szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o Witku Różańskim w dzień po odejściu

WitekWitek. Poeta i tylko poeta. Nie obchodziło go nic poza poezją, której był sługą i ofiarą. Spotkałem go dwa razy, z 8 lat temu. Mieszkał w kawalerce, którą prócz mikroskopijnej kuchni, starego telewizora, tapczanu i biurka wypełniały sterty pudeł z rękopisami, maszynopisami, listami i wycinkami.

Posyłałem mu do oceny swoje wiersze. Zawsze odpisywał. Szczerze, rzeczowo, czasem bezlitośnie, ale zawsze ciepło i w tonie pełnym przyjaźni. Przerażała mnie i fascynowała jego obojętność i niefrasobliwość w stosunku do wszystkiego, co nie wiązało się z poezją. Nie wiedziałem jak się do niej odnosić. Przerwałem korespondencję podczas jednego z ostrych życiowych zakrętów, a później już jej nie wznowiłem – nie wiedziałem, co napisać…

Witek mówił, że nie da się wyżyć z pisania, choć żył tylko tym, co mu pani poezja zechciała przynieść. A było tego naprawdę niewiele. Nie zawsze miał na jedzenie. Ale zawsze miał na znaczki pocztowe i koperty, by napisać list. Odtrąciłem ten jego wdowi grosz. Teraz, kiedy go nie ma, bardzo żałuję, że nie napisałem do niego znów, kiedy moje własne życie przestało mnie przerastać.

Witek, jego żona, śnieżący obraz w telewizorze i ja – młody z gitarą. Jedliśmy w ciemnej Witkowej klicie zimne klopsy, zagryzając bułką. Zaśpiewałem mu wtedy swoją piosenkę do jego tekstu, o tę:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

A potem on powiedział, że poezja to surowa pani. Ze poezja niszczy. Tak jak zniszczyła jego przyjaciela Steda (Edwarda Stachurę), tak jak zniszczyła Milczewskiego-Brunona. Żebym zawrócił, póki nie jest za późno.

Panie Witku, nie wiem czy lubił Pan Herberta, ale to dla Pana:

a którzy tylko osierocą
wyziębły pokój parę książek
pusty kałamarz białą kartę –

zaprawdę nie umarli cali

A propos powyższego…

1 Comment

  1. No, to jest chyba najgorsze:kiedy się przegapi jakiś moment i później jest już za późno, żeby wrócić do tej samej historii. Nie można wrócić, bo nie ma już w niej głównego bohatera. Z ludźmi to tak jest dziwacznie: trzeba mieć dużo empatii i jakiegoś daru przewidywania, żeby umieć nie tracić tych najważniejszych, najcenniejszych przedwcześnie… Ale podoba mi się to, co napisałeś na koniec.Ja Herberta lubię. Takie słowa- do kogo by nie należały- myślę, że spodobałyby się także panu Witkowi…