szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o różnobarwnych odwiedzinach

wiosnaPrzyszedł do nas dziadek, niosąc dwa pęki pościnanych gałęzi obwiązanych drutem.
– Miotełkę pan kupisz? Pięć złotych jedna.
– Dziękuję – mówię. – Mamy miotłę – pokazuję stojącą pod ścianą.

Ale dziadek miło wyglądał, miał jasne, pogodne oczy, a w ruchach i w mowie spokój, pytam więc:
– A pan stąd?
– A nie, idę z Kierwin.
Dziadek wędrownik. Super!
– Dobra, daj pan tę miotełkę, jedną wezmę – mówię.
– Weź pan dwie, dziesięć złotych i nie będę niósł z powrotem.

Przeszukałem portfel – nie ma dziesięciu złotych. Nie uwierzy, że w domu gotówki nie mam, ale go w końcu przekonałem, że ja kartą tylko płacę, gotówki mało trzymam. Tylko banknot milionzłotowy z Kukizem wyciągnąłem, co już był w portfelu, gdy go kupowałem, i mówię:
– O tu mam jeszcze milion. Jak pan wyda, to wezmę drugą miotełkę.
– Łoo, panie! – zaśmiał się dziadek.
– No widzi pan, nikt mi nie chce wydać, to po co mi milion.

Dziadek poprosił o szklankę wody, to mu przyniosłem i posiedzieliśmy chwilę pod domem. Wspomniał kowala, który mieszkał tu przed laty, pokazał, gdzie była kuźnia, wypił wodę i poszedł ze swoją miotełką, spróbować dalej u sąsiadów.

Ciekawi ludzie do nas przychodzą. Trochę tu jest tak, jak na moim przystanku w rodzinnym miasteczku, gdzie przesiadywałem ongiś z gitarą. Tyle że na tym przystanku mieszkam na stałe. Raz zawitał tu człowiek skupujący porzucone przez jelenie poroża, zaglądają tu poszukiwacze złomu, innym razem wtoczył mi się na podwórko pijany profesor z leżącego na drugim końcu Polski Krakowa wraz z kolegą. Okazało się, że zna kilku moich wykładowców. Niemile wspominam tylko nocną wizytę (bez pukania) miejscowego chuligana, który na dwa dni rąbnął mi leżący przy oknie portfel i stojący za domem samochód. Oprócz ludzi przychodzą też zwierzęta. Psy przeganiam gniewnymi okrzykami, a gdy nie pomaga, ganiam za nimi z miotłą. Ale już wiedzą, że to nie dla nich żerowisko, bo jedno im trzeba przyznać – bywają inteligentne. Poza całą masą życzliwie przez nas przyjmowanych kotów przybywają tu też lisy, różnego rodzaju ptaki, a dwa lata temu przyplątał się nawet kozioł.

A z tą Portugalią… Ech, wspomnienie blaknie, choć warto napisać. Skoro wspomniałem już o tym i Ktoś czeka (dziękuję za odzew! :))… Dobrze, napiszę, napiszę.

A propos powyższego…

1 Comment

  1. Chciałam się pożalić… do nas nie dotarł, ale nie weszło…