Nie lubię poranków. W powietrzu słychać dźwięk dnia rozdzieranego przez walczących o swoje ludzi, do których, choć wszystko we mnie buntuje się przeciw temu, zamierzam zaraz dołączyć, wbijając się w marynarkę i rozpoczynając atak na miasto.

Poranki są zupełnie inne niż czarna noc, podczas której bezpieczny we własnym świecie mogę siedzieć, myśleć, bawić się, pracować, pisać (choć i tak ostatnio bez odzewu ze strony Czytelników, aż się nie chce) i żyć we własnym rytmie. Poranki nie są moje, należą do świata, który – czy chcę, czy nie chcę – jest taki, a nie inny.

Poza tym…

…czasem się boję…

Piosenka Nocnego Grajka

Choć znów nie umiałeś dopełnić dnia
Choć jutro będzie trzeba rano wstać

Zapal tę świecę, niech zwabi noc
Zapomnij jak ciężki jest nasz los
Mów cicho żeby nie spłoszyć dobrych duchów

Weź książkę lub na spacer idź
Albo po prostu cicho patrz
W jej wielką twarz, co zagląda wciąż przez okno

Rano znów bitwy zabrzmi szczęk
Rano się sen zamieni w lęk
Niech zatem gwiazdy dodadzą nam otuchy

Choć naokoło śpi już cały świat
Nie idźmy spać

A propos powyższego…