uwikłaniami mentalnymi, ciągle nie mogę do końca uwolnić się od niektórych schematów i pozbyć się szkodliwego wpływu niektórych ludzi. Ciągle potykam się o siebie samego.

Łódź

Łódź

Older posts