szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

polecanka (page 1 of 4)

Eckhart Tolle, Potęga teraźniejszości, s. 232-235

Nie przypuszczałem, że tak szybko będę tego potrzebował. Potęga teraźniejszości stała się dla mnie czymś w rodzaju katechizmu.

Większość ludzi wciąż jeszcze tkwi w nieświadomości, a twardą skorupę ich ego strzaskać może jedynie krytyczna, graniczna sytuacja, zmuszając ich do poddania, a tym samym wyrywając ze snu. Sytuacje takie powstają, gdy wskutek jakiegoś kataklizmu, drastycznego przewrotu, głęboko przeżywanej straty czy innego rodzaju cierpienia cały twój świat nagle się wali i przestaje być zrozumiały. Jest to spotkanie ze śmiercią – fizyczną lub psychiczną. Umysł egotyczny, stwórca tutejszego świata, obraca się w ruinę. Z popiołów starego może się wtedy wyłonić świat nowy.potega terazniejszosci

Nie ma oczywiście żadnej gwarancji, że nawet i sytuacja graniczna spełni to zadanie, zawsze jednak istnieje szansa. U niektórych ludzi sytuacje graniczne jedynie wzmagają opór przed tym, co j e s t, a wtedy zaczyna się droga przez piekło. Inni poddają się tylko częściowo, lecz to już wystarcza, żeby zyskali nieznaną im wcześniej głębię i pogodę ducha. Gdy odpadnie choćby część skorupy ego, przez powstałą w ten sposób szczelinę może błysnąć odrobina promiennego spokoju, ukrytego za barierą umysłu.

Dzięki sytuacjom granicznym zdarza się wiele cudów. Niektórzy mordercy osadzeni w celach śmierci zaledwie na kilka godzin przed egzekucją uwalniają się od ego, odkrywając głęboką radość i spokój, jakie zawsze towarzyszą temu wyzwoleniu. Wewnętrzny opór wobec sytuacji, w której się znaleźli, staje się w pewnej chwili tak silny, że zadaje im nieznośne katusze, a tu nie majak zrobić uniku, nie ma dokąd uciec: zamknięta jest nawet droga w przyszłość, wyświetloną z umysłu. Skazaniec musi więc w pełni zaakceptować to, co wydaje się nie do zaakceptowania. W obliczu przemożnej siły zmuszony jest się poddać. Osiąga dzięki temu stan łaski, z którym idzie w parze odkupienie: całkowite uwolnienie od przeszłości. Oczywiście cud łaski i odkupienia tak naprawdę dokonuje się wcale nie za sprawą sytuacji granicznej, lecz poddania.

Ilekroć więc stajesz wobec katastrofy albo coś mocno się „psuje” (katastrofą może być choroba, kalectwo bądź inna niemoc, utrata domu, majątku albo tożsamości społecznej, rozpad związku z kimś bliskim, śmierć lub cierpienie kochanej osoby czy wreszcie zapowiedź własnej rychłej śmierci), wiedz, że jest to tylko jedna strona medalu, a ciebie zaledwie jeden krok dzieli od czegoś niewiarygodnie ważnego: całkowitej przemiany metali nieszlachetnych, jakimi są ból i cierpienie, w złoto. Ten brakujący krok nazywa się „poddanie”.

Nie twierdzę, że w tego rodzaju sytuacji nagle znajdziesz szczęście. Nie, nie znajdziesz go. Ale strach i ból przeistoczą się w spokój wewnętrzny i pogodę ducha, pochodzące z ogromnej głębi, z samego Nieprzejawionego. Będzie to „pokój boży, przekraczający wszelkie rozumienie”. W porównaniu z nim szczęście jest stanem bardzo płytkim. Wraz z tym promiennym spokojem pojawia się świadomość – nie na poziomie umysłu, lecz w głębi twojego Istnienia – że jesteś niezniszczalny, nieśmiertelny. Nie jest to wiara, ale niezbita pewność, która nie potrzebuje żadnych zewnętrznych potwierdzeń ani dowodów z drugiej ręki.

