Szkoły dla czarodziejów istnieją. Nie chodzi mi oczywiście o jakąś czarną magię, ani nawet o białą magię pogańsko-fantastyczno-kostiumową, tylko o współczesną, sprawczą białą magię, czyli sztukę kształtowania swojego życia za pomocą odpowiedniego kierunkowania własnych myśli i słów. Sztukę niełatwą samą w sobie, do której na dodatek trzeba mieć odpowiednie „tło”, światopogląd i wiarę.
Dawniej magia była związana z głębokim transem i ciągłym przebywaniem w stanie głębokiego wglądu. Dziś jest to trudne, szczególnie wtedy, kiedy mamy rodzinę, pracę i codzienne kłopoty. Na szczęście w międzyczasie obok medytacji i modlitwy pojawiły się inne dziedziny, z których biała magia dzisiejszych czasów może czerpać w równym stopniu: nauka o podświadomości, psychologia i… fizyka kwantowa.
Byliśmy w weekend z Karoliną na takim właśnie krótkim kursie białej magii. Być może wybierzemy się na następne zajęcia już na początku stycznia. Chociaż bogaci w wiedzę, która towarzyszy nam już od kilku miesięcy, coś takiego jak mapa marzeń możemy zrobić chyba sami. Drugi dzień Świąt byłby na to dobry.
Ale dosyć wymądrzania się. Tak zupełnie z innej beczki: Nie wydaje się wam, że słowo „słup” brzmi i wygląda strasznie głupio? :o)
chick
czy „świadome planowanie życia” nie jest strasznie ograniczające?
17 gru, 2009 @ 16:18
nocny grajek
Brrr, co za straszne hasło :P
17 gru, 2009 @ 16:24