szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o piosence, którą pisałem pół roku

nad rudawkaPamiętam jak siedziałem pewnego letniego popołudnia na murku koło Rudawy w Krakowie i wpadałem w przygnębienie, nie mogąc napisać piosenki. Kolejny raz zauważyłem wówczas, że myślę płycej, widzę mniej, z kolejnym okresem czasu ubyło mi wrażliwości.

Przedwczoraj ogarnęła mnie irytacja na własne środki wyrazu, nieudolność zapisania tego, co w głowie, nieumiejętność rozwinięcia tego w piosenkę… I nagle – bach! – powstała piosenka, w której udało mi się zawrzeć zarówno to, o czym myślałem wtedy na murku, jak i kilka innych elementów noszonych długo w głowie i nie dających się utekstowić w sposób zadowalający.

Pisałem o tych męczących mnie sprawach w znacznie prostszej niż piosenka formie notki na niniejszą witrynę. Nowy tekst umieszczam zatem również. Kilka innych, powstałych w międzyczasie, a poświęconych podobnym kwestiom, tryumfalnie przekazuję redaktorowi koszowi.

Potykam się

Nie umiem dopić do końca piwa,
Nie umiem go nawet do końca nawarzyć.
W drodze od „jestem pewien” do „nie wiem”
Potykam się wciąż o samego siebie.

Gorąco wierzę, chociaż wiem że nie wiem,
Bo tylko jedno w tym życiu jest pewne –
Że gdzieś tam są z góry powzięte założenia
Pod wszystkim, co mam do udowodnienia.

Kochani buddyści – wasz pogląd jest prosty:
Moja klatka się składa z nazw i tożsamości.
Naprawdę wierzę w to wasze przesłanie
I właśnie dlatego nie jestem z wami.

Nieposiadanie i posiadanie –
Kolejne czarne i kolejne białe…
Drodzy hipisi, niewolnicy wolności,
Gdybym nic nie miał, gdzie bym was ugościł?

Ja chciałbym być wolny od tego wszystkiego
I wolnym być też od tego chcenia.
Chciałbym być wolnym od chcenia bycia wolnym
I od tego, że wcale tak nie jest.

A na razie nie umiem dopić piwa,
Nie umiem go nawet do końca nawarzyć.
W drodze od „Jestem pewien” do „nie wiem”
Potykam się wciąż o samego siebie.

A propos powyższego…

2 Comments

  1. Tak sobie myślę, czytając Twojego posta, że te piosenki, to jakby spływały skądś. Póki siedzisz i męczysz się, pocisz, napinasz, żeby coś napisać, to wychodzi tylko jakiś gniot. I tak kontemplujesz temat przez jakiś czas, aż w pewnym momencie jest „- bach!”. Dostałem to, mogę napisać. Ja tak mam, ale widzę, że u Ciebie też podobnie :). Gdzieś nawet o tym czytałem, albo ktoś o tym mówił, ale nie pamiętam kto.
    A piosenka piękna, szczera i prawdziwa. Puść ludziom audio, niech dostaną też emocje :).

  2. W ogólnym zarysie tak to jest, a przy tej piosence – na pewno, choć jest ona sumą kilku natchnień. Czasem jednak pomysł bywa tak dojrzały, że wystarczy już tylko pół wieczoru intelektualnej pracy i tekst wychodzi mi taki, że jestem z niego zadowolony.

    Nagram to jeszcze raz po Nowym Roku, bo troszku zmian doszło :o)