I jeszcze:

(…) Skoro nie umiesz pogodzić się z tym, co się dzieje na zewnątrz, zgódź się na to, co tkwi w tobie samym. Skoro nie możesz zaakceptować stanu zewnętrznego, zaakceptuj wewnętrzny. Innymi słowy: nie wzbraniaj się przed bólem. Pozwól mu zaistnieć. Poddaj się żalowi, rozpaczy, lękowi, osamotnieniu – cierpieniu we wszelkich postaciach. Obserwuj je, nie opatrując go myślowymi etykietkami. Otwórz się przed nim. I zobacz, jak cud poddania przeistacza głębokie cierpienie w głęboki spokój. To właśnie jest twoje ukrzyżowanie. Pozwól, żeby stało się twoim zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem.

Koniec snu?

Neowieśniakom takim jak ja nie grozi raczej śmierć z pośpiechu, ale nawet mieszkając na wsi, można się pogubić w wartościach – tych obowiązujących i tych, z którymi nam po drodze. A czy na pewno po drodze nam z tym, co wydaje się nasuwać samo, razem z zastanym światem?

Rewelacyjny artykuł, chyba najlepszy, jaki czytałem w ostatnim czasie: http://blowminder.com/2015/11/06/koniec-snu/. Polecam cały blog.

minionkowa masakra (niepolecanka)

Gdy Minionki szalały z zachwytu nad festiwalem zła, zacząłem częściej spoglądać na ekran znad książki. Gdy na ekranie pojawiło się wnętrze samochodu złodziei i dzidziuś na przednim siedzeniu podał ojcu pistolet, przestałem czytać. A kiedy Minionki zaczęły pomagać złej Scarlett O’Haracz, uzmysłowiłem sobie, że zawsze powinienem oglądać przynajmniej we fragmentach to, co ogląda mój pięciolatek. Bo Minionki oglądał już czwarty raz. Uwielbia je. Ale wróćmy na ekran: podczas sceny w sali tortur i zabaw na szubienicy zawołałem żonę i odtąd oglądaliśmy całą trójką. A gdy parodia kolesia z Teksańskiej Masakry Piłą Łańcuchową odpaliła narzędzie, a Wojtuś stwierdził „Chce ich przepiłować”, powiedziałem:
– Przecież to jest straszne.
– Dla mnie nie jest straszne – oświadczył synek. – Dla mnie jest fajne.

Cały problem z Minionkami polega na tym, że nie ma w tym filmie prawie żadnych pozytywnych postaci, a główni bohaterowie też czynią zło jako niemądre stworki służące każdemu, kto im akurat wpadnie w oko. Podłość, makabra i okrucieństwo przedstawione są umownie, za pomocą fajnej animacji – tak, że dzieci… mogą się spokojnie z nimi utożsamić. Tymczasem dla najmłodszych wyraźna granica między dobrem a złem jest niezwykle ważna. Zatem rodzice – sami obejrzyjcie kilka scen, a najlepiej całość, zanim zdecydujecie, żeby Wasze dzieci to oglądały. Szczególnie te młodsze. To nic, że w McDonaldsie do posiłków dla dzieci dają figurki Minionków, to nic, że wyglądają one słodziej niż Teletubisie, to nic, że w supermarketach można kupić skarpetki z Minionkami w rozmiarze dla czterolatków. Moim zdaniem film nie nadaje się dla dzieci młodszych niż 7-8 lat. Osobiście w ogóle nie widzę w tej animacji niczego wartościowego. Może poza tym, że film pozwala zauważyć fakt, że zło niekoniecznie bierze się z chciwości lub znikąd, ale czasem z głupoty. Zastanawiam się, czy to komuś specjalnie zależy na postawieniu moralności do góry nogami u dzieci wychowywanych przez popkulturkę, czy to po prostu beznadziejna wypadkowa kapitalizmu i nastawionego na łatwy zysk przemysłu. Mam nadzieję, że to drugie, bo ponoć pierwszy film z Minionkami nie jest aż tak bezsensowny.

Żeby nie było, że jeno grzmię z ambony, polecam inną bajkę, na którą nie szkoda wydać ani złotówki w kinie: Song of the Sea, czyli w wersji polskiej Sekrety morza. Piękna opowieść dla dorosłych i ciekawa dla dzieci. Z muzyką i rysunkami, które zapadają w pamięć na długo. Wybieramy się też z chłopakiem na W głowie się nie mieści – bajkę o… emocjach. Najwartościowsze są chyba te filmy, przy których dziecko może się nie tylko pośmiać, ale i poznać samego siebie i to, co w nim siedzi.

