Karolinka wyjechała na dwa tygodnie do Portugalii. A ja jestem tak oszołomiony miastem, muzyką i tworzeniem tego bloga, że aż nie mam siły tęsknić. Poziom higieny i porządku wokół mnie drastycznie spadł, wydajność drastycznie się zwiększyła. Wymyśliłem nową muzykę, w głowie rodzą się dwa teksty. Nagrywanie, poprawianie, granie, chodzenie na koncerty i śpiewogrania wypełniają mi czas. Wspomniane chodzenie to jedyna okazja do opuszczenia domu. Zabarykadowałem się w nim z zapasami i nic, tylko dłubię w nowym blogu i w nowych nagraniach.

W Rafie dużo muzyki, dużo alkoholu, radości, przyjaźni. Atmosfera elektryzuje, piosenki krążą w powietrzu razem z kieliszkami wiśniówki i opasłymi kuflami pełnymi piwa. Oj, będę miał gdzie się podziać nocą w mieście, gdy najdzie mnie ochota na wyprawę. Dobrze trafiłem, wybierając to miasto!

A późną nocą, kiedy podwoje knajp się zamykają, Łódź zrzuca szary robotniczy kombinezon, strzepuje z siebie ryk silników, tłumy i pył robót, wdziewa wieczorową suknię i kusi, wyciągając długie, smukłe ramiona opustoszałych ulic.

A propos powyższego…