szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Tag: codzienność (page 2 of 2)

o tym, że smutek też bywa piękny

Puste, martwe mieszkanie. Wielki, cichy tłum na niebie. Sen owinięty wokół głowy. Greensleeves Cohena. Smutek jest piękny. Ale boli tym bardziej, im bliżej związany jest z kimś, kogo kochasz. Kiedy nie można skulić się w jego wnętrzu i przetrwać, bo trzeba iść, iść przez codzienne nieważne sprawy, które są zupełnie ślepe na  wszystko to, co dla Ciebie najistotniejsze.

Co dzisiaj było

Dobra, spróbuję opisać wydarzenia, a nie to, co w głowie:

Internet wlókł się dziś niemiłosiernie. Blog Chicka nie wczytał się w ogóle, podobnie bramka Orange. Inne strony chodziły bardzo wolno. Ktoś przebił moją cenę na aukcji zegara szachowego na Allegro o 1 grosz. „Dam draniowi popalić na 5 minut przed końcem aukcji, tj. o 18.55. Też podniosę o jakąś nieznaczną kwotę i zobaczymy” – pomyślałem. Kiedy wróciła ze szkoły Karolinka, włączyliśmy sobie film o Hitlerze i, przegryzając pizzą z serem i cebulą, kontemplowaliśmy młodość Fuehrera. Wtedy komputer napisał, że kabel sieciowy jest odłączony. Zadzwoniłem do firmy, powiedzieli, że ktoś wymienia jakieś rynienki w bloku i zaraz powinno zadziałać. Potem zaczęły psuć się napisy i to tak jak nigdy. Po trzeciej w ciągu piętnastu minut próbie ustawienia ich zdenerwowałem się tak bardzo, że zrzuciłem ze stołu zeszyt, wrzasnąłem w niebogłosy i powiedziałem: „do pizdy jebanej”. Zadzwoniłem jeszcze dwa razy do firmy internetowej, żeby wreszcie tego neta naprawili. Pani powiedziała, że pan przyjdzie do naszej nory i zobaczy co da się zrobić. Tymczasem Hitler popełnił samobójstwo w swoim bunkrze w Berlinie, a godzina 18.55 zbliżała się nieuchronnie. Przyszedł śmieszny pan o nerwowej intonacji głosu i odstających uszach, podłączył kabel sieciowy do jakiegoś urządzenia, w którym było 8 diod. Powiedział żebym włożył kabel do komputera kiedy tylko zapali się wszystkie 8 diod. I poszedł. Patrzyliśmy na urządzenie z 10 minut, ale zawsze świeciło się najwyżej 5 diod. Zaczęliśmy grać w scrabble. Miałem swietne literki. Kiedy wygrywałem już 294 do72, wszystkie diody się zaświeciły. Włączyłem kabel do netu. Było już po aukcji. Zadzwoniłem do Sławka, żeby zapytać, czy używa swojego zegara szachowego, który leży w Łomży. Powiedział, że chętnie mi go sprezentuje. Przyszedł pan od internetu.
– Jeden grosz – powiedziałem do niego. Spojrzał na mnie zbity z tropu.
– O jeden grosz przegrałem aukcję, bo nie mogłem podbić ceny, gdyż nie było netu.
– Ktoś na górze podpalił kabel zapalniczką, a ja akurat wymieniałem rynienki i nie mogłem tego od razu naprawić – usprawiedliwiał się pan.
Zabrał swoje urządzenie, po czym ujął oburącz stołek z naszej przedpokojo-kuchni i zaczął wycofywać się, przepraszając i żegnając się.
– A dlaczego chce mi pan zabrać taborecik? – zapytałem. Odstające uszy pana zrobiły się czerwone, zaś ich właściciel poszedł sobie. Taka to była historia dzisiejszego dnia

Newer posts