 

 

Kosmos

Jestem pod wrażeniem serialu dokumentalnego Kosmos wyprodukowanego przez National Geographic. Twórcy przyznają się do czerpania z tradycji Carla Sagana, który był gospodarzem serialu o tym samym tytule z 1980 r. Powiem tylko tyle, że Sagan nie ma się czego wstydzić. Oglądałem już kilka produkcji na temat astronomii i bez wahania polecam nowy Kosmos jako najlepszą. Ważna rzecz – jest to serial interdyscyplinarny – pięknie ukazuje, ile wspólnego mają ze sobą astronomia, fizyka i biologia. W dodatku twórcy nie obrażają inteligencji widza katastroficzną retoryką i językiem tabloidu. Zamiast zapowiedzi ogromnej katastrofy niby to czekającej ludzkość po zderzeniu dwóch galaktyk, z której jeden z podobnych seriali tłumaczył się potem przez pół odcinka (sensacja musi być, nawet jeśli nieprawdziwa), w Kosmosie mamy opowieść o „tańcu galaktyk”, któremu towarzyszy piękna wizualizacja.

Szczególnie namieszał mi w mojej małościsłej głowie odcinek na temat ewolucji. Dał mi zupełnie inne spojrzenie na dzieje gatunków i na przyrodę. Zainspirował do myślenia w sposób, w jaki do tej pory nie myślałem. Bardzo, bardzo mocno polecam przynajmniej ten jeden odcinek wszystkim, których interesuje coś więcej niż czubek własnego nosa. Wiem, nieładnie tak mówić, ale usprawiedliwia mnie to, że sam z biologią byłem zawsze na bakier. Gdyby jednak lekcje w szkołach planowano tak jak scenariusz serialu Kosmos, byłby to być może mój ulubiony przedmiot.

Potęga teraźniejszości

To, co negatywne, jest absolutnie sprzeczne z naturą. Ponieważ zaś wszystko, co negatywne, zanieczyszcza psychikę, istnieje głęboki związek między zatruciem i zniszczeniem przyrody a ogromnymi pokładami negatywizmu, nagromadzonymi w zbiorowej psychice ludzkiej. Żadna inna forma życia na kuli ziemskiej nie wie, co to negatywizm: znany jest on wyłącznie ludziom; żadna też spośród innych form życia nie zadaje gwałtu planecie, której zawdzięcza samo swoje trwanie, ani planety tej nie zatruwa. Widziałeś kiedyś nieszczęśliwego delfina, żabę, która miała problemy z samooceną, kota, co nie potrafił się zrelaksować, albo ptaka hołubiącego nienawiść i urazę? Jedynie zwierzęta żyjące w bliskim kontakcie z ludźmi i poprzez nich wchodzące w kontakt z ludzkim umysłem oraz jego obłędem zdradzają czasem coś w rodzaju negatywnych skłonności czy objawów nerwicy. Przyjrzyj się dowolnemu zwierzęciu lub roślinie i ucz się od tego żywego organizmu, jak w pełni akceptować to, co jest – jak poddać się teraźniejszości. Niech zwierzę lub roślina uczy cię Istnienia. Niech cię uczy rzetelności – tego, jak być jednią, jak być całym, być sobą, być rzeczywistym. Niech cię uczy, jak żyć i umierać – i jak z życia i z umierania nie robić problemu.

Eckhart Tolle, Potęga teraźniejszości

potega terazniejszosciMógłbym cytować Tollego tutaj cały czas. Od kilku tygodni mój umysł zanurzony jest w treści jego książki, a ja dość często w medytacji, która wykroczyła poza siedzenie przed ścianą i zajmuje coraz więcej miejsca w codziennym życiu. I jest tak, jak autor pisze we wstępie – nie czytam niczego nowego. Przypominam lub uświadamiam sobie to, co już wiem lub gdzieś tam we mnie trwało od zawsze.

