P1100158Jedną z rzeczy, którą poczytuję sobie za sukces wychowawczy jest to, że mój synek dzieli się ze mną wątpliwościami natury etycznej w sposób bardzo bezpośredni. Po prostu mówi o tym, co mu się przytrafiło i jak zareagował, nawet jeśli istnieje ryzyko, że mi się to nie spodoba. Nawet jeśli wie, że mi się to nie spodoba. Najczęściej okazuje się, że potrzebuje wyjaśnienia, dlaczego coś moim zdaniem jest niewłaściwe. Bardzo to sobie cenię i uważam, żeby nie oceniać go i nie prawić mu kazań, nawet jeśli urwis przyznaje się, że dał komuś w ucho. Na razie udaje mi się reagować przede wszystkim pytaniem, co on o tym myśli, i wspólną analizą sytuacji. W ostateczności, jeśli analiza owa prowadzi na manowce i aż się prosi o autorytarny zakaz lub nakaz (co zdarza się bardzo rzadko), mówię na przykład: „No okej, rozumiem, ale mnie się to nie podoba, wolałbym, żebyś wtedy postąpił inaczej”. Wtedy on pyta dlaczego albo mówi „A mnie się podoba!”. I wtedy zmieniamy perspektywę rozmowy i dochodzimy do konstruktywnych wniosków, zwieńczając wymianę myśli scenariuszem hipotetycznie powtórzonej sytuacji, w której Wojtuś postępuje już inaczej.

Dzisiaj jednak do rozmowy nie doszło, za to Wojtek swoim wyznaniem rozwalił mnie kompletnie. Kąpał się w wannie, a ja się goliłem. I ni stąd ni zowąd z wanny wydobywa się taki oto monolog:
– A wiesz, tato? W przedszkolu na placu zabaw dwie dziewczynki wchodziły po zjeżdżalni w czasie, gdy zjeżdżałem, i ja uderzałem je niechcący w ramię. To była starsza dziewczynka i młodsza. I ja tej młodszej powiedziałem: „Jak nie chcesz, żebym cię uderzał, to nie wchodź tędy, tylko po drabince!”. A tej drugiej tego nie powiedziałem, tylko za każdym razem mówiłem: „No? No?”.
Odwróciłem od niego na chwilę głowę, nie mogąc powstrzymać śmiechu, i czekałem na dalszy ciąg. Ale nie było dalszego ciągu.
– Wiesz, tato? – Wojtuś ewidentnie czekał na reakcję.
– A dlaczego tej drugiej mówiłeś tylko „No? No?” – zapytałem neutralnym tonem, gdy już się uspokoiłem.
– No bo… no booo… no bo tak – wydusił z siebie po namyśle.
– Nie powiesz mi?
Zawahał się. Rozumek pracował bardzo intensywnie. W końcu powoli rzekł:
– Nnnie.
– Czemu?
– Eeee… booo… bo nie.

A propos powyższego…