Coś pięknego! Nieczęsto linkuję blogi – chciałbym, żeby moja linkownia cechowała się jakością, a nie ilością – ale pisaninom Romana J. dłużej miejsca w wąskiej szpalcie odmawiać nie zamierzam. Nie po przeczytaniu tego wpisu.
Wczoraj, wśród tańczących smug papierosowego dymu, w oparach starego jazzu, w dziwnym blichtrze krakowskiego Kazimierza, położyłem swój podpis pod siedmioma stronami paragrafów i ustępów. Zostałem zawodowym kreskówkarzem. Dziś kupię sobie licujący z tym stanowiskiem kapelusz.
Jeśli kiedyś będę zarabiał na życie, pojawiając się regularnie pięć dni w tygodniu w jakimś miejscu, kupię sobie pięć marynarek: czarną, brunatną, ciemnobeżową, jasnobeżową i białą – każdą na kolejny dzień. Kiedy nastąpi jakiś długi weekend i pracować będzie trzeba tylko w poniedziałek, wtorek i środę, założę na początek czarną marynarkę, następnego dnia – ciemnobeżową, [...]

Był to koncert z właściwą tylko sobie atmosferą, wykreowaną w ogromnej mierze dzięki Karolinie (która – prócz tego – zagrała wspaniale na gitarze basowej) oraz całej gromadzie nieustannie duchem i ciałem z nami będących słuchaczy. To wszystko – do spółki z dobrym sprzętem i specyfiką legendarnego już lokalu – sprawiło, że grało mi się wyjątkowo [...]

Opłaca się, bardzo się opłaca przynajmniej raz wstać w niedzielę o piątej rano, względnie o świcie, i przejechać się rowerem w jakieś piękne miejsce, na przykład na krakowski Salwator. Z mostu zwierzynieckiego roztacza się o tej porze widok, o który ciężko byłoby posądzić tak wielkie miasto. Budzące się do życia lasy, lśniące w Słońcu dachówki [...]