szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o błogosławieństwach

Wiele się wydarzyło w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Właściwie to bardzo, bardzo wiele. W pewnym sensie nawet ekstremalnie wiele. Życie wywróciło się do góry nogami, a potem wróciło do pozycji wyprostowanej, ale już całkiem inaczej. Była rozpacz, euforia, lęk odczuwany aż do szpiku kości, skrajne wyczerpanie i słabość, przenoszenie gór, bieganie po wodzie (tam i z powrotem), tonięcie, latanie, stawanie naprzeciw niewyobrażalnemu, przekraczanie bram raju (w obie strony) i zdecydowany marsz w kierunku piekła po to, by właśnie tam stworzyć raj. Popłynęło wiele łez. Wyparowało mnóstwo przekonań. Zniknęło kilka przyzwyczajeń. Odwróciło się lub zamilkło kilka osób z mojego otoczenia. Pojawiło się w moim życiu kilka nowych, bardzo ważnych ludzi. Wielu znajomych i przyjaciół okazało się zupełnie nie przystawać do moich wyobrażeń.

P1000180I to wszystko, każda chwila, każda emocja, każde odczucie, wydarzenie, doświadczenie, spotkanie, wymiana zdań były i są wspaniałe, błogosławione i drogocenne. Tak jak całe moje życie i wszyscy – bez wyjątku – ludzie, z którymi miałem i mam honor się stykać.

A dzisiaj pomyślałem znów o pisaniu bloga. I bardzo się wahałem. Kiedy wyobrażam sobie co może się dziać w głowach niektórych znajomych mi czytelników, kiedy będą czytać moje pisaniny, coś się we mnie zamyka, a energia gaśnie. Może lepszy byłby nowy, anonimowy blog?

Decyzja została jednak podjęta. Wracam jako ten sam, choć nie taki sam, nocny grajek. Wyobrażenia o głowach znajomych to tylko moje wyobrażenia. Im więcej ich się pojawi w mojej głowie, tym więcej będę miał okazji do przyjrzenia się im i reagowania na nie w odpowiedni sposób. Tak naprawdę ważne jest to, że potrzebuję pisania, że potrzebuję dzielenia się, choć nie czuję już potrzeby dbania o to, by to, co tu piszę, czytało jak najwięcej osób. Witaj, Czytelniku! Do widzenia, Czytelniku! Bardzo się cieszę, że tu jesteś, ale jeśli Cię nie ma, wszystko jest w porządku. Wierzę, że właśnie te osoby trafią na tego bloga, które mają na niego trafić i absolutnie nie zamierzam tego burzyć celową informacją lub celowym nieinformowaniem kogokolwiek, że znów zaczęły płynąć słowa. Tak samo nie zamierzam swojego pisania ukrywać. Zależy mi na tym, by wziąć udział w tym wielkim procesie wzajemnego naturalnego przyciągania się ludzi nadających na podobnych falach i równie naturalnego uwalniania się od relacji wygasłych i nic nowego nie wnoszących. A żeby płynąć zgodnie z siłami, które ludzi zbliżają i oddalają od siebie, trzeba komunikować. I to właśnie czynię, wiedząc, że wszystkie zniechęcające mnie w tej chwili do tego myśli, obawy i wyobrażenia tylko wbijają mnie w ziemię, zamykając dostęp ożywczym siłom.

Mam potrzebę dzielenia się swoim życiem w taki niezobowiązujący nikogo do niczego sposób, jakim jest pisanie bloga. Choć nie mam już potrzeby opowiadania całemu światu o tylu sprawach, co wcześniej, nadal jestem ekstrawertykiem. Lubię opowiadać i snuć refleksje. Taki jestem, tu i teraz. Oto ja.

Jestem bardzo wrażliwy na nowe sposoby patrzenia na świat. Kiedy coś mnie urzeka, idę za tym całym sobą, czasem bardzo brawurowo, czasem bezkrytycznie, zawsze szczerze. Taki jestem, tu i teraz. Oto ja.

