IMG_7404_1„Dzieci ogladają za dużo przemocy, grają w krwawe gry i to ma katastrofalny wpływ na ich psychikę, bo bawią się w zabijanie” – grzmią media, eksperci (np. ci) i wszyscy ci mądrzy ludzie, którzy często nigdy nie mieli dzieci (jak np. księża).  Moje dziecko nie ogląda bajek o zabijaniu – telewizji nie mamy, z netu leci tylko Chuck i przyjaciele, Mali Einsteini itp. Gry – układanki, kuleczki, wyścigi. Najbardziej brutalna to Angry Birds. Broni zabawkowej też nie ma, tylko rycerzy i piratów Playmobil i Lego. Czasem najwyżej zobaczy coś przelotnie w TV u kolegi albo u dziadków. Ale bawi się w zabijanie cały czas – chodzi do przedszkola, więc robi to, co inne dzieci. A pistolet robi sobie z patyków.

Myślę, że dziecko w zabawie (szczególnie samodzielnej) układa sobie emocje, wyładowuje się. To dla niego czas wręcz intymny, czasem jedyny, gdzie wszystko jest pod jego kontrolą i nikt mu się nie wtrąca. A ma co wyładowywać – na każdym kroku od takiego pięciolatka ktoś czegoś chce: musi wstawać rano, musi to i tamto wtedy, gdy rodzice lub pani każe, ma się zachowywać w sposób cywilizowany przy ludziach, w szkole, każdy patrzy mu w talerz, kontroluje go… Ciężkie jest życie okruszka. Niech więc sobie robi wojny, bitwy i pojedynki, jeśli tego potrzebuje. Lepsze to, niż gdyby miał tłuc dzieci i nas, niszczyć meble i sprzęt. Trudne emocje też jakoś trzeba wyrazić, tymczasem wielu sposobów stosować (i znowu) „nie wolno”.

Straszenie, że przez przemoc w mediach i grach dzieci są takie, a nie inne, to bzdura. W ogóle nie tędy droga.

A propos powyższego…

    nie ma