Przywoływanie statystyk podczas sporu jest bardzo, ale to bardzo ryzykowne..

Na przykład: dyskutujemy z myśliwym o tym, czy myślistwo jest potrzebne czy szkodliwe. W pewnym momencie żarliwej wymiany zdań na poparcie tezy, że szkodliwe, podajemy statystyki: tyle-a-tyle przypadkowych postrzeleń człowieka rocznie.

Taki argument jest bardzo łatwy do zbicia, a wbrew pozorom trudny do obrony. Oto przykładowy myśliwy odpowiada: „Bzdura! Te statystyki to nieprawda!”. I podaje nam inne. No i co? Kto udowodni które dane są bliższe stanu faktycznego? Nawet jeśli sami dane badania przeprowadzaliśmy, mogliśmy się pomylić, wybrać złą grupę docelową czy cokolwiek. Szybko dochodzimy do tego, że zarówno my, jak i adwersarz mamy zbyt małą wiedzę, by rozstrzygać taki problem. Dyskusja tak czy inaczej wygasa, a niesmak po niepopartym żadnym niezbitym dowodem zakwestionowaniu naszej wiedzy pozostaje.

Dlatego właśnie staram się pilnować, by nie wpaść w pułapkę dyskusji na tematy zakładające jakiś obiektywny stan rzeczy (np. „myślistwo jest szkodliwe”). Niezależnie od stanu obiektywnego (który moim zdaniem w ogóle nie istnieje) nie akceptuję natomiast myślistwa i uważam, że jest szkodliwe, bo to przekonanie i ten pogląd wspiera moją wizję świata jako miejsca przyjaznego i dobrego dla mnie i moich bliskich.

A propos powyższego…