Czytając książkę pt. Odchodzimy spełnieni, napisaną dość niedawno przez Berta Hellingera, byłem zaskoczony tym, jak ów terapeuta, szaman, szarlatan, cudotwórca, magik i banita postrzega boskość, religijność, relacje międzyludzkie i relacje z absolutem. I tym jak bardzo moje własne, skrystalizowane w jakimś stopniu przez ostatni rok poglądy na ten temat znajdują wyraz w jego pisaninach. Przytaczam fragmenty. Popodkreślał – nocny grajek :)

Wielki jest tylko ten, kto czuje się równy innym, ponieważ to, co mamy największego, jest wspólne wszystkim ludziom. Kto czuje i uznaje w sobie to coś wielkiego, uważa się za wielkiego i jednocześnie powiązanego ze wszystkimi. Uznając to w sobie, uznaje to jednocześnie we wszystkich innych. Uważa się za równego im i czuje się z nimi równy. Bez problemu może się przyznać do tej wielkości, ponieważ nie wywyższa go ona, lecz czyni równym. Tym samym potwierdza on wielkość innych, a oni potwierdzają jego wielkość. Kocha on innych w ich wielkości, a inni kochają jego w jego wielkości. Ta wielkość łączy wszystkich ludzi w miłości i pokorze.

*

Gdy ktoś mówi: „Mam duszę”, jest tak jak gdyby rzeka powiedziała: „Mam wodę”.

*

Oczyszczenie człowieka ma uszlachetnić jego serce, duszę i ducha. Serce, żeby czyste i proste mogło się zająć sprawą, którą uważa za niezwykłą i istotną. Dlatego oczyszczenie serca związane jest ze skupieniem. Serce skupia się na tym, co istotne. Oczyszczenie i uszlachetnienie oznaczają więc, że wrota serca zamykają się na wiele rzeczy. (…)

Dusza i duch, podobnie jak serce, zostawiają wielość i wielorakość za drzwiami. Stają się proste w tym sensie, że otwierają się na coś, co z ukrycia wyrywa się do światła, na coś istotnego, co ma siłę.

Ponadto duch musi się pożegnać z czymś, co może wydaje mu się czymś najwyższym: z sumieniem, z rozróżnianiem między dobrem a złem, z religiami, które na tym rozróżnieniu budują.

Dlatego u kresu tego oczyszczenia dochodzimy do wglądu, że jesteśmy równi każdemu człowiekowi, ba, nawet każdej żywej istocie. Tutaj wypala się wszelkie poczucie wyższości.

*

Tam, gdzie jest powaga, kończą się płytka nadzieja, błaganie i uspokajanie. Dlatego powaga jest zarówno uległa, jak i opanowana. Uległa wobec potęgi rzeczywistości, na przykład wobec śmiertelnej choroby, ostatecznej straty, nieuniknionej winy i wobec kresu naszego rozumienia. Jednak ta powaga przejawia się w rezygnacji z pytanie: „dlaczego i po co?”, w patrzeniu nagiej rzeczywistości w oczy i stawianiu jej czoła, nawet z drżeniem.

*

Gdy ktoś mnie pyta: „Czy wierzysz w Boga?”, w gruncie rzeczy pyta: „Czy wierzysz w mojego Boga?”. I gdy odpowiem: „Tak”, triumfuje wewnętrznie, jak gdyby posiadł nade mną władzę. Wydaje mu się też, że i jego Bóg posiadł nade mną władzę. (…)

Wierzący w Boga wierzy w obraz Boga, który sobie stworzył. Albo wierzy w obraz Boga, stworzony przez kogoś. Ten ktoś, posługując się stworzonym obrazem, nawraca teraz innych na wiarę i przez to udaje mu się nimi zawładnąć.

A co się dzieje, gdy moja odpowiedź brzmi: „Nie”? Wtedy pytający czuje się obrażony i zmuszony do sprzeciwu lub nawet do ataku. Czuje się tak, jakbym zabrał mu coś, co uważał za część siebie, coś, co wziął w posiadanie. Zaczyna bronić swojej wiary jak zagrożonej własności. To pokazuje jak bardzo zagarnął Boga, jak wspiera się na nim i wywyższa dzięki niemu, wykraczając poza swoje granice.

Ograniczyłem się tutaj do spraw wstępnych. Więcej mówić mi nie przystoi.

