No i kupiłem kolejną płytę Nohavicy, choć popularność i szum potrafią mnie zniechęcić nawet do najwybitniejszych artystów, poza Leonardem Cohenem oczywiście. Mam jednak wrażenie, że nohavicomania w Polsce minęła,  skoro więc ucichła w mojej głowie wrzawa, mogą cichutko popłynąć akustyczne dźwięki gitary genialnego Czecha. Słucham głównie empetrójek, lecz napęd CD w moim komputerze odmówił odczytu płyty i zripowania jej na dysk. Całe szczęście istnieją piraci, więc empetrójki mogłem sobie ściągnąć. :) Zresztą gdy żona nie pracuje akurat w salonie, a dziecko tam się nie bawi, czasem wracam do płyt. Za radą kolegi Jędrusia, zamiast wydawać 700 zł na miniwieżę, kupiłem stary, porządny, używany wzmacniacz, odtwarzacz CD i pudełeczko zbierające muzykę z komputerów przez wifi. Podłączyłem stare, radzieckie kolumny, które dawno temu kupił tata i mam dźwięk piękny jak z żadnej miniwieży. A jeśli odtwarzacz się zepsuje, co niestety się zdarza często (w miniwieżach jeszcze częściej), sprawię sobie za 100-200 zł drugi.

Tymczasem Nohavica i pierwsza piosenka z nowozakupionego albumu. Bardzo, bardzo w moim stylu.


A propos powyższego…