Chociaż czasem nie potrafię tego przekazać, zawsze mam ciepłe, krzepiące słowo dla każdego. Nie oczekuję wzajemności, nie boję się krytyki, jestem wdzięczny za wszystko, co mnie spotyka i za wszystko, co pada z ust innych pod moim adresem, od wyrazów zachwytu i szacunku po wyzwiska i oskarżenia. Bez względu na to czy są słuszne, czy nie, wierzę, że zwracają moją uwagę na coś ważnego. Nie zawsze jest to coś czego bezpośrednio owe pozytywne i negatywne słowa dotyczą i nie zawsze  jest to coś, z czego Nadawca sam zdaje sobie sprawę. Tylko ode mnie zależy, czy to odkryję i dobrze wykorzystam.  Taki jestem, tu i teraz. Oto ja.

Najważniejsze są dla mnie: wybaczenie (sobie i innym), szacunek (do siebie, do innych i do świata) i wdzięczność (sobie, innym i światu). I odwaga, której miałem jeszcze pół roku temu tak mało, której nabrałem w niesamowitych ilościach przez ostatnie miesiące i którą mogę utrzymać tylko przez ciągłe podejmowanie nowych, małych i dużych, wyzwań. Rozpoczęcie na nowo pisania pod tym, a nie innym adresem, jest jednym z nich. Taki jestem, tu i teraz. Oto ja.

Jest noc. Zamiast zdrowo spać, by zdrowo wstać o poranku, siedzę przed monitorem. Tak po prostu jest i to jest widocznie potrzebne. Podobnie jak to, że chociaż od wiosny udawało mi się odżywiać zdrowo i wrócić do prawie idealnej wagi, zjadłem w nocy cztery przepyszne kanapki z masłem i serem pleśniowym. Nie mieszkam już w Łodzi tylko niedaleko Olsztyna, w wynajętym domku na wsi nad jeziorem. Wydałem płytę i mam już pomysł na kolejną. Idę przez życie tak, jak wierzę, że dobrze jest przez życie iść. Hamują mnie obawy, pytania w stylu: „a co, jeśli…?” i „a może to nie tak, może coś źle rozumiem?”, a ja czasem się im poddaję, czasem nie. Wierzę w to, że strach o jutro jest niepotrzebny, że życie o mnie zadba, jeśli mu na to pozwolę. I boję się o to, że skończą mi się pomysły na scenariusze, że nie będzie koncertów. Tak jest. Tu i teraz. Oto ja.

Zaprzyjaźniłem się z drzewami. Czuję ich energię. Kiedy otwieram się na przyrodę, na żywioły, na własny oddech, na „tu i teraz”, jestem bardziej świadom przeszkód i mogę je swobodniej omijać. Kiedy zagłuszam się i oszałamiam, nie widzę ich i boleśnie się z nimi zderzam lub stoję w miejscu. Mimo to czasem się zagłuszam i czasem oszałamiam. Dzisiaj jednak nie oceniam tego. Po prostu to stwierdzam, akceptuję to i uśmiecham się do tego. Bo taki jestem, tu i teraz. Oto ja. Jest czas na przestawianie, zwijanie i rozwijanie żagli, jest też czas na to, by odpuścić i pozwolić im swobodnie łapać wiatr. Może jutro będę inny, może pojutrze, w przyszłości na pewno, bo zmienia się wszystko.

Ale dziś jest dzień wu-wei. I przy okazji – porządków na starym poczciwym blogu nocnego grajka :o)

A propos powyższego…

4 Comments

  1. Fajnie że wróciłeś..
    A zmiany są dobre.. nawet jak (wydaję się) są złe. To jest rozwój. Przepiękny, bogaty, często bolesny rozwój, którego owoców nie da się doznać poprzez żaden inny sposób. Na dzień dzisiejszy ;) nie chciałabym nigdy zastygnąć w miejscu, bo np. tak jest już dostatecznie dobrze, a raczej wygodnie..

    Nie wiem czy sie można ciepło cieszyć, ale jakoś inaczej nie potrafię opisać swojej radości z Twojego powrotu. :) Coś takiego się tli gdzieś w środku i już.

  2. Dziękuję, naprawdę :o) Cieszę się, że odwiedzasz to miejsce.

    A jeśli chodzi o zmiany – mam tak samo. Zawsze miałem. tyle, że od jakiegoś czasu zamiast uciekać, przybywam :o)

  3. No Stary! Wreszcie! Aż może i mnie zainspiruje to do klepania w klawiaturę. Dzięki.

  4. myślę, że to bardzo słuszna decyzja.