szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

Lama Ole w kinie Kijów

W życiu nie byłem na bardziej nudnym wykładzie na temat buddyzmu, wliczając w to zajęcia na uniwersytecie. Przede wszystkim nie wiadomo do kogo właściwie był adresowany. Lama Ole Nydahl, kiedy wreszcie po ponad godzinie zaczął mówić o tym, o czym mówić miał, opowiadał o tym jak się dzielą nauki, że takich jest 68 tysięcy, innych tyle-a-tyle, wymieniał imiona przeszłych i przyszłych Buddów, a zanim przeszedł do czegoś ciekawszego (jeżeli przeszedł), wyszliśmy, bo już nie mogliśmy wytrzymać.

Dowiedziałem się, że chrześcijanie wierzą w Boga zewnętrznego i przez to, że on jest ciągle zewnętrzny, oni muszą ciągle wierzyć. Muzułmanie nie podobają się lamie Olemu, bo wysadzają się w powietrze i wydali tylko pięciu noblistów, zaś buddyzm to wiara w to, że można osiągnąć szczęście przez koncentrację na energii przepływającej od – cytuję – „punktu znajdującego się osiem palców od naturalnej linii włosów” do punktu G u kobiet.

Ktoś tak wprawny w publicznych wystąpieniach i w nauczaniu powinien wiedzieć to, co wie nawet taki niedokończony doktorant i amator jak ja – że kiedy mówi się do laików, należy zacząć od celów, a nie od  najbardziej egzotycznych środków, bo bez docierającego wprost do umysłu omówienia tego na jakie potrzeby odpowiada buddyzm i jaki jest jego sens, punkty na czubku głowy, telefony do pana Boga… tfu! pana Buddy w postaci recytowania zaklęć (tak to wyglądało w wypowiedziach lamy) i 68 tysięcy nauk tysiąca Buddów brzmią śmiesznie.

Jeśli zaś „ten wykładowca”, jak go określiła B., która w ów nieszczęsny sposób pierwszy raz zetknęła się z postacią lamy, zwracał się do tych, którzy o buddyzmie już coś wiedzą, bardzo szkoda, że nie skupił się od razu nad czymś konkretnym – i praktycznym, bo buddyzm ponoć jest praktyczny.

Najbardziej zniesmaczyła mnie jednak antyislamskość w wypowiedziach lamy Olego. Nie chciałbym być w skórze muzułmanina, który przyszedł na wykład szczerze zainteresowany buddyzmem i wierzył w to, że buddyjska tolerancja i otwarcie nie są mitem. Sam wierzyłem, że przynajmniej buddyzm zachodni te wartości zachowuje. Tymczasem lama Ole bezlitośnie wyszydzał islam, sprowadzając go – wzorem najbardziej nietolerancyjnych mediów – do jego fundamentalistycznych form. Ci, którzy na widowni nie spali, nagrodzili to jeszcze brawami. Takie mnożenie i wzmacnianie podziałów, wartościowanie i napuszczanie wyznawców jednej religii na drugą jest skrajnie niebuddyjskie i krzywdzące. Samą koncepcję religii cieżko pogodzić z nauką Buddy, choć ludzie

Najdziwniejsze jest to, że ów człowiek napisał przynajmniej jedną bardzo inspirującą, mądrą i ciekawą książkę – mówię tu o „Buddzie i miłości”. Jej lektura zachęciła mnie do pójścia na wykład i wydania 20 zł. I dzięki temu już wiem skąd pochodzą niektóre opinie niebuddystów na temat uczniów Dharmy – że buddyzm to modlenie się do Buddy, mantry – każda na inną okazję itp. Jeśli lama Ole – najbardziej znany lama na Zachodzie – zaczyna wykłady od takich spraw, ludziom wydaje się, ze właśnie to jest najistotniejsze.

Na szczęście są jeszcze spotkania z mistrzami takimi jak Kaisen – człowiek, od którego bije potężna aura, który bez zbędnych ceregieli zaczyna od rzeczy najważniejszych – od szczęścia, do którego dąży każda istota. A o energiach, czakramach i tym, co słuchaczom kulturowo obce wspomina dopiero wtedy, kiedy jest to niezbędne. Niestety żyjemy w takim świecie, że to Ole jest najsłynniejszym nauczycielem na Zachodzie, a Kaisena mało kto szanuje, bo nie otrzymał jednoznacznego przekazu Dharmy.

Cóż – jest tak jak jest i – jak to powiedział dawny mistrz z innej tradycji duchowej – „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha…”

A propos powyższego…

11 Comments

  1. ale gniot, zdecydowanie nie powinenes chodzić na wyklady Lamy Olego, dla ciebie to strata czasu a dla innych mniej miejsca do siedzenia

  2. Gdyby ktoś się tam przez nas nie zmieścił, byłby przynajmniej jakiś namacalny pożytek z naszej tam bytności. Może ten ktoś poznałby zachodni buddyzm od lepszej strony.