Trudno jest pisać o życiu, o tym, co było, gdy człowiek nie zajmuje się przeszłością. Ale chciałbym napisać o takiej jednej przygodzie, która mi się przytrafiła kilka dni temu w Portugalii. Zatem „stay tuned”. W końcu się zbiorę i napiszę.

o tym, jak dzięki piratom częściej słucham legalnej płyty i co warto kupić zamiast miniwieży

No i kupiłem kolejną płytę Nohavicy, choć popularność i szum potrafią mnie zniechęcić nawet do najwybitniejszych artystów, poza Leonardem Cohenem oczywiście. Mam jednak wrażenie, że nohavicomania w Polsce minęła,  skoro więc ucichła w mojej głowie wrzawa, mogą cichutko popłynąć akustyczne dźwięki gitary genialnego Czecha. Słucham głównie empetrójek, lecz napęd CD w moim komputerze odmówił odczytu płyty i zripowania jej na dysk. Całe szczęście istnieją piraci, więc empetrójki mogłem sobie ściągnąć. :) Zresztą gdy żona nie pracuje akurat w salonie, a dziecko tam się nie bawi, czasem wracam do płyt. Za radą kolegi Jędrusia, zamiast wydawać 700 zł na miniwieżę, kupiłem stary, porządny, używany wzmacniacz, odtwarzacz CD i pudełeczko zbierające muzykę z komputerów przez wifi. Podłączyłem stare, radzieckie kolumny, które dawno temu kupił tata i mam dźwięk piękny jak z żadnej miniwieży. A jeśli odtwarzacz się zepsuje, co niestety się zdarza często (w miniwieżach jeszcze częściej), sprawię sobie za 100-200 zł drugi.

Tymczasem Nohavica i pierwsza piosenka z nowozakupionego albumu. Bardzo, bardzo w moim stylu.

o boskości, o Bogu małym i Bogu wielkim (z Hellingera)

Czytając książkę pt. Odchodzimy spełnieni, napisaną dość niedawno przez Berta Hellingera, byłem zaskoczony tym, jak ów terapeuta, szaman, szarlatan, cudotwórca, magik i banita postrzega boskość, religijność, relacje międzyludzkie i relacje z absolutem. I tym jak bardzo moje własne, skrystalizowane w jakimś stopniu przez ostatni rok poglądy na ten temat znajdują wyraz w jego pisaninach. Przytaczam fragmenty. Popodkreślał – nocny grajek :)

Wielki jest tylko ten, kto czuje się równy innym, ponieważ to, co mamy największego, jest wspólne wszystkim ludziom. Kto czuje i uznaje w sobie to coś wielkiego, uważa się za wielkiego i jednocześnie powiązanego ze wszystkimi. Uznając to w sobie, uznaje to jednocześnie we wszystkich innych. Uważa się za równego im i czuje się z nimi równy. Bez problemu może się przyznać do tej wielkości, ponieważ nie wywyższa go ona, lecz czyni równym. Tym samym potwierdza on wielkość innych, a oni potwierdzają jego wielkość. Kocha on innych w ich wielkości, a inni kochają jego w jego wielkości. Ta wielkość łączy wszystkich ludzi w miłości i pokorze.

*

Gdy ktoś mówi: „Mam duszę”, jest tak jak gdyby rzeka powiedziała: „Mam wodę”.

*

Oczyszczenie człowieka ma uszlachetnić jego serce, duszę i ducha. Serce, żeby czyste i proste mogło się zająć sprawą, którą uważa za niezwykłą i istotną. Dlatego oczyszczenie serca związane jest ze skupieniem. Serce skupia się na tym, co istotne. Oczyszczenie i uszlachetnienie oznaczają więc, że wrota serca zamykają się na wiele rzeczy. (…)

Dusza i duch, podobnie jak serce, zostawiają wielość i wielorakość za drzwiami. Stają się proste w tym sensie, że otwierają się na coś, co z ukrycia wyrywa się do światła, na coś istotnego, co ma siłę.

Ponadto duch musi się pożegnać z czymś, co może wydaje mu się czymś najwyższym: z sumieniem, z rozróżnianiem między dobrem a złem, z religiami, które na tym rozróżnieniu budują.

