Jest noc. Stoję w kuchni, jedząc kanapkę i spoglądam przez okno. Podwórko. Przeciwległa klatka schodowa owinięta snopem światła 40-watowej żarówki. Cisza. Doglądam swojego nowego drzewka bonsai i co widzę? Ślimaczka! Malutkiego, bez skorupki, pod doniczką. Można by powiedzieć – ślimaczka bonsai. Jak on się tam uchował? Skąd się wziął? Wyrósł po podlewaniu?

Chciałem w pierwszej chwili wziąć go na papierek i wystawić za okno. Ale on nam przecież zdechnie w przeciągu doby. Dałem mu listek sałatki i obfotografowałem razem z drzewkiem. Ciężko było, bo skubaniec uciekał. Co ja z nim teraz zrobię? Chyba poczekam aż troszkę urośnie i wypuszczę w jakimś w miarę bezpiecznym miejscu. A na razie zakryję go na noc jakąś szklanką, żeby nie zwiał i nie wlazł w jakiś kontakt lub wejście w mikserze.

Przecież to jest piękne!

A propos powyższego…