Urządziłem sobie rano ożywczą wycieczkę do lasu. Wieś, w której mieszkam, sąsiaduje z wielkimi leśnymi połaciami, rozciągającymi się ponad 50 km na południe, wschód i zachód. Ja wybrałem się na skraj rezerwatu Las Warmiński. Chociaż listopad mamy pochmurny, tutaj nie ma czegoś takiego jak brzydka pogoda. Las reaguje jak kalejdoskop na niewielkie nawet przerzedzenie chmur od strony słońca. Wielka, cicha, nieruchoma połać, która wzdycha jak śpiący olbrzym gdy tylko zawieje lekki wiatr.

Las WarmińskiPośród olch i lip znalazłem dwie piękne sosny. Wziąłem od nich trochę energii, entuzjazmu i miłości do siebie samego, która jest mi tak potrzebna. Czułem przez palce ich życie, ich radosny spokój i niezłomność. Kiedy już miałem odejść od pierwszej z nich, zobaczyłem zatknięte za korę na wysokości moich oczu nasionko wielkości jagody. Wziąłem je sobie na pamiątkę i schowałem do portfela. Niech mi przypomina o tym, że warto iść za swoimi marzeniami i zamiast czarnych scenariuszy dawać sobie pozytywną motywację i pokrzepienie.

Widziałem też dwie łanie. Biegły przez las, a gdy mnie zauważyły, zatrzymały się ok. 20 metrów ode mnie. Stały tak przez chwilę nieruchomo, po czym zawróciły i oddaliły się spokojnym truchtem.

A wieczorem kupiłem sobie w Realu termos za 39,50.

A propos powyższego…