szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o tym, że cokolwiek myślisz o swoim życiu, masz rację i o tym co mnie łupie w kręgosłupie

Był czas, gdy uważałem, że nie mam żadnej mocy. Że świat jest wymagającym polem bitwy, tworem twardym, nieustępliwym i zależnym ode mnie co najwyżej w części jednej sześciomiliardowej, czyli żadnej. Myślałem, że toczę wojnę. I wiecie co? Naprawdę toczyłem wojnę. Z twardym, nieustępliwym światem. Nie miałem żadnej mocy. Miałem zupełną rację co do własnego miejsca w świecie i co do tego czym on jest, a kolejne doświadczenia utwierdzały mnie w tym przekonaniu.

Dziś nie za bardzo odczuwam obecność „świata” pojmowanego w taki sposób. Świat tworzy się wraz z życiem. Świat jest życiem. A ono wynika ze mnie. Kiedy kocham – jest piękne. Kiedy nienawidzę – gaśnie. Poczuciem winy ściągam na siebie karę, uczuciem szczęścia – szczęście. Kiedy krytykuję – przyciągam krytykę, kiedy dzielę się dobrym słowem, przyciągam dobre słowo. Mam lub mogę mieć wszystko, co – jak głęboko wierzę – należy mi się. To, do czego nie daję sobie prawa – pozostaje nieosiągalne. Kiedy o czymś dużo i intensywnie myślę – to się objawia. I wiecie co? Też mam rację. Dlatego wbrew wszelkim racjonalnym przewidywaniom mieszkam w domku nad jeziorem, choć nie chodzę do pracy i żyję tylko z tego, co najbardziej lubię tworzyć i wymyślać. Dlatego mam cudowną, piękną żonę o niezwykłej mądrości i wiedzy, choć nie zawsze ta sama żona była dla mnie piękna i mądra. Ale też dlatego od tygodni nieustannie boli mnie kręgosłup, choć wcześniej już mnie nie bolał, dlatego podczas ostatnich wojaży urwano mi lusterko od samochodu, choć wcześniej nigdy nic mi się takiego nie przydarzało. Dlatego cudze narzekanie i złe słowa pod jakimkolwiek adresem potrafią popsuć mi nastrój na dłuższy czas, choć zdaję sobie sprawę, że nie mają one nic wspólnego z moim życiem i moją wdzięcznością za świat, w którym niczego nie brak i w którym można osiągnąć wszystko.

Żadna z tych wspaniałości i trudności nie przychodzi do mnie przypadkiem, ani jako nagroda czy kara za cokolwiek. Wspaniałości są naturalne – ten świat, życie obfituje we wszystko, co tylko można sobie wymarzyć. Za życie i za świat należy się tylko wdzięczność. Trudności pokazują mi że gdzieś stawiam sobie przeszkody, że czegoś nie chcę wiedzieć, zaakceptować, przyjąć, że gdzieś na to swoje życie się zamykam. I będą trwać i powtarzać się, póki nie znajdę tego, co oznaczają.

I za urwane lusterko, za ból kręgosłupa, za ludzi, których nie lubię też jestem wdzięczny, choć ciężko mi przychodzi świadomość tego co za tym może stać. Ale znajdę to, uświadomię sobie to, czego dziś nie wiem, zaakceptuję coś i wtedy wyleczę te plecy raz na zawsze, a ludzie, których ciężko znoszę pójdą straszyć gdzieś indziej.

To zresztą już się dzieje. Właśnie dzięki temu, że boli.  Na świecie istnieje  ponoć ok. 60 osób, które nie czują bólu i jest to straszna choroba. Przypomnijcie sobie Pinokia, który stracił nogi, bo nie czuł, że zajęły się od pieca.

A propos powyższego…

3 Comments

  1. Jakoś mnie uspokaja czytanie Twojego bloga. Dziękuję! :)

  2. Dziękuję za miłe słowa Tobie, Adamowi i wszystkim. Cieszę się, że moje pisaniny mogą posłużyć do poprawienia nastroju. O to chodzi, o to chodzi :)

  3. że też ja z takim opóźnieniem zawsze trafiam na te mądrości…wrrr ;)…a wszystko to prawda i cudnie, że dzięki Tobie mogłam sobie o tym przypomnieć…