Cały impet twórczy kieruję w stronę tłumaczeń piosenek Nicka Drake’a. Tej nocy skończyłem wstępnie kolejny utwór. To zamiast tłumaczenia się z tego, że ostatnio żadnych nowości na blogu nie było.

Wielkanocne przebywanie w moim miasteczku zaskoczyło mnie pozytywnie. Dzięki utyskiwaniom babci na moją religijną konwersję zostały przetarte nowe szlaki pomiędzy członkami rodziny. Dużo rozmów o duchowości, o tolerancji, dużo głębszych dyskusji na temat problemów ze światem i ze sobą, w których czasem brałem udział, choć częściej – nie chcąc psuć intymnej więzi umysłowej, jaka ujawniła się pomiędzy dorosłymi – z zadowoleniem przysłuchiwałem się im z innego pokoju.

Wieczorami spotykałem się ze znajomymi i przyjaciółmi. Miasteczkowe knajpy aż wrzały od powitań, radosnych spotkań po latach i nigdy nie dokończonych rozmów. Kolega, który dwa lata temu usłyszał ode mnie o Dharmie promieniuje dziś szlachetnym spokojem i dobrocią – jest daleko, daleko przede mną na ścieżce. Zupełnie nieświadomie podzielił się swoją energią ze mną – coś się znów łagodnie tli nad moją głową. Może to tylko wiosna, ale chyba nie.

Soto zen okazuje się dla mnie zbyt trudny. W sobotę idę do ośrodka Karma Kagyu. Kupiłem nową książkę lamy Olego Nydahla, Buddę i miłość.

W leniwe wiosenne popołudnie przejażdżka rowerem do sklepu stanowi dla mnie najwyższą przyjemność.

A Wam, wszystkim bez wyjątku, życzę sił potrzebnych do przekształcenia każdej cząsteczki gniewu, nienawiści i smutku w miłość, radość i spokój. Om Mani Padme Hum lub – jeśli wolicie – niech Bóg będzie z Wami.

A propos powyższego…