Wspomnienia potrafią zabarwić na dowolny kolor każde miejsce. Nowo poznane okolice, budynki, wnętrza w większości mają już odcień swoich odpowiedników, w których już coś kiedyś się wydarzyło. Powoli, w miarę jak coś nowego się w nich wydarza, nabierają pełni kolorów. Zapach miejsca ma tutaj niebagatelne znaczenie. Czasem jednak trafia się w życiu jakiś zupełnie nowy mikro-świat. Jest on dla mnie wtedy martwy, obcy, mieszka w nim lęk.

Miejsce w którym pracuję było takim właśnie siedliskiem obcości. Dziś jednak z kątów wyłażą wspomnienia najmilszych chwil spędzonych tutaj dwa, cztery dni temu. Znika uczucie uwięzienia, napięcie i to coś, czego nie potrafię nazwać jednym słowem: połączone z pewną tęsknotą wrażenie, że jestem w jakimś innym, kompletnie niemoim świecie, z którego nie ma wyjścia.

Kiedyś, kiedy niemal każdy wolny dzień przeznaczałem na włóczęgę, mawiałem, że mój dom rozprzestrzenia się na nowo po każdym poboczu, każdej łące, każdym przedziale pociągu, każdej stacyjce, każdej ławce, wszędzie gdzie jestem. A kiedy odchodzę, on odchodzi wraz ze mną. Dziś widzę, że straciłem zdolność czucia się wszędzie jak u siebie. A może po prostu bywam znacznie rzadziej tam, gdzie naprawdę jest moje miejsce.

A propos powyższego…