popoetyka
Wyobraź sobie, że lecisz na kole samochodu ciężarowego przez kosmos.
Rozwijasz hiperprędkość…
Nagle wkraczasz w inny wymiar.
W nim właśnie wymieszała się przed nastaniem czasu cała rzeczywistość tworząc zupę sensów, nie sensów i bezsensów. Z kwantowych nierówności wyłaniały się przed twoimi oczami zupełnie nowe rzeczy. Jedno, dwu, trój, cztero i stu wymiarowe, po czym na powrót znikają w wielkiej ponadumysłowej równości.
(Margrabia, grono popoetyczne)
Od pewnego już czasu wraz z Chickiem byliśmy zafascynowani możliwościami twórczymi subtelnego balansowania na najcieńszej granicy sensu i bezsensu, gdy okazało się, że nasz znajomy z Grono.net sformułował powyższy opis. Popoetyka to termin pochodzący od Margrabiego, ale zupełnie niezależnie od niego podobna twórczość – najzupełniej rozrywkowa – zaczęła się kształtować zupełnie gdzie indziej.
Wiersz popoetyczny w swojej pierwotnej postaci rodzi się w ciągu ok. minuty. Słowa, wyrażenia i zdania płyną z rozpędzonej w twórczym procesie świadomości na papier lub ekran, omijając krytyczne rafy intelektu. Tworzenie popoetyki wymaga – zupełnie tak jak medytacja zen – pozwolenia na to, by myśli płynęły niekontrolowane. Kiedy piszemy „normalny” wiersz, myśli poddawane są jak najstaranniejszej obróbce. Kiedy mówimy, piszemy lub myślimy na co dzień, staramy się przeważnie filtrować je i przekazać niektóre z nich w możliwie najbardziej sensowny i uniwersalny sposób. Popoetyka to brak jakiejkolwiek filtracji. To myśl dziewicza, nietknięta, puszczona swobodnie torem wytyczonym przez zadaną formę, np. wiersza białego czy rymowanki. Nie stara się być ani sensowna, ani bezsensowna. Jeszcze bardziej niż poetyka tzw. strumienia świadomości.
Poezja pisana najczęściej porusza pewne struny umysłu: gra na skojarzeniach i na schematach myślowych, tworząc w świadomości odbiorcy poruszający, czasem zachwycający rezonans. Popoetyka nie gra na tych strunach. Ona próbuje je zerwać, mknąc w poprzek owych schematów, skojarzeń i przyzwyczajeń, trochę jak zenistyczny koan.
Bezsensowne, dadaistyczne zbitki słów można tworzyć bardzo łatwo. Zapomina się o nich później. Nas one nie bawią. Uprawianie popoetyki nas bawi i cieszy. A wierszy – nie zapominamy.
Cieszę się, jeśli zamieszczone tu moje dziwadła połaskoczą Twą mózgową korę. Mało kto dostrzega subtelny, niewysłowiony i zaskakujący dość urok popoetyki. To tylko grafomański zbitek bzdurnych wyrażeń. Dla niektórych tylko pozornie grafomański. Jeśli również dla Ciebie – zapraszam do lektury i na grono, gdzie można w miłym towarzystwie popróbować własnych sił. Zapraszam też do komentarzy – podziel się własnym zrzutem z ekranu umysłu.
Popoetyczna tfurczość ma
Czwarta strofa pejzaży
Takoż niezdolny za groszy parę
Mieszkać w winietach naskór na fali
Wykręcić paszą się pasąc się sianem
Gdy grzmiąco hasa Szwajcar zuchwały
Potem nieboskłon zmiąwszy na mąkę
Przybiłem słoną łódkę do brzegu
Prażąc się w ciemno łysym skowronkiem
Naśmiać się chciałbym choćby z niczegó
* * *
Hipopotam się na nosie nam bawi
I się nieźle namydliło już w lesie.
A na trzy dni później się zawalił
Kawałek śrutu, com go miał w kieszeni.
Już nigdy nie kupię parówki