W drodze– Chyba powinniśmy byli skręcić wcześniej na Pisz.
– Weź już schowaj tego GPS-a. Ja mogę jechać nawet przez Węgorzewo. Jest cudownie.
Mijane w drodze do Miasteczka jeziora ze swoimi dzikimi brzegami, wysepkami, drzemiącą wśród powykręcanych korzeni mroczną, pogańską pieśnią, zwieszającymi się ku wodzie żółtymi brodami zeszłorocznych traw… Inny świat. Nawet gdy miga tylko przelotnie przez szyby samochodu.

Wcześniej, jeszcze na Warmii, rozpościerał się przed nami spektakl na niebie, najpiękniejszym niebie na świecie. Barwne, fantazyjnie ukształtowane chmury, smugi deszczu przecinające smugi słońca, księżyc w pełni wschodzący zza obłoku, a wszystko to ponad młodą ziemią, zieleniącą się i pachnącą po wyjściu z zimy. Wczoraj jeszcze sypał grad, gdy sadziłem wierzby wzdłuż podwórka, ale czuć, że przestrzeń znowu oddycha, czuć to dookoła i w sobie.

A w Miasteczku… Pisałem kiedyś, jak wyobrażam sobie czas, gdy z mieszkania, które stanowi kolebkę mojego życia, a także azyl magii dzieciństwa i przechowalnię wrażeń znikną Dziadkowie. Cóż, czas płynie, wszystko się zmienia. Szara zasłona już zapadła, rzadziej już mówię o przeszłości. Dziadek odszedł kilka lat temu i tylko Babcia drepcze drogą do Kapucynów. A u Babci lęk, zagubienie i bezradność, choć pomagają jej ile mogą mama i S. Nazywam jej uczucia, pytam o nie, Babcia ze łzami w oczach potakuje. Obiecuję pomóc wyjaśnić jakąś nową sprawę. Babcia wspomina przede wszystkim krzywdy jej wyrządzone – zdarzenia prawdziwe i urojone. Ludzie w jej życiu, również najbliżsi, zmieniają się w widma poruszane niepojętymi, bezwzględnymi siłami. Sama nie może uwierzyć w to, co się dzieje, ale „tak, tak! Ja ci mówię, jak jest!”.
MiasteczkoW Miasteczku nie został prawie nikt, a Babcia nie chce opuścić pustego wnętrza, które odbija i zwielokrotnia ciężkie, przytłaczające myśli, bo działki przecież nie zostawi i kwiatków na parapecie, i deszczu za poszarzałą firanką. Nawet na kilka dni świątecznych trudno jej się z nami zabrać.
– Gdybym ja miała dożywać u dzieci… – mówi Babcia – a w życiu! Tu mnie dobrze! Myślisz, że ja się tu smucę? Gdzie tam!
Mówią, że starych drzew się nie przesadza, starym drzewom prędzej skamienieć niż do świeżej, żyznej ziemi. Może tak musi być? Ile w namowach i dobrych radach miłości? Ile zrozumienia? Ile egoistycznego poczucia winy i obowiązku? Patrzę uważnie, słucham, ignorując pojawiające się w głowie sądy i komentarze. Wprawiam się w rozumieniu tego, czego nie da się ze sobą pogodzić. Zawsze się wprawiam.

A propos powyższego…