Jezioro wygląda jak zdjęcie jeziora. Przez kilka sekund może się wydawać, że pokrywa je gęsia skórka fal, że igra z drobnym wiosennym deszczykiem. Jednak nierówności powierzchni i smugi są nieruchome. Ślady setek par zimowego obuwia, które przemierzały lodową taflę przez ostatnie miesiące, na przemian topnieją i zamarzają. To nie fale, tylko wciąż trzydziestocentymetrowa warstwa lodu.
Ale lód cofa się coraz bardziej. Kolejne jego warstwy znikają jak kartki wyrywane z kalendarza, który odmierza dni wspak. Dziś widać już styczeń, a może nawet już grudzień.
Na niebie ołowiane chmury. Co chwilę przedziera się przez nie pełne, wiosenne, chylące się ku zachodowi słońce. Obiecane w poprzednim wpisie wypisy chrześcijańskie mogą poczekać. W taką piękną pogodę ogródek i niepasteryzowane regionalne piwko czekać nie mogą.
rene_zen
ehh, zazdroszczę Ci tego jeziora…
23 mar, 2010 @ 21:40
M
Ślady setek par zimowego obuwia… czasem szkoda, że lód tak szybko topnieje..
14 maj, 2010 @ 22:08