szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o tym, że to co trwa, już jakby przeminęło

Chyba za dużo myślę o śmierci. Nie tylko przedostatni wpis jest tego dowodem, ale i ciągły smutek, który towarzyszy mi, kiedy przebywam z Karolinką. Jestem świadom, ze nic nie trwa wiecznie, że te cudowne, szczęśliwe lata, które przeżywamy, ta niewyobrażalna wprost miłość, która panuje między nami będzie bolała tym bardziej, im dłużej będziemy szczęśliwi. Na dodatek czytam książkę o staruszku, któremu zmarła żona. A miał być to horror o bezsenności…

I tak wciąż towarzyszy mi wizja mnie samego w pustym mieszkaniu lub jej – beze mnie. Mono no aware. Ból przemijania w tym, co piękne. Tak jak na tym teledysku Cohena, który niecały miesiąc temu tutaj linkowałem. Tak jak w innym teledysku Boba Dylana. Patrzę na rzeczywistość jak na jakieś piękne wspomnienie. Skąd patrzę? Sam nie wiem. Nie wiem też dlaczego. Tyle tylko, że nie widzę w tym sensu.

Obiecuję, że następny wpis będzie bardziej pogodny :o)

A propos powyższego…

5 Comments

  1. OJ widze że zima daje Ci się we znaki… może to jakaś mała deprecha…
    Na takie mysli proponuje góre frytek… albo dwie…
    pozdrówka

  2. O nie, koniec z obżeraniem się. Po tych wszystkich świątecznych i sylwestrowych słodkościach – ryż i soja co najmniej przez tydzień :o)

    Zamiast tego obejrzałem sobie film. Okazało się, że jest o gościu, którego ciągle nawiedzają wizję że umrze albo on albo jego matka. Kurde! Chyba trzeba zapodać sobie coś, co już widziałem/czytałem, bo wszystkie nowości są o tym samym.

  3. Przecież wiesz, gdzie jest rozwiązanie problemu. Po prostu usiądź do medytacji. Brak regularności w tej praktyce przynosi niepotrzebne rozterki na tematy dualne, choć i one są potrzebne, aby się zająć… medytacją ;).
    I nie ma co kombinować, zrób to tak jak potrafisz. Skutek i tak będzie.
    Znowu się czuję jak jakiś moralizator, ale nie sposób tego powiedzieć inaczej :). Po prostu.
    Na pewno nie wykoszą problemu przeróżne sposoby zapełniania kiszek, albo umysłu. Może na chwilę jedynie…

  4. Mnie się wydaje, że to właśnie po wznowieniu prawie codziennej medytacji nasiliło się to. I myślę, że się wyprostuje z czasem. Myślenie o przemijaniu na niewiele się zdaje, ale warto mieć jego głęboką świadomość.

  5. Temat wcześniej, czy później i tak dosięgnie każdego, a lepiej i łatwiej jest go przyjąć będąc zdystansowanym do niego, dzięki medytacji. Bez tego jesteśmy jak ciągle spadająca mrówka w śliskim klozecie (gdzie nigdy nie wiadomo kiedy ktoś spuści wodę).