Na pewno każdy z Was zna kogoś obdarzonego opisaną poniżej umysłowością, a i pewnie w sobie czasem coś takiego dostrzega. Jeżeli nie, może to oznaczać, że siedzi w tym po uszy:

Gdy słuchamy taśmy z nagraniem swojego głosu lub oglądamy kasetę wideo, na której nas sfilmowano, często szokuje nas ten kontakt z własnym stylem, oto bowiem stykamy się z nim tak, jak postronny obserwator. Czujemy wtedy straszną obcość. To, co widzą inni, przeważnie nas irytuje lub krępuje.

Niezdolność ujrzenia własnego stylu, ślepota na to, jak jesteśmy odbierani, najostrzej objawia się w świecie zwierząt. Nie mam tu na myśli dosłownego odrodzenia się w postaci zwierzęcej, lecz zwierzęcy aspekt umysłu – mentalność, która uparcie prze naprzód, do z góry wytyczonego celu. Umysłowość zwierzęca jest bardzo poważna. Nawet z humoru robi poważne zajęcie. Osobnik o takiej umysłowości stara się w wymuszony sposób stworzyć przyjacielską atmosferę, opowiadając kawały i wstawiając gotowce, sili się na zabawne, poufałe albo błyskotliwe zachowanie. Ale zwierzęta właściwie nigdy się nie uśmiechają ani nie śmieją: po prostu robią swoje. Owszem, czasem się bawią, rzadko jednak zdarza im się naprawdę śmiać. Mogą wydawać przyjazne dźwięki, wykonywać życzliwe gesty, lecz brak w tym wszystkim subtelnych niuansów poczucia humoru. Umysłowość zwierzęca patrzy prosto przed siebie, jakby miała klapki na oczach. Nie spogląda w prawo ani w lewo, tylko bardzo prostolinijnie zmierza przed siebie, brnąc ku najbliższej dostępnej sytuacji i wiecznie manipuluje okolicznościami, próbując je dostosować do swoich oczekiwań.

Ze światem zwierzęcym związana jest głupota: mieszkaniec tego świata woli udawać głuchoniemego, przestrzegać reguł dostępnych mu gier, zamiast samemu na nowo je określać. Może oczywiście próbować manipulować swoją wizją danej gry, lecz w gruncie rzeczy tylko sunie wyjeżdżoną koleiną, posłuszny instynktowi. Chciałby ziścić jakieś skryte, tajemne pragnienie, ilekroć więc napotyka przeszkodę lub trudność, po prostu przedziera się przez nią, nie zważając na to, czy kogoś przy okazji zrani lub zniszczy coś cennego. Podąża za tym, co się akurat nasuwa, a jeśli nadarzy się inna sposobność, z niej także skorzysta i ruszy za nią w pogoń.

Niewiedza (czyli głupota) świata zwierzęcego rodzi się ze śmiertelnie uczciwej, poważnej mentalności (…) Zwierzęca niewiedza narzuca ci pewien styl odnoszenia się do samego siebie i nie pozwala spojrzeć nań pod odmiennym kątem. Zupełnie ignorujesz takie możliwości. Jeśli ktoś cię atakuje lub krytykuje twoją niezręczność, nieumiejętność poradzenia sobie z sytuacją, potrafisz się usprawiedliwić, dorabiając ideologię, dzięki której zachowasz szacunek dla siebie. Nie zależy ci na prawdomówności, póki możesz utrzymać wobec ludzi fasadę pozorów. Jesteś dumny, że starcza ci sprytu alby skutecznie kłamać. Gdy ktoś cię atakuje, prowokuje lub krytykuje, automatycznie zadajesz ripostę. Taka głupota bywa bardzo sprytna. Nazywamy ją niewiedzą albo głupotą, ponieważ dotknięty nią osobnik nie dostrzega otoczenia, lecz widzi wyłącznie swój cel oraz wiodące do niego środki i najrozmaitszymi sposobami usprawiedliwia własne postępowanie.

Umysłowość zwierzęca jest niesłychanie uparta, ale uporowi temu może towarzyszyć finezja, spora zaradność i pomysłowość – i ani odrobiny poczucia humoru. Humor najwyższej próby to swoboda odnoszenia się do sytuacji życiowych w całym ich absurdzie. Jest to wyraźne widzenie wszystkiego (łącznie z własnym załganiem), bez klapek na oczach, barier, usprawiedliwień: otwartość, panoramiczne spojrzenie, nie zaś nieustanne próby rozładowania napięcia. Póki humoru używa się do tego, żeby rozładować napięcie, narcystyczne skrępowanie czy presję, jest to humor zwierzęcy, w gruncie rzeczy straszliwie poważny. Jest to szukanie szczudła, podpory. Istota stylu zwierzęcego polega więc na tym, że z największą uczciwością, szczerością i powagą usiłujesz zaspokoić własne pragnienia. W tradycyjnym ujęciu tak bezpośrednie, a zarazem okrutne podejście do świata symbolizuje świnia, która nie patrzy w prawo ani w lewo, tylko niucha i brnie przed siebie, pożerając wszystko, co jej się nawinie pod ryj; prze naprzód, nie dostrzegając żadnych różnic ani niuansów: bardzo prostolinijna świnia.

Tak przy prostych robótkach domowych, jak i skomplikowanych przedsięwzięciach intelektualnych możemy postępować jak zwierzęta. Nie gra roli czy świnia je kosztowne słodycze, czy odpadki. Liczy się s p o s ó b jedzenia. Umysłowość zwierzęca w swojej skrajnej postaci uwikłana jest w nieprzerwany, samowystarczalny cykl działania, który sam dla siebie stanowi uzasadnienie. Nie potrafisz ustosunkować się do komunikatów, napływających z otoczenia. Nie umiesz dostrzec w innych ludziach własnego odbicia. Choćbyś nawet zajmował się wysoce intelektualnymi zagadnieniami, styl, w jakim to robisz, pozostaje zwierzęcy, bo brak w nim poczucia humoru, nie ma miejsca na ustępliwość ani na otwarcie. Jest to tylko nieustanna potrzeba przechodzenia od jednej rzeczy do następnej bez względu na porażki i przeszkody. Zupełnie jakbyś był czołgiem, który toczy się przed siebie, miażdżąc wszystko po drdze. Obojętne, czy rozjeżdżasz ludzi, czy przebijasz się przez domy: po prostu toczysz się naprzód.

Zawsze w konfrontacji z takim podejściem do mnie uruchamiał się we mnie identyczny mechanizm. A kiedy jedna Trungpowska świnia ściera się z drugą, biada zarówno im, jak i osobom, które znajdą się w pobliżu.

A propos powyższego…