szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

o tym co daje bloggerowi najwięcej radości

Przy okazji importu i otagowywania wpisów sporo z nich znów przeczytałem. I znów, jak pięć lat temu, mam wrażenie, że coś zgubiłem, że moje postrzeganie świata mizernieje i tracę zdolność dogłębnego i przenikliwego widzenia tego, co wokół – starzeję się. Może z tego bierze się też coraz mniejsza liczba komentarzy na moim poprzednim blogu?

Cóż – lata lecą na pewno. Starzeję się ja, starzeją się czytelnicy. Już nie chce się czytać cudzych wynurzeń, ani ich komentować. A może podryfowałem nieopatrznie gdzieś w jakieś dalekie lądy i już nikt nie rozumie tego, co ja tu wypisuję? Albo wręcz przeciwnie – zjadła mnie trywialność i nie warto już komentować moich narzekań i opisów oczywistych, przewidywalnych doświadczeń?

Praca nad blogiem jest jeszcze, parafrazując Stachurę, nieskończona, bo taka praca nieskończona jest. Z rzeczy, które się nie udają, najbardziej ubolewam właśnie nad niemożnością przeniesienia komentarzy, które przecież nieraz były ciekawsze niż notki. Ale może uda nam się zbudować nowy gąszcz opinii, wątpliwości, ocen, argumentów i wynurzeń.

Komentujcie zatem, piszcie, pytajcie – nie ma dla bloggera nic bardziej radosnego niż widok znajomej cyferki w nawiasach pod wpisem.

A propos powyższego…

7 Comments

  1. Mnie się jednak wydaje, że sporo ludzi czyta to, co tutaj piszesz, tylko nie zawsze może jest odwaga jakoś na forum się do tego odnieść. Przynajmniej ja tak mam, że właściwie blog Twój, Chicka, czy mojej przyjaciółki-poetki czytam regularnie i zawsze jakoś to wszystko w sobie trawię. Choć rzeczywiście to wielka radość zobaczyć jakiś nowy komentarz, stąd też ta milcząca obecność może siać zwątpienie (wiem to doskonale po swoim blogu, który – zwłaszcza ostatnio – bardziej zaciemnia interpretację niż ją rozjaśnia).
    Dziś tak na chwilę kuknęłam sobie do Twoich starszych notek i już wiem, że na tym jednym razie się nie skończy :) Jest w nich coś z tego wrzenia, które się teraz we mnie kotłuje…
    Zatem do przeczytania! :)

  2. Zamieściłem sporo zapisków sprzed powstania pierwszego bloga, ba! z czasów, kiedy jeszcze nie było chyba blogów :o) Możesz sobie odjąć od swojej daty urodzenia liczbę 1980, a potem to, co Ci wyjdzie od liczby 2008. Później klikasz na zgodną z wynikiem ostatniego działania liczbę po lewej stronie pod cytatem… i na chwilę zostaniemy równolatkami :o)

  3. Zatem teraz mam trzech autorów obowiązkowych: Ciebie, Chicka i Stachurę :) Tylko doby takie krótkie i chyba dziś już czas spać!
    Dobrej nocy!

  4. Mogę napisać po sobie. Często czytam, ale nie komentuję, bo nie mam nic mądrego do napisania. Często wpisy na blogach są taką kompletną całością, że nic już się dodać nie da. Można tylko przeczytać, pokiwać głową z uznaniem i czekać na kolejne notki. :)
    Poza tym czasem czytelnicy odchodzą z blogosfery tak samo, jak autorzy. Na krótko, na długo lub na stałe. :)

  5. Pocieszacie mnie :o) Ale masz rację, Romanie, bo śledząc wędrówki Czytelników po moim blogu i liczby odwiedzin niepotrzebnie narzekam. Mam zresztą podobnie jak Ty. Ot, czasem fajnie jest, gdy strona staje się na chwilę miejscem rozmowy. I myślę, że czasem będzie. Spróbuję napisać coś prowokacyjnego raz na jakiś czas ;o)

  6. też czytam z radością i – to co piszesz – działa na mnie inspirująco:) no i dobrze poczytać i – zobaczyć, że piszesz, że żyjesz…..i jak. takie okienko na świat Drugiego Człowieka. a jeśli się wpisuję, to z obawą, bo nigdy nie wiem, czy nie wolisz, by wybrzmiała cisza :)

  7. Jakbym wolał, to wziąłbym i wyłączył :o)
    Do zobaczenia w górach! Mam nadzieję, że Miętus nie zwieje nam tym razem :o)