Był to koncert z właściwą tylko sobie atmosferą, wykreowaną w ogromnej mierze dzięki Karolinie (która – prócz tego – zagrała wspaniale na gitarze basowej) oraz całej gromadzie nieustannie duchem i ciałem z nami będących słuchaczy. To wszystko – do spółki z dobrym sprzętem i specyfiką legendarnego już lokalu – sprawiło, że grało mi się wyjątkowo dobrze. Po koncercie koledzy i koleżanki z forum Jacka Kaczmarskiego zastąpili mnie u steru i muzyka płynęła dalej. Nie wiem jak długo zostali tam po moim wyjściu, ale ja jeszcze dziś cały jestem zanurzony w atmosferze tego wieczoru.

Teraz czeka mnie długi urlop sceniczny. Dopiero w drugiej połowie lipca pojawię się w Głuchołazach i w Niepołomicach. A w Krakowie? Kto wie kiedy i gdzie… Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy przybyli na nasz wczorajszy występ. Tym, którzy przybyć zamierzali, ale im się nie udało – też! Gdyby nie wspaniała publiczność, nie chciałoby mi się pisać tego tekstu :)
(fot.: Marzena Ś.)

A propos powyższego…

    nie ma