Dlatego u kresu tego oczyszczenia dochodzimy do wglądu, że jesteśmy równi każdemu człowiekowi, ba, nawet każdej żywej istocie. Tutaj wypala się wszelkie poczucie wyższości.

*

Tam, gdzie jest powaga, kończą się płytka nadzieja, błaganie i uspokajanie. Dlatego powaga jest zarówno uległa, jak i opanowana. Uległa wobec potęgi rzeczywistości, na przykład wobec śmiertelnej choroby, ostatecznej straty, nieuniknionej winy i wobec kresu naszego rozumienia. Jednak ta powaga przejawia się w rezygnacji z pytanie: „dlaczego i po co?”, w patrzeniu nagiej rzeczywistości w oczy i stawianiu jej czoła, nawet z drżeniem.

*

Gdy ktoś mnie pyta: „Czy wierzysz w Boga?”, w gruncie rzeczy pyta: „Czy wierzysz w mojego Boga?”. I gdy odpowiem: „Tak”, triumfuje wewnętrznie, jak gdyby posiadł nade mną władzę. Wydaje mu się też, że i jego Bóg posiadł nade mną władzę. (…)

Wierzący w Boga wierzy w obraz Boga, który sobie stworzył. Albo wierzy w obraz Boga, stworzony przez kogoś. Ten ktoś, posługując się stworzonym obrazem, nawraca teraz innych na wiarę i przez to udaje mu się nimi zawładnąć.

A co się dzieje, gdy moja odpowiedź brzmi: „Nie”? Wtedy pytający czuje się obrażony i zmuszony do sprzeciwu lub nawet do ataku. Czuje się tak, jakbym zabrał mu coś, co uważał za część siebie, coś, co wziął w posiadanie. Zaczyna bronić swojej wiary jak zagrożonej własności. To pokazuje jak bardzo zagarnął Boga, jak wspiera się na nim i wywyższa dzięki niemu, wykraczając poza swoje granice.

Ograniczyłem się tutaj do spraw wstępnych. Więcej mówić mi nie przystoi.

*

…To, co w naszej rodzinie uważaliśmy za rozdzielające i złe, zwalczamy także w świecie, chcemy to być może nawet wykorzenić i zniszczyć.

Sądzimy nawet, że Bóg rozróżnia dobro i zło dokładnie tak jak my. W ten sposób podział na dobro i zło jest dokonywany w imię Boga i w jego imieniu wielu posuwa się do tego, że wyklucza i przeklina tych, którzy są inni.

Co prowadzi do pokoju, który godzi to, co podzielone i z pozoru niemożliwe do połączenia? Pożegnanie się z podziałem na dobro i zło, wzniesienie się ponad ten podział i uznanie, że dobro i zło wzajemnie się do siebie odnoszą.

*

To, co boskie, nie musi się odgraniczać.

*

To, co właściwe, jest czymś bliskim, czymś, co jest zarówno konieczne, jak i możliwe bez dużych nakładów. Pozostaje w harmonii ze swoim otoczeniem, czerpie z niego wgląd i siłę. Dlatego pozostaje skromne, nie obciąża, ma na nas dobroczynny wpływ, nawet jeśli nagle wkracza zdecydowanie, ponieważ po czynie znów się dyskretnie wycofuje.

Mimo, że jest nakierowane na to, co najbliższe, działa znacznie dalej, tak jak korzeń, który odżywia rozłożyste gałęzie, chociaż ich nigdy nie widzi. Dlatego też my, czyniąc w naszym najbliższym otoczeniu to, co dla nas stosowne, nie musimy się troszczyć o to, co odległe.

Gdy zaś niepokoimy się o to, co dalekie, i wyobrażamy sobie, że potrafimy naszym zamartwianiem się wymusić kierunek, który jest dla nas wygodniejszy lub wydaje nam się lepszy, wtedy łatwo gubimy się w wielości i mamy mało siły.

To, co właściwe, dzieje się w stosownym czasie, w odpowiednim miejscu i tam, gdzie możliwe jest działanie.

*

Niektórzy myślą, że ich cierpienie zbawi świat. Jednak ono często tylko pozbawia innych szczęścia.

