szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: dzieci (page 2 of 2)

o tym, że rozmnażanie może być zaskakujące, jeśli punkt odniesienia przesunąć ku dalszym wspomnieniom

bies1przed2Były wzloty, upadki, chwile wielkiej przyjaźni, chwile milczenia. Długie rozmowy, długie przesiadywania w ciszy przy przydrożnych ogniskach, tysiące kilometrów przejechanych wspólnie auto-stopem, tysiące słów wymienionych w listach… I gdy łapaliśmy okazję na kolejny zlot naszej Stachuriady, ani razu Obraz 02407nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś zarówno ja, jak i moja żona dostaniemy od Niego smsy, że urodziła mu się córka.

Gratulacje, stary! To będzie bardzo szczęśliwa i piękna rodzina.

o świętej naiwności i cynizmie z piekła rodem

Dlaczego na fakt, że młodzież stanowi sporą część populacji wieczorków poetyckich, reaguję uśmiechem i refleksją o tym jak to pisanie wierszy mija z wiekiem? Dlaczego podobny uśmiech gości na mojej twarzy, gdy zauważam jakiś chwyt marketingowy, product placement lub inny związany z komercją element w dobrym filmie? Gdzie się podziała dziecięca ufność, która pozwalała widzieć na świecie więcej pasji, miłości, serca?

Czy ból, który towarzyszył mi gdy ktoś mnie raz i drugi oszukał, okradł lub po prostu rozczarował musi wywoływać odruch zasłaniania się dłonią cynizmu przed całym światem i każdym nieznajomym, a czasem i znajomym człowiekiem? Czy rodzice musieli we mnie wyrabiać tak defensywną postawę? Czy ja, bojąc się o bezpieczeństwo własnych dzieci też je tak wychowam? Świat bezpieczny jest może światem troszkę pewniejszym. Ale z pewnością nie jest piękniejszy i ciekawszy.

Przytoczę – jako mantrę – mój ulubiony cytat z Jacka Kleyffa:
O, Święta Naiwności, staraj się przy mnie stać zawsze
przy Tobie jaśniej, najjaśniej.

o oczekiwanej apokalipsie i o tym, czy to aby na pewno będzie apokalipsa

Zaczynam zakopywać się w swoim świecie coraz głębiej i obawiam się tego, że nie będę potrafił kiedyś z niego wyjść. A trzeba będzie przynajmniej na jakiś czas go opuszczać, chociażby wtedy, gdy pojawi się na świecie potomek. Nie potrafię sobie wyobrazić co wówczas stanie się z moją kolorową krainą inspiracji, poezji i muzyki. Mam też nadzieję, że między mną a Karolinką nic się nie zmieni na gorsze.

Domyślam się, że obawy te są przesadzone, wokół słyszę, że w momencie pojawienia się maleństwa wszystko wywraca się do góry nogami, to, co było ważne, ważnym już aż tak nie jest, pojawiają się po stokroć mocniejsze akcenty nowego wiodącego instrumentu w uwerturze zwanej życiem, która dzięki temu pozostać może utworem jeszcze piękniejszym.

Dlaczego zatem nie oponuję, gdy Karolinka wyraża pragnienie powicia oseska?

Dezintegracja pozytywna?

o zawszości Świąt

Święta były od zawsze. A dla wielu to „zawsze” wiąże się nie tylko z czasem, ale także z ludźmi i miejscem, gdzie się je spędza. Miejscem naznaczonym tą żywą i najprawdziwszą magią, która – jeśli jej epicentrum osadzić w czasie i przestrzeni – emanuje z dzieciństwa i z tego kąta, gdzie stoi choinka.

Moje Święta zawsze miały miejsce w Miasteczku, w dużym pokoju u Babci i Dziadka, a oprócz nich w domu byli rodzice, siostra prawie jak rodzona i jej rodzice. Razem osiem osób najbliższej rodziny. Może ta część mojej rodziny jest mi najbliższa właśnie dlatego, że razem spędzaliśmy tam każde Boże Narodzenie? W każdym razie rozświetlony światłem choinki i telewizora, pachnący makiem i igliwiem duży pokój był jeszcze większy, wręcz ogromny, i jeszcze bardziej czarodziejski kiedy byłem mały, choć z najdawniejszych Świąt pamiętam tylko fragmenty – ogromne bombki, dywan w najróżniejsze wzory, klocki Lego, najukochańszych ludzi i pełen niesamowitości świat jaki tworzyliśmy z siostrą.

Tak było zawsze. A to, z czego zdałem sobie sprawę w tym roku, podczas pierwszej Wigilii spędzanej z Karolinką w domu jej rodziców, powinno – zdałoby się – odkryć mistyfikację, przebić bańkę mydlaną, odsłonić kulisy warsztatu iluzjonisty i coś zniszczyć. Tymczasem magia Świąt nagle ożyła jeszcze bardziej i została złożona prosto do moich rąk. Kiedy bowiem śledziłem wzrokiem na innych ścianach i na innym suficie odbicia świateł innej choinki, kiedy siedziałem z innymi ludźmi w innym pokoju i w innym, równie wspaniałym, choć nie docierającym jeszcze w pełni do mnie świątecznym świecie, nagle skonstatowałem, że przecież tamte Święta u Babci wcale nie były od zawsze. Moja siostra urodziła się gdy miałem cztery lata, a moi rodzice spędzają Wigilię u Babci dopiero od moich narodzin. Wcześniej wszystko było inaczej. Tak jak inaczej było teraz, kiedy przy ul. Pięknej w Miasteczku przy stole siedziały tylko cztery osoby.

Ale Świąteczny świat Karolinki i jej rodziców zaczyna się właśnie przebudowywać. Najdalej za kilka lat narodzi się w nim nowa istotka. I ona też długo nie będzie zdawać sobie w pełni sprawy z tego, że kiedyś było inaczej. A to, żeby Święta były dla niej tak samo niesamowite, pełne magii i miłości, zależy od nas. To my wyczarowujemy dla niej nowe „zawsze”. A ja zrobię wszystko, by ta cudowność, która wciąż żyje we mnie najjaśniejszym wspomnieniem, stała się jej udziałem. Bo z tych wszystkich starych i nowych „zawsze” jest takie jedno, które naprawdę powinno być pisane bez cudzysłowów.

Newer posts