Korporacja jest jak starotestamentowy Bóg. Do wielkiego zadania wybiera tego, który w jej oczach jest największy. Obsypuje go łaskami i bogactwem i wydaje rozkazy. Kiedy zadanie jest skończone, łaski się kończą, zaś korporacja przestaje objawiać się temu, który dla niej i w jej imię dzieła dokonał.
Może porównanie wydać się niestosowne dla kogoś religijnego. Ale tak już na świecie jest – za religię dominującą i siłę najmocniej działającą w społeczeństwie mamy korporacjonizm, a nie teizm.
chicku
niezupełnie tak było, proroków nieraz prześladowano, przepędzano z miast, podobnie zresztą jak w Nowym Testamencie. Zresztą nawet jeśli wybrańcy Boga mieli cechy jakieś szczególne, wybitne, to nie miały nic wspólnego z tym, co preferują współczesne korporacje :D
30 wrz, 2008 @ 09:41
nocny grajek
Bóg zapewne preferował cechy, które dobrze się sprawdzą w zadaniach dla dobra Jego i stworzonego przez Niego świata. Korporacja preferuje te, które są dobre dla korporacji i świata przez korporację kreowanego. Nie zawsze wybitne – skąd na przykład powiedzenie: „mierny ale wierny”?
Zresztą wysłanników korporacji również prześladują i kłody pod nogi im rzucają – ot, choćby wyznawcy innych korporacji albo tacy kontestatorzy jak ja :o)
30 wrz, 2008 @ 12:31