*

(na temat przysiąg i ślubów, w których na świadka powołuje się Boga)

Kto żąda  przysięgi lub ślubowania, ten chce zastraszyć podwładnego, jak gdyby miał Boga po swojej stronie i jak gdyby Bóg był mu poddany. Taki Bóg nie może istnieć. Kto go wzywa w taki sposób lub chce do tego zmusić drugą osobę, stawia się ponad Bogiem. Dlatego wszystkie przysięgi lub śluby, gdy są czymś więcej niż zwykłą obietnicą albo zapewnieniem, stają się nieważne.

Skoro mówimy tu o Bogu w ludzkich wyobrażeniach, wolno nam powiedzieć także i to: ze względu na swoją cześć i godność Bóg nie jest w służbie takich przysiąg i ślubowań. Jeśli ktoś zasługuje na karę, to nie ci, którzy łamią taka przysięgę lub taki ślub, tylko ci, którzy takiej przysięgi lub takiego ślubu żądają.

(…)

Czym więc byłaby ta niewierność i wierność? Tylko ktoś, kto ma odwagę w obliczu Boga złamać takie obietnice lub śluby i nie podporządkować się obietnicy czy ślubowi innych, jest wierny czemuś większemu – co jest ludzkie i boskie.

W tym fragmencie Hellinger mówi o ustawieniach rodzinnych, ale jego metafora doskonale obrazuje też źródła różnych form religijności. Ta krótka refleksja nosi znamienny tytuł Bezpieczeństwo:

Z ruchami duszy pokazującymi się w ustawieniach rodzinnych, pewne osoby obchodzą się jak dziecko, które po raz pierwszy widzi morze. Najpierw staje zdumione przed jego rozległością i przeczuwa głębię. Potem jednak bierze swoje małe wiaderko, nabiera wody, wraca i mówi: „Patrzcie, to jest to”.

Są jednak i tacy, którzy odważają się wyruszyć na otwarte morze. Powierzają się wiatrowi, burzy, ciszy, płyną w nieznane i powracają przemienieni. Gdy opowiadają coś o tym po powrocie, słuchacze odpowiadają z lękiem: „To niemożliwe”.

o twórczości emocjonalnej

Bardzo fajne, ciekawe spojrzenie na emocje – TUTAJ. W ogóle fajne te Charaktery.

o tym jak można prosto, a pięknie

Słucham sobie dziś płyt, które dostałem od kolegi i nagle…

Pomyśl Ty czasem o innych,
czasem też dla nich coś zrób.
Gdybyś tak kogoś szczęśliwszym
uczynił choćby o ciut…

Świata to pewnie nie zmieni,
a co najwyżej Ciebie
i może coś tam przybędzie
na Twoim koncie w niebie.

Co warte inaczej całe to Twoje istnienie,
jeśli Ty żyjesz tylko sam dla siebie
i jeśli nie chodzi po tej ziemi żaden człowiek,
któremu serce drgnie na myśl o Tobie?

Głupcom głupotę ich wybacz,
no po co zaraz się tak złościć.
Odpuść i tym co zasiali
nienawiść w sercu Twoim.

Żonie kup kwiaty na Solnym na przykład,
nie musisz zaraz gwiazdki z nieba,
i chroń tę Waszą świętą bliskość –
pielęgnuj, dbaj, podlewaj

I przypominaj sobie, przypominaj,
tak łatwo się zapomina
o tym, co ważne, dobre, mądre,
z pozoru drobne.

Waldemar Śmiałkowski, Przypominanie

Śpij
Rankiem gdy się zbudzisz
Znajdziesz na poduszce lalkę lub pajaca
Śpij
Jutro pójdziesz do ludzi
Będziesz się uczyć wybaczać i dawać

Nie kupi ci tata karabinów i czołgów
Samochodów pancernych podwodnych łodzi
Ołowianych żołnierzy pistoletów bombowców
bo tata nie z tego jest świata

Śpij
Nabieraj sił
Na wszystkie naiwne i trudne pytania.
Śpij
Gdy obudzisz się – żyj
Postaraj się być częścią tego świata

Waldemar Śmiałkowski, Kołysanka dla Mateusza

Sami posłuchajcie – http://www.myspace.com/waldemarsmialkowski

Older posts