szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Blogi i ludzie

Zaglądam na różne blogi, a tam po 15-20 komentarzy, prawie same słowa życzliwości i poparcia. Tutaj jeśli ktoś się odezwie, to tylko po to, by polemizować (no chyba że piszę o sprawach błahych i prostych). Większość (czyli jakieś 3 do tej pory) komentarze musiałem usunąć ze względu na wulgaryzmy i prymitywne obelgi. Abstrahując od ostatnich wpisów, które musiały powstać i bardzo się cieszę z tego, że dla tylu osób okazały się ważnym i wartym przekazania dalej głosem, ten blog zaczyna mi się kojarzyć z zimną, czarną dziurą. A nie chce mi się pisać o pierdołach, wstawiać zdjęć kotów i w każdym poście zachwycać się, jak to cudownie się mieszka na wsi. Takie rzeczy fajnie mi się czyta przy kawie, jeśli kto ciekawie je opisuje. Ale nie pisze. Rozpisywać się w komentarzach też mi się nie chce, bo niby po co? Żeby się zmęczyć? Żeby dokładniej opisywać widziane przez siebie drzewo tam, gdzie ktoś widzi kamień, i zostać uznanym za idiotę? Wybaczcie, fejzbukowi polemiści i jedyny tutejszy polemisto, ale gdy widzę, że różnica nie dotyczy poglądu, a mentalności oraz sposobu postrzegania świata i ludzi w ogóle, to absolutnie nie widzę szans na jakiekolwiek porozumienie na poziomie pisanych na odległość słów.

Zrobiłem w życiu sporo rzeczy, które zmieniały moją świadomość i obraz świata. Robię je nadal, świadomie, choć wiem, że ceną za to jest brak porozumienia z większością ludzi, która tych rzeczy nie robi. Widzę zatem wiele spraw inaczej. Gdy pada słowo „inaczej”, automatycznie powstaje pytanie „lepiej czy gorzej”. I w tym momencie zaczyna się rozjazd i dyskomfort dla ego. Bo jeśli lepiej, to wynoszę się ponad innych. Jeśli gorzej, to wszystko, co mówię, jest bełkotem idioty. Tymczasem cóż… u mnie to pytanie nie powstaje. Widzę jednak bezsens komunikowania się z przypadkowym czytelnikiem na poziomie tak kalekim jak słowo pisane – i tyle. Bez wartościowania – po prostu magnes nie przyciąga kamienia, nóż nie kroi węgla, śmietana nie wzbogaca benzyny, a masło nie klei cegieł. Nie działa i tyle. Nie będę tego rozwijał, i tak już zbyt dużo napisałem. Po co pisać własne opinie i rzucać je na forum publiczne? Żeby widzieć coraz większą przepaść pomiędzy sobą a innymi? Świat idzie w swoją stronę, rozjeżdżając po drodze tych, którzy myślą inaczej niż ogół. Iść tam na siłę, żeby uśmierzyć poczucie samotności?

Lepiej już znaleźć jakąś niszę tych, z którymi jednak coś wspólnego mam i razem coś robić. Nie pisać, tylko robić – być o krok naprzód od siedzących przed komputerami pisaczy. Nie zależy mi na poklasku, ale miło codziennie poczuć choć przez chwilę, że nie tylko małżonka i dwoje-troje ludzi w całym kraju podziela mój sposób patrzenia na świat. Bo przecież jest cała masa innych, podobnie patrzących – widzę, co piszą, co mówią, co robią. Cóż, pora wrzucić drugi bieg. Pisanie i internetowe polemiki osłabiają mnie i zabierają czas, który mogę spożytkować na działanie. Znowu się o tym przekonuję – widać raz, dwa, dziesięć razy nie wystarczy. Może pomogę komuś, kogo ktoś inny wyrzucił lub zostawił na ulicy, bo pomylił go z kimś, o kim czytał w internecie. Lecz gdy tłum będzie gonił kogoś / W strzępach munduru ślepą drogą / To póki co uchylę drzwi. Nie warto o tym pisać. Warto uchylić. Nie będę więc pisał, ale będę uchylał. Niech głową w mur bije – komu nie żal głowy. 

2012.09.02 13-10-33-P1080703A do kogo piszę te słowa? Do nikogo. Dla siebie. Nie, przecież nie tylko. To taki list w butelce puszczony w  morze pustych słów. Dla kogoś, kto kiedyś może to przeczyta i dokładnie będzie wiedział, o co mi chodzi, co się za tym kryje. Uśmiechnie się i napisze, a ja się z nim umówię na wspólny spacer lub całą wyprawę i to będzie być może jedyna warta tego całego pisania rzecz, jaka może z niego wyniknąć.

