Karolinka znów wyjechała. Zostało po niej ciepło poduszki, kartka z przypomnieniem o podlewaniu kwiatków i kołysanka, którą napisałem jeszcze przed Wielkanocą. Trzecia już w moim autorskim repertuarze. Może ktoś kiedyś zorganizuje jakiś festiwal piosenki nasennej? Tę kołysankę uważam jednak za bardziej dopracowaną i ciekawszą niż poprzednie. I tak samo jak tamte, wypływa ona prosto ze mnie, bez jakiegokolwiek wysiłku w formie, którą przybrała.

Położyłem sobie na regaliku przy łóżku pilota od wieży. Zawsze przerażało mnie trochę zagłuszanie swoich pierwszych porannych wrażeń radiem czy telewizorem. Ale przecież człowiek i poezja to to, co dla mnie najważniejsze. A przez najbliższe dwa tygodnie będę budził się zupełnie sam. Niech chociaż Poezja wypełni tę przestrzeń. Jak do końca, to i od początku.

Stary poznański poeta, Witek Różański, powiedział mi kiedyś: „Jeśli poświęcisz się Poezji, wiedz, że ona zabierze ci wszystko i nie da nic w zamian.” Miał rację. Im dalej posuwam się wgłąb jej dziedziny, tym bardziej niezdolny jestem do jakiejkolwiek regularności, do jakiegokolwiek porządku i rytmu, którego nie wyznacza ona. I pozbawiony zdolności zwykłego, codziennego chodzenia do pracy muszę radzić sobie sam. Z zarabianiem na koncertach, z zachowaniem przy tym czystości i sacrum, z paniką, która w związku z tymi wyzwaniami czasem mnie dopada. Na szczęście wypowiedź Witka pominęła coś bardzo istotnego. Bo jest coś jeszcze – jedna, jedyna siła we wszechświecie, która wyrasta ponad poezję, której „poezji wściekłe kły” nie są w stanie rozszarpać.

A propos powyższego…