Tyle pisania. Tyle kartek, tyle kilobajtów tekstu, kilka zeszytów, dwa blogi… Wszystko po to, by odkryć, że chodziło głównie o szukanie akceptacji, poparcia i pewności nie tam, gdzie należało. Że każde niemal zdanie zakończone było niewidocznym pytajnikiem, a właściwie błagalnikiem: „Powiedz, że mnie rozumiesz”, „Powiedz, że nie robię źle”, „Poczuj do mnie sympatię i uznanie”, „Powiedz, że mamy ze sobą coś wspólnego”, „Daj mi akceptację, zrozumienie, wsparcie i życz powodzenia”, „Daj mi to, o co przez dziesięć prawie lat żebrałem na próżno u własnych rodziców”.

Dorosłość to umiejętność bycia niezależnym, kiedy tylko niezależnym być się chce. To samoakceptacja, świadomość własnej Drogi.

A propos powyższego…