Kolejna wyprawa do Jerzwałdu, tym razem na zlot fanów Zbigniewa Nienackiego. W ciągu dwóch dni przebywania w domu i na podwórzu, które kiedyś były własnością Pana Pisarza, najchętniej siedziałem zapatrzony na zarośnięte jezioro i ciągnący się za nim las. Kiedy promienie słońca padały na bujne listowie, miałem wrażenie jakby pejzaż uśmiechał się do mnie. Wieczorem słuchaliśmy barwnych opowieści pana Bogusława, obecnego właściciela posesji, który miał dużo do powiedzenia na temat Nienackiego, Jerzwałdu i jego mieszkańcach.

Teraz łowię po sieci warmińsko-mazurskie legendy, poczytuję „jerzwałdzkie” rozdziały biografii Nienackiego, oglądam zdjęcia, wyglądam przez okno na naszą, znacznie bardziej ucywilizowaną i nowoczesną wioskę i czuję lekki, przyjemny ucisk w sercu. Zakochałem się. I czuję się jak licealista po randce, który wie, że już jutro znów zobaczy swoją lubą. Bo jutro pożyczam łódkę, żeby pozwiedzać nasze jezioro od wewnątrz.

A propos powyższego…