Święta były od zawsze. A dla wielu to „zawsze” wiąże się nie tylko z czasem, ale także z ludźmi i miejscem, gdzie się je spędza. Miejscem naznaczonym tą żywą i najprawdziwszą magią, która – jeśli jej epicentrum osadzić w czasie i przestrzeni – emanuje z dzieciństwa i z tego kąta, gdzie stoi choinka.

Moje Święta zawsze miały miejsce w Miasteczku, w dużym pokoju u Babci i Dziadka, a oprócz nich w domu byli rodzice, siostra prawie jak rodzona i jej rodzice. Razem osiem osób najbliższej rodziny. Może ta część mojej rodziny jest mi najbliższa właśnie dlatego, że razem spędzaliśmy tam każde Boże Narodzenie? W każdym razie rozświetlony światłem choinki i telewizora, pachnący makiem i igliwiem duży pokój był jeszcze większy, wręcz ogromny, i jeszcze bardziej czarodziejski kiedy byłem mały, choć z najdawniejszych Świąt pamiętam tylko fragmenty – ogromne bombki, dywan w najróżniejsze wzory, klocki Lego, najukochańszych ludzi i pełen niesamowitości świat jaki tworzyliśmy z siostrą.

Tak było zawsze. A to, z czego zdałem sobie sprawę w tym roku, podczas pierwszej Wigilii spędzanej z Karolinką w domu jej rodziców, powinno – zdałoby się – odkryć mistyfikację, przebić bańkę mydlaną, odsłonić kulisy warsztatu iluzjonisty i coś zniszczyć. Tymczasem magia Świąt nagle ożyła jeszcze bardziej i została złożona prosto do moich rąk. Kiedy bowiem śledziłem wzrokiem na innych ścianach i na innym suficie odbicia świateł innej choinki, kiedy siedziałem z innymi ludźmi w innym pokoju i w innym, równie wspaniałym, choć nie docierającym jeszcze w pełni do mnie świątecznym świecie, nagle skonstatowałem, że przecież tamte Święta u Babci wcale nie były od zawsze. Moja siostra urodziła się gdy miałem cztery lata, a moi rodzice spędzają Wigilię u Babci dopiero od moich narodzin. Wcześniej wszystko było inaczej. Tak jak inaczej było teraz, kiedy przy ul. Pięknej w Miasteczku przy stole siedziały tylko cztery osoby.

Ale Świąteczny świat Karolinki i jej rodziców zaczyna się właśnie przebudowywać. Najdalej za kilka lat narodzi się w nim nowa istotka. I ona też długo nie będzie zdawać sobie w pełni sprawy z tego, że kiedyś było inaczej. A to, żeby Święta były dla niej tak samo niesamowite, pełne magii i miłości, zależy od nas. To my wyczarowujemy dla niej nowe „zawsze”. A ja zrobię wszystko, by ta cudowność, która wciąż żyje we mnie najjaśniejszym wspomnieniem, stała się jej udziałem. Bo z tych wszystkich starych i nowych „zawsze” jest takie jedno, które naprawdę powinno być pisane bez cudzysłowów.

A propos powyższego…