Zbigniew Nienacki, w Uwodzicielu, powszechnie uważanym, w skutek ludzkiej ignorancji, za powieść pornograficzną, wydaje taki oto ostry osąd:

Mam ogromną prośbę do krytyków literackich. Pokażcie mi choćby jednego bohatera literackiego, który reprezentowałby filozofię egzystencjalizmu, a nie nosił cech schizofrenika – nie charakteryzowały go autyzm, stępienie uczuciowe i urojenia ksobne. Cóż jest warta filozofia, która można egzemplifikować jedynie poprzez ludzi chorych psychicznie?

Proszę was, weźcie jeszcze raz do reki książkę Kierkegaarda „Bojaźń i drżenie” albo „Z pamietnika uwodziciela”. Jest to przecież autentyczny i kliniczny zapis przeżyć psychotycznych i schizofrenicznych urojeń. Chcecie, abym ze zwierzeń chorego człowieka uczynił sobie nową Ewangelię? (uwagi pisarza o Kierkegaarze zamieściłem tutaj).

Pisze on też, że dziś (a właściwie pod koniec lat 70., kiedy pisał Uwodziciela) panuje moda na schizofrenię, tak jak kiedyś popularne były omdlenia i sole trzeźwiące. I kto tej modzie nie podda się w literaturze, ten jest skazany na zapomnienie.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie ma miłości u Camusa, u Kafki, u Shultza, u Joyce’a? Bohaterem współczesnej wielkiej literatury jest schizofrenik lub osobnik z defektem schizofrenicznym. A taki człowiek nie umie i nie potrafi kochać. Cechuje go autyzm i stępienie uczuciowe. Jest on zaabsorbowany wyłącznie sobą. Współczesny bohater żyje „ku sobie”, a nie „od siebie”, jak żyli dawni bohaterowie. Miłość zaś wymaga życia „od siebie”, wymaga zainteresowania drugą istotą. Jak mówi Fromm: „Nie można kochać naprawdę drugiej istoty, nie kochając zarazem całego świata”.

Mój Martin Even – pisze Nienacki o jednym ze swoich bohaterów – chciał nawracać kobiety na miłość nie dlatego, że był chory, ale dlatego, że naprawdę kochał kobiety i chciał żyć „od siebie”. I zginął – zgodnie ze współczesnym smakiem i dobrym gustem.

Pisarz przewidział tu niechcący własny los. Zarówno Uwodziciela, jak i inne wspaniałe książki, takie jak Sumienie, Wielki Las, a przede wszystkim Raz w roku w Skiroławkach i Dagome Iudex znaleźć można głównie na stoiskach w przejściach wielkomiejskich dworców. Pamiętam jak chcieliśmy z Karolinką kupić w antykwariacie Skiroławki i pan właściciel powiedział: „Nie, nie mamy TAKICH książek”. Wydawnictwa też mają w tym swój niechlubny udział, gdy zaopatrują książki Nienackiego w obsceniczne okładki (najlepszy przykład – Wielki Las wyd. Euro z 1999 r.).

Tymczasem Nienacki krytykuje po prostu utarte schematy myślenia o literaturze, stara się ją odbrązowić i zarzuca jej nierealistyczność, operowanie tanim wzruszeniem za pomocą ukazywania chorych na oziębłość lub po prostu nienormalnych i psychicznie chorych bohaterów jako zdrowych i godnych współczucia nie ze względu na ich chorobę lecz na niesprawiedliwość jaka ich spotkała. Ten sąd jest nadal aktualny – mamy dziś przecież tak głośne i wychwalane pod niebiosa filmy jak np. Porozmawiaj z nią Pedro Almodovara, w którym ogarnięty chorobliwą obsesją człowiek gwałci dziewczynę w śpiączce, po czym wtrącony do więzienia popełnia samobójstwo. Na uwagę zasługuje tu fakt, że w rzeczywistości ktoś taki został by zamknięty nie w więzieniu, a w szpitalu dla obłąkanych pod ścisłą obserwacją, właśnie po to, by się nie targnął na swoje życie…

Sam Nienacki też próbuje budować swoje światy w „nieschizofreniczny” sposób. Wprowadza w życie wspaniale zarysowanych i niesamowicie plastycznych bohaterów nie tylko cnoty i przywary intelektualne i duchowe lecz także cielesne. Przez to właśnie zyskał on miano pornografa. Tymczasem, choć Wielki las rzeczywiście zawiera sporo opisów scen erotycznych, w Skiroławkach opisane są one w sposób albo czysto medyczny albo świadomie obrzydliwy, co wpisuje się w bardzo specyficzną, oryginalną i bogatą stylistykę powieści. W cytowanym w tej notce Uwodzicielu są bodajże dwie lub trzy krótkie sceny erotyczne w pełnym tego słowa znaczeniu na 304 strony.

Przecież erotyka jest częścią naszego dorosłego życia – mówił Nienacki w wywiadzie – wyrasta z naturalnego prawa do zachowania gatunku. Bez erotyki nie rodziłyby się dzieci. To, co się dzieje między mężczyzną a kobietą jest piękne, naturalne, uczciwe i moralne. (…) Myślę, że małżeństwo bez wzajemnego pragnienia siebie jest niemoralne i w ogóle nikomu niepotrzebne.

Książki Nienackiego są prawdziwe. Ich głównymi bohaterami są ludzie zdrowi psychicznie, a przy tym mają barwną, zróżnicowaną, nieraz szlachetną osobowość, którą autor wspaniale potrafi wyrazić. Nie mówię tu o cyklu przygód o Panu samochodziku, które są świetną lekturą dla młodzieży, jednak, jak sam autor przyznaje, powielają stare archetypy właściwe literaturze popularnej (tak samo jak utwory Karola Maya czy Juliusza Verne’a, które uwielbiałem w dzieciństwie). Późniejsze utwory Nienackiego nie są popularne, choć wrzuca się je do szufladki z napisem „czytadła”. A niepopularność wraz z popularnościową etykietką to chyba najgorszy los, jaki może spotkać dzieła tak odkrywcze, uniwersalne i mądre.

Żałuję, Panie Zbigniewie, że już nic Pan nie napisze. Żałuję, że nikt nie podjął tego, co niósł Pan przez Uwodziciela, Skiroławki i Dagome Iudex, lecz pojawiają się tylko niegodne oryginału sequele Pana Samochodzika, pisane pod pseudonimem dla pieniędzy. Żałuję, że nie mogę dziś pojechać do Jerzwałdu, zapukać do drewnianych drzwi i powiedzieć Panu, że nie tylko Pan Samochodzik potrafi zwabić czytelników. Myślę, że kiedyś, kiedy schizofrenia przestanie być modna, ktoś wydobędzie Pana książki ze śmietnika literatury i ustawi je tam, gdzie powinny się znaleźć, tam, gdzie stoją u mnie – na najwyższej i najważniejszej półce.

A propos powyższego…