szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o poszukiwaniu straconego sensu

Po raz pierwszy w tym mieszkaniu wyciągnąłem spod łóżka starą poduchę do medytacji. Ściana była zupełnie biała, szum za oknem ani zbyt, ani za mało jednostajny, a ja – przez zbytnie dogadzanie sobie ostatnio – znacznie bardziej zdeterminowany do obserwacji, którą w gruncie rzeczy jest zazen, niż w większości przypadków.

I wystarczyło 15 minut zwykłego siedzenia i nieczepiania się niczego, co przyszło mi do głowy, bym zlokalizował sens mojego bytowania, a właściwie wpadł w sam jego środek. Bo jakiś czas temu ów sens gdzieś niepostrzeżenie przepadł, zgubił się pomiędzy późnym wstawaniem, czytaniem, pisaniem, graniem, jedzeniem i próżnowaniem. Zamiast niego zaczął się pojawiać niepokój, poczucie, że życie przecieka mi przez palce mimo, że przecież znalazłem w nim swoje miejsce i zajęcie.

A wszystko jest przecież tu. Trzeba tylko na to spojrzeć nieco z boku i trochę zwolnić. Jeszcze trochę, a to, co bezsensowne w moim życiu samo się zastąpi czymś ważnym. Bez poczucia winy, bez starań i gorączkowych poszukiwań, bez martwienia się o siebie.

O siebie? Ja mam dobrze – mam pieniądze, spełniam się w tym, co robię, jest mi wygodnie, kocham i jestem kochany. I wszystko w porządku, ale przecież nie po to się urodziłem, prawda?

A propos powyższego…

6 Comments

  1. Prawda :). Mam taką cichą nadzieję, że nasz mały dyskurs u mnie chociaż trochę przyczynił się do wyciągnięcia Twojej starej poduchy spod łóżka.
    Powodzenia i wytrwałości :).

  2. Zbierałem się od jakiegoś czasu. Akurat dziś, gdy się obudziłem, nadszedł moment krytyczny. Trzeba było coś zrobić :o)

    A co do takich „zgrań” sytuacyjnych, ostatnio mam do nich szczęście. Na przykład nagrałem Wieżę Pieśni Cohena w swoim tłumaczeniu akurat wtedy, kiedy znajomy pisał o tym utworze posta i się wielka dyskusja pod nim wywiązała. Też z całkiem niezależnych przyczyn. Jakby ktoś sobie z mojego życia robił jakieś przedstawienie :o)

  3. że tak powiem…łoo, sporo u Ciebie do czytania więc pozwolisz że ja sobie tak cichutko usiądę gdzieś w kącie i se poczytam:) pozdrawiam

  4. Oj, zaraz przedstawienie.. Nie jesteśmy marionetkami – chcę w to wierzyć!
    No właśnie: nie po to, by mieć pieniądze, by kochać i być kochanym, by mieć się dobrze.. więc po co?
    Marzy mi się długa noc przy czerwonym wytrawnym i rozmowy, rozmwoy, rozmowy.. A tu wokół wszyscy mają rodziny, pracę, nikomu już w głowie filozoficzne dysputy..

  5. Może ci wszyscy żyją po to, by mieś rodzinę i pracować? Są jeszcze tacy, którzy pracują, mają rodziny, ale to wszystko jest elementem czegoś większego, bardziej doniosłego, może też bardziej trwałego? Czego? Sam nie wiem. Chociaż to czuję.

    Wokół mnie są jeszcze na szczęście ludzie, z którymi można przegadać całą noc o sprawach wiecznie aktualnych. Chociaż i tak ze smutkiem patrzę jak oni, tak samo zresztą jak i ja, gubią po drodze coraz to coś innego, jak z dziurawych kieszeni…

  6. Zgubić – to jedno, zauważyć, że się zgubiło – to drugie…