szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o tym jak odchodzi i przychodzi przyjaźń

przystanek-w-nocyKiedyś łatwo mi było wymienić swoich przyjaciół. Potrafiłem osadzić się w wyimaginowanej przestrzeni relacji międzyludzkich, gdzie kazdy rodzaj relacji – przyjaźń, koleżeństwo, znajomość oznaczały dla mnie niezdefiniowaną, lecz  konkretną, wyczuwalną od razu wartość. Od pewnego czasu jednak zaczęło dokuczać mi poczucie (fajna zbitka wyrazowa, nie?) pomieszania w tej materii. Coraz natarczywiej pojawiało się pytanie: „a może ja już nie mam przyjaciół?” Potem wątpliwości rozszerzyły się na koleżeństwo. Momentami zaczynałem dochodzić do wniosku, że mam już tylko znajomych.

studniaKiedy nadszedł krytyczny okres zwątpienia we wszystkie moje relacje, poza relacją z Karolinką, zacząłem myśleć nad tym częściej. I rzuciła mi się w oczy pewna prawidłowość, według której postrzegałem do tej pory wszystkie relacje nazywane przeze mnie przyjaźnią (poza tymi, z których sam się z różnych względów, przeważnie głupich, wycofałem w ogóle). Przyjmowałem bowiem a priori twierdzenie, że przyjaźń to coś na całe życie. Tymczasem ludzie się zmieniają, zmienia się też świat wokół nich i ich miejsce w tym świecie.

W ten sposób trzymałem w dłoniach skorupkę, z której przyjaźń dawno się ulotniła, myśląc, że to wciąż ona. Ten stan rzeczy był pogłębiony przez to, że moja życiowa droga wcale nie oddaliła mnie tak bardzo od trybu i stylu życia, jakie prowadziłem na studiach. U tych, których nazywałem przyjaciółmi, i którzy kiedyś nimi byli zmieniło się to natomiast bardzo. I muszę to sobie powiedzieć szczerze – naturalność, spontaniczność, poczucie pewności i wzajemnego rozumienia się zniknęło we mnie. Ich miejsce zajęły – w różnych przypadkach: dystans, pytania, których już nie chcę zadawać, na temat spraw, które kiedyś były jasne bez potrzeby zadawania pytań, niepewność, kompletny brak zrozumienia i poczucia wspólnoty, żal z powodu braku odpowiedzi na jakiekolwiek listy, tłumaczenie tego ciężką sytuacją dawnego przyjaciela… no właśnie: jaką sytuacją? Dlaczego ciężką? Czy na pewno? Przecież ponoć właśnie w biedzie poznaje się prawdziwych przyjaciół. Jaki jednak sens ma to powiedzenie, jeśli wszyscy swoją biedę przeżywają sami, a ja – kiedy takiej biedy doświadczałem – również nie czułem, że mam z kim się tą biedą podzielić?

01Odpowiedzi na to są dwie. Jedną z nich wyczytałem w wywiadzie z Benedyktem Peczko: (Zwierciadło, nr 2/2009)

Mężczyźni obawiają się kolejnych zobowiązań. Gdy pada słowo „przyjaźń”, mogą być zaniepokojeni: no tak, klamka zapadła, niewola, jeszcze jedno małżeństwo. Przyjaźń nie musi być na całe życie. Jesteśmy istotami dynamicznymi, zmieniamy się. Także przyjaźnie mają charakter dynamiczny. Relacja trwa jakiś czas, a potem może się tak zdarzyć, że wygasa: widujemy się coraz rzadziej, mamy sobie coraz mniej do powiedzenia, zaczynamy cenić inne wartości, zmieniają się zadania życiowe. To jest naturalne. Pozwolić przyjacielowi pójść swoją drogą, beze mnie, i pozwolić sobie pójść drogą bez niego – to istotny aspekt przyjaźni. Każda, nawet krótkotrwała relacja jest cenna, ponieważ to, co wspólnie przeżyliśmy, co sobie daliśmy, nie ginie, zostaje w nas.

