szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

skrótowo o faktach minionych

Jeśli ktoś myślał, że żadnego noworocznego podsumowania nie będzie, na przykład z powodu moich myśli o śmierci, mam dla niego wiadomość:

animalHa! Będzie! Za bardzo lubię podsumowania!

Here we go:

Leonard Cohen w Amsterdamie

Leonard Cohen w Amsterdamie

2008 r. zastał mnie w Krakowie jako oficjalnego już tylko doktoranta-buddologa, pracownika ochrony i początkującego muzyka bez zespołu. Dziś mieszkam w Łodzi, zarabiam grając i pisząc scenariusze, mam dwa zespoły. Po drodze wydarzyły się prawie same wspaniałe rzeczy. Ubiegły rok uważam za udany w 100%. Był to rok spełnionych marzeń i rok wolności. Rok wielkiej przeprowadzki i rok podróżowania.

Amsterdam

Amsterdam

Przede wszystkim w ubiegłym roku byłem na koncercie Leonarda Cohena, i to dwa razy. Po drugie – byłem na koncercie Boba Dylana. Przy okazji znacznie rozszerzyłem swoje horyzonty i poznałem bliżej dwa niesamowite miasta: Amsterdam i Paryż.

Moja kariera naukowa okazała się zmierzać ku ślepemu zaułkowi. Ale dzięki coraz większym trudnościom i bezsilności w tym względzie oraz dzięki temu, że muzycznie i twórczo zaczęło mi się powodzić naprawdę dobrze, lepiej niż cokolwiek kiedykolwiek – zarówno pod względem satysfakcji i poczucia sensu tego co robię, jak i pod względem finansowym – wybór jednej z dotychczasowych dwóch możliwych dróg spełnienia pozbawiony był dramatyzmu i niepotrzebnych poświęceń.

Paryż

Paryż

Po prostu życie samo poniosło mnie tam gdzie chciało. I oby tak dalej, bardzo polecam ten środek lokomocji.

W czerwcu podpisałem umowę na 24 scenariusze i ścieżki dźwiękowe do serialu animowanego (tu ślad owego wydarzenia, a tu serial). Mogłem dać sobie spokój z pracą w ochronie i zająć się wymyślaniem. Jeszcze w tym samym miesiącu Zagraliśmy z B. (vel Karoliną) pierwszy od kilku lat wspólny koncert – i tak się zaczęła nowa historia.

Bob Dylan w Warszawie

Bob Dylan w Warszawie

Pierwszego września porzuciliśmy jednak nielubiany Kraków i wraz z nim, niestety, bardzo lubiany Salwator oraz przyjaciół i znajomych. Nie widziałem już dla siebie żadnych nowych możliwości. Karolinka znalazła pracę w Łodzi i oto jestem. W międzyczasie wyruszyłem po czterech latach na włóczęgę. Coś mi w głowie zaczęło jeszcze rok wcześniej zawracać w stronę młodości i znów zaczynają mnie cieszyć i kręcić książki, przestrzeń, łażenie po bezdrożach, łapanie stopa w nieznane, gadanie o wierszach, snucie się z gitarą po rubieżach miasta… Tylko nie mam z kim. U innych nic nie „zawraca” – odpływają w życie rodzinne, w odpowiedzialność, pracę. Jak to w tym wieku.

Gdzieś w Polsce

Gdzieś w Polsce

Od razu znalazłem współpracownika – wspaniałego gitarzystę Mateusza. Nawet nie potrzebowałem ogłoszeń w sieci. Tutaj – w przeciwieństwie do Krakowa – środowisko folkowe działa znakomicie i jest na bardzo wysokim poziomie. Wystarczy w nie wejść.

W pamięci zostaną mi na długo: leniwie płynąca rzeka Rudawa wzdłuż cichej uliczki Emaus w Krakowie, podążanie Laskiem Bulońskim ku centrum Paryża podczas długiego, samotnego spaceru, widziana przez łzy szczęścia, wzruszenia i tęsknoty scena w Amsterdamskim Westerpark i Leonard Cohen, zupełnie inny, ale totalny, wielogodzinny odpływ, kiedy okrutnie zjarałem się połową słabego skręta w jednym z Caffe Shopów, biwakowanie w Jerzwałdzie podczas wakacyjnej włóczęgi i kilka innych, szczególnie muzycznych obrazów, które jednak nie zamknęły się w minionym roku i wcale nie muszę po nie sięgać do wspomnień.

Kraków - pożegnanie z Salwatorem

Kraków - pożegnanie z Salwatorem

W tym roku:

  • nagrywam płytę
  • zdaję wreszcie egzamin na prawko i kupuję samochód
  • kupujemy mieszkanie

Poważne plany. Ale jak najbardziej wykonalne. Oby nie zabrakło na nie energii i odwagi. Bo ciągle jeszcze walczę ze starymi uwikłaniami mentalnymi, ciągle nie mogę do końca uwolnić się od niektórych schematów i pozbyć się szkodliwego wpływu niektórych ludzi. Ciągle potykam się o siebie samego.

Łódź

Łódź

A propos powyższego…

2 Comments

  1. ja też lubię Twoje podsumowania, nie tylko noworoczne:D

  2. I oby tak dalej – czego Ci życzę :). Chociaż wiesz, że uważam, że jedyna stała rzecz w tym świecie, to zmienność, więc mimo tych wszystkich pozytywnych doświadczeń, których aktualnie doświadczasz, zawsze dobrze mieć przy boku zajęcie, które będzie niezależne od wszystkiego co przemija (patrz: mój poprzedni wpis do Twojego poprzedniego posta).