  3. Przekaz buddyjski jest odwołaniem do samego
    (Sijakamuniego) Bubby dlatego jest jak nauczane pierwszego
    buddy i to jest szacunek. Jak (Mistrz)Kaisen nie ma przekazu to odwołuje się wyłącznie do własnych nauk – to tylko jedno pokolenie jednego (mistrza).
    Polecam ZEN KWAN UN – to Koreańska szkoła buddyzmu
    z czystym przekazem około 74 nauczycieli po Budzie.
    Pozdrawiam i życzliwe surze radą

  4. Mnie nauka Mistrza Kaisena dała i daje bardzo wiele, bez względu na przekaz czy jego brak. Sprawa posiadania lub nieposiadania przekazu dharmy w jego przypadku jest zresztą dyskusyjna, ale nie zamierzam udowadniać żadnego ze stanowisk. Wystarczy mi, że w tym człowieku jest wiele, wiele mądrości.

    Chętnie biorę udział również w wykładach innych nauczycieli. Zen Kwan Um również bardzo sobie cenię. :)

  5. tzn jak ja to czytam, to czytam nie to ze zle cos Ole powiedzial, ale to ze nie trafił w twoje osobiste oczekiwania z tego dnia.

    chcialbym
    s jak czytam jedynie prostej informacji gdzie szukac tego czego warto szukac.

    ole na to mowi praktykuj (w sensie pracuj nad sobą) wstepna praktyka ma to do siebie ze zmianiają ci sie formulowane pytania. ole chce ominać etap zbednych dyskusji o gdybaniu. odpowiedz dostałes ale czy ja wziołes. z perspektywy czasu musze powiedziec ze sie to spradza u mnie wszystko. ale nie musi u ciebie. zatem moze zen?

    co od muzułmanów – ja rozumiem ze w TV jest pęd na mega tolerancje. kiedys byl zajebisty wywiad z ambasadorem polskim w Turcji ktory mieszkal tam iles lat i potwierdził ze demokracja nie zasymiluje kultury islamskiej bo sie po prsotu nie da. nie na tym etapie. to ze jakas prawda nie jest popularna, nie znaczy ze jej nie ma.

  6. pamietaj jedynie ze to czego ty szukasz jest w ksiazkach olego dosc dokladnie napisane i na co dzien zajmuja sie tym nauczyciele polscy (Karol Slęczek, MArcin Barański) a ole zawsze w kazdym z wykladów wprowadza nową garsc informacji. wiec moze warto sie wybrac na wyklad który jest o tym czego szukasz.

    nie znam Kaisena, ale jesli ci odpowiada to lec na serio i sprawdzaj.

  7. Trzeba na początku zaznaczyć, że Lama Ole ma specyficzny styl, który jak sam zresztą twierdzi, nie trafia do każdego.

    Co do Islamu, to bardzo mi się podoba podejście Lamy Ole do tego problemu, bo nie oszukujmy się – Islam jest problemem, który należy zwalczać. Nie ma czegoś takiego, jak pokojowy Islam.

    To czy to jest skrajnie niebuddyjskie czy nie, ja oceniać nie będę, ale jestem przekonany, że Ole Nydahl wie co robi. Zresztą wyraźnie podkreśla, że tych rzeczy nie mówi jako buddysta, ale po prostu jako człowiek.

  8. Witaj!
    Co do tego, że Lama Ole wie co robi, nie mam żadnych wątpliwości akurat ;o)

    Jeśli chodzi o Islam – jest to religia tak pokojowa, jak i wszystkie pozostałe. Zaś jego najbardziej hałaśliwe i ekstremalne odmiany niewiele się różnią od buddyjskich bojówek na Sri Lance (vide Tessa J. Bartholomeusz, In Defense of Dharma: Just-War Ideology in Buddhist Sri Lanka, London 2002).

    Niebezpieczeństwem jest nienawiść i chciwość, a nie ta czy inna religia.

  9. To prawda, ze rozne sa style nauczania, rozni nauczyciele, bo wiadomo, ze do roznych ludzi rozne rzeczy trafiaja, ale… rozpowszechnianie niecheci do innych ludzi nie jest buddyjskie, nie jest ludzkie :). Ole jest zarozumialym nauczycielem, ktory rozszerza swoje ego. Choc nie wykluczam, ze mogl w swoim czasie dobre rzeczy zrobic.

  10. „Nie ma czegoś takiego, jak pokojowy Islam.”

    Oczywiście, że jest! Ludzie są tacy zamknięci w swoich własnych fantazjach…

  11. Fajnie że praktykujesz u Mistrza Kaisena. Styl Olego nie każdemu odpowiada ale to co mówi o Islamie popieram na 100 procent.

1 Pingback

  1. Anonim