Zaczynam zakopywać się w swoim świecie coraz głębiej i obawiam się tego, że nie będę potrafił kiedyś z niego wyjść. A trzeba będzie przynajmniej na jakiś czas go opuszczać, chociażby wtedy, gdy pojawi się na świecie potomek. Nie potrafię sobie wyobrazić co wówczas stanie się z moją kolorową krainą inspiracji, poezji i muzyki. Mam też nadzieję, że między mną a Karolinką nic się nie zmieni na gorsze.
Domyślam się, że obawy te są przesadzone, wokół słyszę, że w momencie pojawienia się maleństwa wszystko wywraca się do góry nogami, to, co było ważne, ważnym już aż tak nie jest, pojawiają się po stokroć mocniejsze akcenty nowego wiodącego instrumentu w uwerturze zwanej życiem, która dzięki temu pozostać może utworem jeszcze piękniejszym.
Dlaczego zatem nie oponuję, gdy Karolinka wyraża pragnienie powicia oseska?
Dezintegracja pozytywna?
Bayushi
Bo może na razie tylko nieśmiało wyraża pragnienie, a nie mówi, że bardzo chce?
Trudny Twój wpis, bo z jednej strony to bardzo fajne, że znalazłeś swoją drogę, swój świat, w którym jest dobrze. Ale takie zakopanie troszkę brzmi strasznie.
29 wrz, 2008 @ 15:50
nocny grajek
Ona nic nie mówi specjalnego. Kocha dzieci, miękną jej nogi na widok jakiegokolwiek maleństwa, woła: „Ja chcę takie!” i czasem ze mną o tym rozmawia, jak gdyby to była oczywistość. Bo jest!
Oj, będzie rewolucja :o)
29 wrz, 2008 @ 17:45