szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

marudzenie sezonowego włóczęgi i o tym co dobrego jest w byciu wystawionym do wiatru

Nie wiem czy w tym roku pojadę na włóczęgę. Koledze, który z takim entuzjazmem odnosił się do naszego wspólnego wyjazdu dwa tygodnie przed startem, coś wypadło i zostałem bez towarzystwa. Żeby jeszcze odwołał swój udział w normalny, koleżeński sposób. Niestety, po kwiecistych zapewnieniach, że nie może się doczekać, nagle przyszedł lakoniczny list, że ma koncert i czy możemy przełożyć wyjazd. Na informację, że ja z powodu naszego wyjazdu zrezygnowałem z jednego grania i na pytanie co będzie, jak w nowym terminie też mu coś wypadnie, nie odpisał nic. Nie podjął rozmowy. Urwał kontakt.

Niemiłe uczucia rodzą się we mnie gdy ktoś mnie wystawia do wiatru w sposób kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek klasy. Jak to mówią, bez jaj. Trzy razy w życiu zawiodłem się tak konkretnie na kimś, kogo naprawdę lubiłem. Wszyscy byli z Krakowa. Nie znaczy to oczywiście, że krakusy tacy są. Po prostu mam pecha do kilku spraw związanych z tym miastem.

Cóż – teraz jestem po drugiej stronie Polski, gdzie mogę sobie pozwolić na to, by zarówno z Krakowa, jak i zewsząd docierały do mnie same pozytywy. W sumie to dobrze, że człowiek nie zostawił mnie na lodzie już w trakcie wyprawy, tylko przed. Mając lat 30 trudno znaleźć dogodny termin i towarzystwo na takie wyprawy, ale lepiej nie znaleźć nikogo, niż znaleźć kogoś, kto potrafi zrobić cię w balona i nawet nie zatroszczyć się o to jak się z tym czujesz. Cóż… temu panu już dziękujemy. Chcąc nie chcąc. Ale na szczęście.

Kiedy ktoś odpowiedzialny za przyczynę moich niemiłych wrażeń nie wykazuje poczucia owej odpowiedzialności, odpowiedzialnym staję się ja sam. Zamiast odpowiadać sobie na pytanie „jak fajnie będzie powłóczyć się właśnie z tą osobą?”, odpowiadam sobie na pytanie „dlaczego ta osoba jest nieodpowiednia?” Już od wczoraj pojawiają mi się w głowie ciekawe scenariusze alternatywne, spotkania, których wcześniej nie planowałem. Pozostaje stworzyć drużynę z kimś bardziej odpowiedzialnym, zaś od tamtego pana nie oczekiwać cywilizowanej współpracy, a nawet ostrzec przed nim innych.

A droga wiedzie w przód i w przód
Choć zaczęła się tuż za progiem…

A propos powyższego…

2 Comments

  1. a a a… a ja się chciałam zapytać, którędy wiedzie trasa tegorocznej włóczęgi? (no bo oczywista sprawa, że z tak błahego powodu jak czyjś brak jaj, włóczęgi odwoływać nie można!)

    więc – wracając – czy trasa ta przypadkiem nie wiedzie przez Opole? ja proponuję serdecznie :) bo to przecież piękne miasto jest!

  2. Hej, Basiu! :)
    Którędy wiedzie trasa, tego nigdy nie wiadomo. Będę musiał zapytać jej po drodze :)

    Ale nie sądzę, żebym zakręcił na południe dalej niż Kujawy, a może Poznań. Jakoś tak… czuję wiatr wybrzeża :)