szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o współczesnych złodziejach czasu

Gdybym tylko grał na instrumentach, byłbym takim sobie nocnym grajkiem w trybie mono. A ja jestem nocnym grajkiem stereo, bo oprócz tego gram jeszcze w gry komputerowe. Ciśnie mi się na ekran dłuższy tekst na temat gier, ale nie mogę się zebrać. Na razie bardzo dużo muzyki wokół (i oby tak dalej!), więc jeśli chodzi o gry – ograniczam się do grania.

Ale podzielę się z Wami tym, co przyszło mi dziś do głowy, gdy skończyłem dzisiejsze posiedzenie nad długo, bardzo długo oczekiwanym Falloutem 3. Takie gry wciągają, pożerają czas, uzależniają, nie można się od nich oderwać.  Człowiek chce wiedzieć co się wydarzy dalej, gdy pójdzie w nowe miejsce, przypomina sobie, że nie przeczytał jeszcze jakiejś znalezionej gdzieś tam notatki, zastanawia się po której stronie stanąć w pewnym rodzinnym sporze, w którym miejscu zapisać grę, żeby móc sprawdzić alternatywne drogi rozwiązania problemu…

I nie chodzi o to, że dopóki nie wymyślono gier takich jak Fallout, Wiedźmin, Oblivion czy Neverwinter Nights, fikcja nie była w stanie wciągnąć kogoś na tyle, by musiał uważać, żeby się od niej nie uzależnić. Owszem, takimi na przykład serialami telewizyjnymi mało kto się dziś ekscytuje. A ja często z łezką w oku wspominam czasy, gdy na kolejny odcinek Kapitana Klossa czy innego tasiemca czekało się z niecierpliwością. Dziś telewizora nie posiadam i nie czuję z tego powodu żadnego braku. Rzadko też oglądam filmy na komputerze. Ale za to jestem ciekaw co też się wydarzy w postapokaliptycznym Waszyngtonie jutro, gdy znów znajdę dwie-trzy godzinki na to, by pobiegać z karabinem po ruinach. I pewnie kiedyś z podobną łezką wspominać będę właśnie to.

Problem z przesadą i uzależnieniem nie leży w samych grach. Gry są dobre i złe, prymitywne i piękne, płytkie i ambitne – tak samo jak i seriale. Kto tego nie wie, ten po prostu słabo je poznał. Cały jednak szkopuł w tym, że o ile telewizja z konieczności sama dba o to, byśmy zbytnio nie zaniedbali codziennych obowiązków i nie mogli uzależnić się od jednego tytułu – odcinek serialu kończy się sam i na następny trzeba poczekać – o tyle grę sami musimy umieć wyłączyć. Podobnie jak serial oglądany na komputerze (znam takich, co potrafią połknąć 15 półgodzinnych odcinków naraz!).

Cały rozwój techniczny idzie w stronę maksymalnej kontroli użytkownika nad tym, co użytkuje, a odbiorcy nad tym, co odbiera. Mamy więcej swobody, ale też ci z nas, którzy są świadomi zagrożeń niesionych przez wszystko, co nam serwuje cywilizacja, mają trudniejsze zadanie. Dawno temu, za czasów wędrownych bajarzy i wieczornych opowieści, kontakt z fikcją był częścią naturalnego biegu rzeczy. Dziś steruje się nim za pomocą wynalazków technicznych, na których łapę położył konsumpcjonizm (podobnie jak na muzyce – vide: poprzedni post) i korporacje, które najchętniej uzależniłyby wszystkich bez reszty od tej czy tamtej opowieści, jak od batoników, gadżetów i innych narkotyków. Płać i wciągaj! Wciągaj i chciej jeszcze!

Chociaż w świecie gier wygląda to inaczej niż w świecie muzyki (muzykę można odbierać biernie, do gry trzeba specjalnie zasiąść), nie jest to również zjawisko wesołe. Proces upopowienia gier (oczywiście nie mówię o strzelankach czy zręcznościówkach, ale o historiach, ilustrowanych opowieściach, czasem może i nawet dziełach sztuki – najlepszych przygodówkach, RPGach) polega mniej-więcej na tym: coraz mniej miejsca na wyobraźnię, coraz więcej narzuconej treści, która ma omamić i uzależnić od siebie. Żeby mimo rosnącej kontroli, jaką nad treścią ma odbiorca, to właśnie on był on coraz bardziej kontrolowany. Ale o tym kiedy indziej, również – niestety – na przykładzie Fallouta.

Cóż to za Fallout? – zapytają ci, którzy nie wiedzą o co biega. Poniższy materiał daje kompleksowy wgląd w treść zjawiska:

I tym optymistycznym akcentem mówię Wam dobranoc. Może jeszcze na chwilkę odpalę sobie F3 ;o)

A propos powyższego…

2 Comments

  1. Jako wierny fan serii, kupiłem F3 w dniu wydania. Tak się złożyło, że był to piątek. W związku z tym, weekend miałem z głowy.

    Grałem w wiele gier, naprawdę wiele, ale F3 jest zdecydowanie jedną z najlepszych. Pokłony dla Bethesdy.

  2. Ja poczekałem z zakupem. Na edycję kolekcjonerską :o)

    Jeśli chodzi o grywalność, wolę F1 i F2. Ale cóż – mamy nową epokę i F3, również zresztą wspaniały. Jeszcze nie przeszedłem :o)