*

…To, co w naszej rodzinie uważaliśmy za rozdzielające i złe, zwalczamy także w świecie, chcemy to być może nawet wykorzenić i zniszczyć.

Sądzimy nawet, że Bóg rozróżnia dobro i zło dokładnie tak jak my. W ten sposób podział na dobro i zło jest dokonywany w imię Boga i w jego imieniu wielu posuwa się do tego, że wyklucza i przeklina tych, którzy są inni.

Co prowadzi do pokoju, który godzi to, co podzielone i z pozoru niemożliwe do połączenia? Pożegnanie się z podziałem na dobro i zło, wzniesienie się ponad ten podział i uznanie, że dobro i zło wzajemnie się do siebie odnoszą.

*

To, co boskie, nie musi się odgraniczać.

*

To, co właściwe, jest czymś bliskim, czymś, co jest zarówno konieczne, jak i możliwe bez dużych nakładów. Pozostaje w harmonii ze swoim otoczeniem, czerpie z niego wgląd i siłę. Dlatego pozostaje skromne, nie obciąża, ma na nas dobroczynny wpływ, nawet jeśli nagle wkracza zdecydowanie, ponieważ po czynie znów się dyskretnie wycofuje.

Mimo, że jest nakierowane na to, co najbliższe, działa znacznie dalej, tak jak korzeń, który odżywia rozłożyste gałęzie, chociaż ich nigdy nie widzi. Dlatego też my, czyniąc w naszym najbliższym otoczeniu to, co dla nas stosowne, nie musimy się troszczyć o to, co odległe.

Gdy zaś niepokoimy się o to, co dalekie, i wyobrażamy sobie, że potrafimy naszym zamartwianiem się wymusić kierunek, który jest dla nas wygodniejszy lub wydaje nam się lepszy, wtedy łatwo gubimy się w wielości i mamy mało siły.

To, co właściwe, dzieje się w stosownym czasie, w odpowiednim miejscu i tam, gdzie możliwe jest działanie.

*

Niektórzy myślą, że ich cierpienie zbawi świat. Jednak ono często tylko pozbawia innych szczęścia.

*

(na temat przysiąg i ślubów, w których na świadka powołuje się Boga)

Kto żąda  przysięgi lub ślubowania, ten chce zastraszyć podwładnego, jak gdyby miał Boga po swojej stronie i jak gdyby Bóg był mu poddany. Taki Bóg nie może istnieć. Kto go wzywa w taki sposób lub chce do tego zmusić drugą osobę, stawia się ponad Bogiem. Dlatego wszystkie przysięgi lub śluby, gdy są czymś więcej niż zwykłą obietnicą albo zapewnieniem, stają się nieważne.

Skoro mówimy tu o Bogu w ludzkich wyobrażeniach, wolno nam powiedzieć także i to: ze względu na swoją cześć i godność Bóg nie jest w służbie takich przysiąg i ślubowań. Jeśli ktoś zasługuje na karę, to nie ci, którzy łamią taka przysięgę lub taki ślub, tylko ci, którzy takiej przysięgi lub takiego ślubu żądają.

(…)

Czym więc byłaby ta niewierność i wierność? Tylko ktoś, kto ma odwagę w obliczu Boga złamać takie obietnice lub śluby i nie podporządkować się obietnicy czy ślubowi innych, jest wierny czemuś większemu – co jest ludzkie i boskie.

W tym fragmencie Hellinger mówi o ustawieniach rodzinnych, ale jego metafora doskonale obrazuje też źródła różnych form religijności. Ta krótka refleksja nosi znamienny tytuł Bezpieczeństwo:

Z ruchami duszy pokazującymi się w ustawieniach rodzinnych, pewne osoby obchodzą się jak dziecko, które po raz pierwszy widzi morze. Najpierw staje zdumione przed jego rozległością i przeczuwa głębię. Potem jednak bierze swoje małe wiaderko, nabiera wody, wraca i mówi: „Patrzcie, to jest to”.

Są jednak i tacy, którzy odważają się wyruszyć na otwarte morze. Powierzają się wiatrowi, burzy, ciszy, płyną w nieznane i powracają przemienieni. Gdy opowiadają coś o tym po powrocie, słuchacze odpowiadają z lękiem: „To niemożliwe”.

A propos powyższego…