To jeszcze na koniec rozwinięta nieco przeze mnie buddyjska przypowieść o ślepcach i słoniu. Tak żeby zobrazować daremność polemiki, gdy nie ma wspólnej płaszczyzny. W sumie mogłaby być jedyną treścią tego wpisu.

Przypowieść

Ślepcy spotkali słonia. Każdy z nich, chcąc zbadać, co to za zwierzę, przypadł do niego i jął macać go, każdy z innej strony. Ten, który dorwał trąbę, rzekł:
– Słoń jest podłużny i giętki jak wąż.
– Bzdura, słoń jest twardy, nieruchomy i przypomina drzewo – odparł ten, który macał słoniową nogę.
– Nieprawda, ma wielkie skrzydła i unosi się w powietrzu – odezwał się trzeci, który, unosząc dłonie, usiłował złapać słonia za ucho.

Każdy z nich wiedział wszystko, co wie, myślał zatem, że wie wszystko.

Gdy oddalili się i zasiedli przed komputerami, każdy opisał słonia na swoim blogu i udostępnił wpis na Facebooku. Dostawali lajki i słowa poparcia, a także komentarze polemiczne, słowa niezgody – te ostatnie niemal wyłącznie od ludzi, z którymi nie mieli żadnej styczności na żywo. W odpowiedziach na te komentarze opisywali słonia po swojemu, coraz dokładniej, jakby chcieli przez to udowodnić, że słoń naprawdę wygląda tak, a nie inaczej.

Wreszcie ten ślepiec, który myślał, że słoniowe uszy to skrzydła, zapoznał się z komentarzem kolegi: „Słoń nie może unosić się w powietrzu – ma kształt walca, jest ciężki i nie da się go oderwać od ziemi, na dodatek w ogóle nie ma skrzydeł. Słyszałeś kiedyś o drzewie, które lata? Miałem cię za inteligentnego człowieka, zawsze cię tak podziwiałem, porozmawiajmy poważnie!”. Uniósł brwi, pokręcił głową, powiedział głośno: „No idiota, przecież to jakiś obłęd!” i usunął kolegę ze znajomych. A później przez kilka dni jeszcze podnosiło się mu ciśnienie, gdy tylko przypomniał sobie tę dyskusję, i codziennie prawie szukał w wolnych chwilach dowodów na to, że słoń lata. A wszystko, co znalazł, umieszczał na Facebooku.

Pytanie do słuchaczy: Czy słoń uniósł się w powietrze?

A propos powyższego…

2 Comments

  1. Szanowny Panie Nocny,
    Pytanie pod koniec skierował Pan do słuchaczy – ja jednak jestem raczej czytelnikiem, chociaż to się pewnie niedługo zmieni, skoro nie będzie czego czytać.
    Propaganda unosiła w powietrze różne rzeczy.

    Jak chodzi o ukręcenie łba kolejnemu blogowi, to tak się właśnie traci kontakt z ludźmi, choć byle jaki, to jednak jakiś kanał komunikacji. Ze swojej strony dodam, że zrywam z FB na przełomie lata i jesieni, w sierpniu powinien się tam pojawić stosowny anons, a we wrześniu konto może być już nieaktywne.

    Co do tracenia czasu na polemikę, dla mnie klepanie w klawisze jest jednak formą medytacji.

    Pozdrawiam!

  2. nocny grajek

    wtorek, 21 Lipiec 2015 at 11:41

    To ja mam totalnie odwrotnie.
    Miało być w tekście „do słuchaczy” i tak zostanie, choć podobnych odpowiedzi się spodziewałem, jeśli w ogóle. ;)
    Przestając pisać w internecie, traci się, owszem, byle jaki kontakt z ludźmi. Jak bardzo byle jaki on jest, przekonuję się zawsze, gdy trochę więcej popiszę, tak jak ostatnio. A mnie nie zależy na bylejakości. Znam trochę ludzi, kontaktuję się z nimi na żywo. Wielu z nich mieszka na wsi. I prawie żaden nie prowadzi bloga, ani nawet na Fejzbuku nie pisze. Pewnie jacyś pustelnicy! ;)
    Gratuluję decyzji zerwania z FB. Też bym to zrobił już dawno, ale trzymają mnie strony, które prowadzę. A gdy konto istnieje i się go używa, pokusa rozszerzenia swojego ego na świat wirtualny jest zbyt silna. Ale siłuję się dalej, w końcu może wygram.
    Dla mnie klepanie w klawisze jest wprost przeciwne do medytacji – zamiast rozszerzać świadomość na całe ciało i otoczenie, zawęża ją i upycha w głowie, skąd potem trudno ją wydobyć.
    Również pozdrawiam.