Jestem pod wrażeniem serialu dokumentalnego Kosmos wyprodukowanego przez National Geographic. Twórcy przyznają się do czerpania z tradycji Carla Sagana, który był gospodarzem serialu o tym samym tytule z 1980 r. Powiem tylko tyle, że Sagan nie ma się czego wstydzić. Oglądałem już kilka produkcji na temat astronomii i bez wahania polecam nowy Kosmos jako najlepszą. Ważna rzecz – jest to serial interdyscyplinarny – pięknie ukazuje, ile wspólnego mają ze sobą astronomia, fizyka i biologia. W dodatku twórcy nie obrażają inteligencji widza katastroficzną retoryką i językiem tabloidu. Zamiast zapowiedzi ogromnej katastrofy niby to czekającej ludzkość po zderzeniu dwóch galaktyk, z której jeden z podobnych seriali tłumaczył się potem przez pół odcinka (sensacja musi być, nawet jeśli nieprawdziwa), w Kosmosie mamy opowieść o „tańcu galaktyk”, któremu towarzyszy piękna wizualizacja.

Szczególnie namieszał mi w mojej małościsłej głowie odcinek na temat ewolucji. Dał mi zupełnie inne spojrzenie na dzieje gatunków i na przyrodę. Zainspirował do myślenia w sposób, w jaki do tej pory nie myślałem. Bardzo, bardzo mocno polecam przynajmniej ten jeden odcinek wszystkim, których interesuje coś więcej niż czubek własnego nosa. Wiem, nieładnie tak mówić, ale usprawiedliwia mnie to, że sam z biologią byłem zawsze na bakier. Gdyby jednak lekcje w szkołach planowano tak jak scenariusz serialu Kosmos, byłby to być może mój ulubiony przedmiot.


A propos powyższego…