Druga odpowiedź, a właściwie wyjście z sytuacji, to moja konstatacja, że trzymając się kurczowo przeszłości i tego, co minęło, jednocześnie byłem odwrócony plecami od innych ludzi, którzy mogli być dla mnie przyjaciółmi i wobec których sam mogłem się otworzyć. Kiedy przestawałem czuć możliwość lub sens otwierania się na moich dawnych przyjaciół, zastanawiałem się co jest ze mną lub z nimi nie tak, zamiast wspomnianą wcześnie skorupę odłożyć między pamiątki i poświęcić więcej czasu tym, którzy ten czas dla mnie mieli. I chociaż czuję, ile napsułem przez swój niewyparzony język i wyniesiony z domu nawyk osądzania i oceniania kogoś, zanim zdecyduję się na normalną rozmowę, dziś mogę najwyżej wykorzystać te doświadczenia w tych relacjach, które są moim udziałem teraz i będą w przyszłości.

mur-polekCóż – muszę się tylko nauczyć na nowo otwartości i pewności siebie. Bez osądzania i przedwczesnych domysłów na czyjś temat. Nawet głupi ślimak nie wyjdzie ze skorupki, jeśli wykrzykuje się nad nim i macha rękoma, a co dopiero wrażliwy człowiek. Bardzo mi pomagają w zrozumieniu tego długie rozmowy z S., który mnóstwo energii poświęca na to, by znaleźć sobie pewne i właściwe miejsce w sieci międzyludzkich powiązań. Łączy mnie z nim naprawdę przyjacielska relacja. Nawet jeśli on by tego słowa nie użył, nie ma to znaczenia – doszedłem do wniosku, że przyjaźń to stan ducha i otwartość wobec kogoś. Rozumienie zamiast osądzania i w drugą stronę – brak poczucia, że jest się osądzanym. Ale bez oczekiwań i wymagań. I co bardzo ważne – nie chodzi o to, by być pewnym, że można na kimś polegać w ciężkich czasach, lecz o to, by być pewnym, że to ten ktoś może polegać na mnie. I – co bardzo ważne – poczucie, że nie jest się samotnym. Jeśli czujesz się samotnie, to znaczy, że nie masz przyjaciół. I nie zastąpi tego rodzina. To zupełnie inna sprawa.

A dzięki starym przyjaźniom wiem, że spontaniczność, autentyczność i szczerość przyciąga innych autentycznych, spontanicznych i szczerych ludzi o podobnych zapatrywaniach na najważniejsze kwestie i sprawy wiecznie aktualne. Moje zapatrywania na te sprawy bardzo ewaluowały przez ostatnich kilka lat, nic dziwnego więc, że i ludzie otaczają mnie inni.

*

Obszerny fragment przytoczonego przeze mnie wywiadu można znaleźć tutaj. Bardzo polecam, nie tylko facetom, ale również ich żonom! (mnie właśnie dała to do przeczytania moja :o)

A propos powyższego…

4 Comments

  1. „Jak dwa patyki w górskim strumieniu
    Na chwilę tylko spotykamy się,
    By płynąć razem i z prądem walczyć,
    Aż głaz rozdzieli na zawsze nas…”

    Co do przywiązywania się, to też mam podobne zdanie, ale rozszerzył bym to jeszcze na wszystkie relacje. Na te rodzinne i miłosne również, bo „nawet śmierć nas nie rozłączy” to tylko pobożne i sentymentalne życzenie.

    Co do przyjaźni młodości, to teraz jedynie się lekko uśmiecham na wspomnienie zarzekania, że na zawsze. „Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele…” :)

  2. Miałem niedawno ochotę poświęcić notkę właśnie tematowi relacji międzyludzkich: przyjaźni, koleżeństwu, znajomości i ewolucji tych pojęć w moim rozumieniu. Wiele, z tego, co chciałem napisać, wyczytałem u Ciebie. Mnie chwilowo potrzeba napisania o tym odeszła, ale może wrócę do tematu, żeby usystematyzować sobie to, co mam w głowie, bo nic tak nie systematyzuje myślenia, jak pisanie. :)

  3. Gratuję ciekawego bloga.

    Bartymeusz

  4. i jeszcze zapomniane- lu.
    pozdrawiam
    Bartymeusz