Mam zupełnie inne marzenia niż Bayushi. Jej ostatni wpis wzbudził we mnie jednak pewną refleksję, ktora dojrzała podczas lektury Tybetańskiej księgi życia i umierania Sogjala Rinpocze. Pisze on: …jedną z najskuteczniejszych metod rozwijania współczucia jest myślenie o innych tak, jakby byli dokładnie tacy sami jak my (…) Wyobraźcie sobie, że społeczeństwa i narody przyjmują tę perspektywę ostatecznej równości. Pokój na Ziemi i szczęśliwe współistnienie jej wszystkich mieszkańców zyskałyby wreszcie solidny fundment.
Kiedy ja – dziecko wychowane przez cywilizację ukierunkowaną na rozwój techniczny – czytam te słowa, automatycznie kojarzą mi się one z nierealistyczną utopią. Kiedy natomiast Bayushi pisze o książkach na chipach, zintegrowanych GPSach itd., myślę: Kiedyś się pewnie to ziści, jeśli ludzie to kupią.
Można jednak spojrzeć na to inaczej. Dziś życie w Europie zawiera w sobie więcej humanizmu niż np. tysiąc lat temu. Zasady demokracji – pluralizm, wolność słowa, prawo do życia itd. – są mniej lub bardziej obecne na naszym kontynencie. Nawet gdy ktoś lubi narzekać, widzi przecież różnicę, jaka pod tym względem istnieje w stosunku do czasów despotyzmu, stosów, inkwizycji i wojen na masową skalę. Nasza cywilizacja, prócz postępu technicznego, poczyniła również spore postępy duchowe. Dlaczego nie można przypuszczać, że za kolejnych 500 lat postępy te nadal będą trwać, a w naszym życiu będzie obecny na jeszcze większą skalę szacunek dla innych, altruizm i współczucie? Dlaczego wykluczamy możliwość, że zapoczątkowane całkiem niedawno ruchy na rzecz ekologii i redukowania przepaści ekonomicznej pomiędzy nami a krajami Trzeciego Świata nie odniosą chociażby częściowego sukcesu?
Założę się, że gdyby członek takiego narodu jak Tybet, od ponad tysiąca lat nastawionego niemal wyłącznie na rozwój duchowy, przeczytał wpis Bayushi (przełożony rzecz jasna na prostszy, zrozumiały dla nieobytego z nowoczesną techniką człowieka), zareagowałby na niego tak samo, jak ja zareagowałem w pierwszym odruchu na marzenia Rinpocze o pełnym miłości świecie. Znacznie łatwiej byłoby mu natomiast przyjąć wizję nauczyciela.
Człowiek, któremu do głowy i przed oczy podsuwa się technikę, idee postępu materialnego, wartości takie jak wygoda, sprawność, przyjemność i unikanie cierpienia za pomocą zewnętrznych ułatwień, wierzy w inną utopię niż ktoś, kto od urodzenia obcował z duchowością i powiedzeniami typu: „Łatwiej założyć buty niż wyścielać cały świat gumą”. Jednak technika cywilizacji Zachodu jest tak potężna, że wyścielanie świata gumą nie jest dla niej niczym specjalnym. Zdaje się mówić Tybetańczykom: „Po co rozwijać własną moc, jeśli można zredukować zagrożenia świata do własnych możliwości?”
Adrian
Cześć :)
Faajnie… :) Taki ślepy strzał – trafiony zatopiony! W swoim blogu cytuję dokładnie ten sam kawałek „Tybetańskiej…” Bardzo miło mi Ciebie spotkać.
Jesteśmy podobni.
Ten blog ma już monumentalne rozmiary, będę go odwiedzał z przyjemnością. I zapraszam również do świata moich myśli.
Pozdrawiam serdecznie!
08 sie, 2009 @ 09:37